

Finansowy program pomocowy dla Grecji nie powiódł się - oświadczył premier Aleksis Tsipras. Zapowiedział, że jego kraj nie będzie prosił europejskich przywódców o rozszerzenie pomocy. Zapewnił, że Grecja zamierza oddać swoje długi, ale zaapelował do kredytodawców, by złagodzili warunki ich spłaty.

Ugrupowanie Aleksisa Tsiprasa, Syriza, wygrało styczniowe wybory parlamentarne pod hasłem odchodzenia od polityki zaciskania pasa, narzuconej przez Unię Europejską.
"Nowy rząd (...) nie może poprosić o przedłużenie błędów" - podkreślił Tsipras w swym pierwszym wielkim przemówieniu do parlamentu w charakterze szefa rządu.
Premier i lider lewicowo-populistycznej Syrizy zapewnił w swoim wystąpieniu, że jego rząd chce "dotrzymać wszystkich obietnic", a także spłacić zadłużenie. Zaapelował do międzynarodowych partnerów o podjęcie dyskusji na temat "sposobów, które uczyniłyby to wykonalnym". Wyraził przekonanie, że nadal jest możliwe wynegocjowanie z partnerami międzynarodowymi przejściowego porozumienia w sprawie spłaty długu.
Program ratunkowy dla Grecji, który rozpoczął się w maju 2010 roku, kończy się 28 lutego. UE uważa, że Grecja powinna wystąpić o przedłużenie pomocy, w tym zobowiązać się do kontynuowania reform. Kwestia ma być przedmiotem dyskusji z unijnymi przywódcami w czasie czwartkowego szczytu w Brukseli.
Tsipras oświadczył w parlamencie, że rząd będzie "leczył rany" po programie oszczędnościowym, w tym - zgodnie z obietnicami z kampanii wyborczej - będzie rozdawał jedzenie i zapewni bezpłatną energię elektryczną najbardziej potrzebującym. Obiecał też przywrócenie do pracy urzędników zwolnionych w ramach programu oszczędności.
Szef rządu zapowiedział stopniowe podniesienie pensji minimalnej z 580 euro do 750 euro w 2016 roku, a także "wojnę bez litości z korupcją, oszustwami podatkowymi i przemytnikami papierosów lub tytoniu".
W niedzielnym wystąpieniu Tsipras zobowiązał się ponadto do serii cięć w przywilejach polityków. Wymienił odebranie samochodów ministrom i sprzedaż jednego z trzech samolotów rządowej eskadry.
Minister finansów Janis Warufakis odbył w mijającym tygodniu podróż po europejskich stolicach, próbując przekonać międzynarodowych wierzycieli do swojego pomysłu na restrukturyzację greckiego długu. Jego zagraniczna część wynosi 315 miliardów euro. Największym kredytodawcą Grecji są Niemcy. I to oni najmniej chętnie mówią o restrukturyzacji greckiego długu. A ta, według na razie bardzo ogólnych zapowiedzi Warufakisa, miałaby polegać na zamianie obligacji posiadanych przez Europejski Bank Centralny, kraje eurostrefy i MFW na nowe papiery, bez daty zapadalności i z oprocentowaniem związanym ze wzrostem gospodarczym Grecji.
Niemcy powinny nam wypłacić reparacje wojenne
Grecja ma moralny obowiązek domagać się od Niemiec odszkodowania za straty spowodowane przez nazistów w czasie drugiej wojny światowej. To słowa premiera Aleksisa Tsiprasa, który wygłosił przemówienie w greckim parlamencie.
Premier powiedział, że domaganie się wojennych reparacji to obowiązek wobec narodu, historii i wszystkich Europejczyków, którzy przelali krew w walce z nazizmem. Aleksis Tsipras nawiązał nie tylko do zniszczeń dokonanych przez niemieckich nazistów w czasie czteroletniej okupacji Grecji, ale także do pożyczki wojennej, do której władze Trzeciej Rzeszy zmusiły grecki bank centralny i która zrujnowała kraj.
Rząd Niemiec uważa tymczasem kwestię reparacji wojennych wobec Grecji za zakończoną. Pierwsza konferencja w tej sprawie odbyła się w Paryżu jesienią 1945 roku. Grekom został wówczas przyznany procentowy udział w świadczeniach odszkodowawczych wypłacanych przez Niemcy po drugiej wojnie światowej. Grecja otrzymała świadczenia rzeczowe - według dzisiejszej wartości - rzędu dwóch miliardów euro. A w 1990 roku, w chwili zjednoczenia Niemiec, wszedł w życie tak zwany Traktat dwa plus cztery, uznany także przez Grecję i nieprzewidujący świadczenia przez Niemcy żadnych dalszych odszkodowań wojennych.
Minister finansów Grecji ostrzega przed jej wypchnięciem ze strefy euro
W niedzielnym wywiadzie dla włoskiej telewizji publicznej RAI minister finansów Grecji Janis Warufakis ostrzegł, że jeśli jego kraj zostanie zmuszony do wyjścia ze strefy euro, to inne państwa nieuchronnie podążą za nim i cały walutowy blok rozpadnie się.

Zaznaczył, że rozwiązanie problemu greckiego zadłużenia musi nastąpić w ramach rezygnacji z forsowanej dla całej strefy euro polityki oszczędnościowej. Wezwał jednocześnie do podjęcia wzorowanego na amerykańskim New Dealu rozległego programu inwestycyjnego, który byłby finansowany przez Europejski Bank Inwestycyjny.
"Euro jest kruche, jest to jak budowanie domku z kart, jeśli wyciągnie się kartę grecką, pozostałe runą" - powiedział Warufakis w tekście wywiadu, jaki RAI udostępniła jeszcze przed jego nadaniem. W opinii greckiego ministra strefie euro grożą fragmentacja i "dekonstrukcja" jeśli nie zda sobie ona sprawy, że Grecja i nie tylko Grecja nie są zdolne do spłacenia swych długów na obecnych warunkach.
"Ostrzegałbym każdego, kto strategicznie rozważa odkrojenie Grecji od Europy, gdyż byłoby to bardzo niebezpieczne. Kto byłby następny po nas? Portugalia? Co stałoby się, gdyby Włochy odkryły, że jest dla nich niemożliwe pozostawanie w gorsecie wyrzeczeń?" - pytał Warufakis.
Zarówno on, jak i premier Grecji Aleksis Tsipras natrafili podczas swych rozmów w Rzymie w ubiegłym tygodniu na zrozumienie, ale nie wsparcie stawianego przez nich postulatu renegocjacji greckiego zadłużenia. Jednak według Warufakisa, kulisy całej sprawy wyglądają inaczej.
"Włoscy oficjalni przedstawiciele, nie mogę państwu powiedzieć z jakiej dużej instytucji, spotkali się ze mną, by powiedzieć mi, że popierają nas, ale nie mogą mówić prawdy, ponieważ Włochy także doświadczają ryzyka bankructwa i boją się reakcji ze strony Niemiec" - kontynuował grecki minister.
"Przyjmijmy to do wiadomości, sytuacja Włoch w dziedzinie zadłużenia jest nie do utrzymania" - dodał nawiązując do faktu, że pod względem wielkości długu publicznego w odniesieniu do wartości produktu krajowego brutto ustępują one w strefie euro jedynie Grecji.
Na polityce wyrzeczeń skorzystają wrogowie europejskiej demokracji
Warufakis ostrzegł też, że forsowanie polityki wyrzeczeń przyniesie korzyści wyłącznie "tym, którzy nienawidzą europejskiej demokracji", jak prawicowo-ekstremistyczna grecka Złota Jutrzenka, francuski Front Narodowy i brytyjska Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa.
W reakcji na wywiad Warufakisa włoski minister gospodarki i finansów Pietro Carlo Padoan napisał na Twitterze, że dług Włoch jest "solidny i do utrzymania", uwagi greckiego ministra były "nie na miejscu", a Włochy muszą pracować na rzecz europejskiego rozwiązania problemów Grecji, co wymaga "wzajemnego zaufania".
W 2010 roku Grecja została pierwszym krajem strefy euro, który otrzymał wsparcie finansowe od innych państw eurolandu oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Największa część greckiego długu to tzw. programy ratunkowe, w ramach których w latach 2010-2014 do Grecji trafiło 240 mld euro. Kredytów tych udzielały państwa członkowskie strefy euro, specjalny Europejski Fundusz Stabilności Finansowej oraz MFW.
Od 2010 roku pogrążona w kryzysie Grecja otrzymała ogromną pomoc finansową z programu opracowanego przez Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Pomoc została jednak obwarowana przymusem cięć w wydatkach i przeprowadzenia reform. Takie rozwiązanie nie spodobało się greckiemu społeczeństwu, które protestuje przeciwko oszczędnościom budżetowym. Styczniowe wybory zakończyły się klęską partii, które chciały realizować plan reform narzucony Atenom.
IAR/PAP
























































