Takiego scenariusza nie napisałby sam Martin Scorsese. Jordan Belfort, którego życie posłużyło filmowcom do stworzenia hitu "Wilk z Wall Strett", pozwał firmę producencką o odszkodowanie. Żąda 300 mln dolarów.
Jordana Belforta nie trzeba nikomu przedstawiać. Pracował jako makler giełdowy w USA, a teraz zajmuje się... szkoleniami motywacyjnymi. Został okrzyknięty jednym z największych oszustów. Oskarżono go o manipulacje na giełdzie papierów wartościowych oraz prowadzenie firmy o wątpliwej reputacji, która zajmowała się telefoniczną sprzedażą akcji notowanych na giełdzie (tzw. penny stock boiler room). Miał też zdefraudować pieniądze od ponad 1,5 tys. klientów. Za swoje przekręty został skazany na 22 miesiące więzienia. Jego autobiografia "Wilk z Wall Street" stała się kanwą filmu, w którym w główną rolę wcielił się Leonardo DiCaprio.
Jak się okazuje, nie miał uwag co do zdarzeń przedstawionych w filmie, a umówmy się - niektóre z nich można delikatnie określić "kontrowersyjnymi". Jak informuje "Variety", zadośćuczynienia żąda od firmy Red Granite Pictures, która była producentem hitu.
W swoim pozwie Jordan Belfort zarzuca Red Granite Pictures, że ta popełniła poważne przestępstwa podczas finansowania produkcji. Wśród win wymienia m.in. współpracę z Jho Lowem, biznesmenem z Malezji, który został oskarżony w 2018 roku o defraudację rządowego 1 mld dolarów. Wilk z Wall Street zaznacza, że nie wiedział o podejrzanym finansowaniu hitu. Na okradzeniu malezyjskiego rządu miała ucierpieć także jego reputacja.
Oprócz 300 mln dolarów zadośćuczynienia, mężczyzna chce też odzyskać prawa do swojej biografii oraz drugiej jej części "Polowanie na Wilka z Wall Street", które sprzedał Red Granite Pictures.
aw

























































