Rozłam w europejskim futbolu klubowym staje się faktem. Przyczyną powstania nowych rozgrywek piłkarskich gigantów są kwestie finansowe.


AC Milan, Juventus, Inter Mediolan, Atletico Madryt, Real Madryt, FC Barcelona, Liverpool FC, Manchester City, Manchester United, Arsenal FC, Chelsea FC i Tottenham Hotspur – oto dwanaście klubów piłkarskich, które 18 kwietnia ogłosiły powstanie Superligi.
Lista uczestników nie jest zamknięta – do grona „ojców założycieli” dołączą jeszcze 3 podmioty (zaproszenia odrzucić miały m.in. PSG, Bayern Monachium i Borussia Dortmund), a dalsze 5 zespołów co roku będzie wybieranych na podstawie osiągnięć sportowych. W ramach Superligi 20 zespołów podzielonych na 2 grupy od sierpnia będzie rozgrywać spotkania w środku tygodnia – klasyfikacja ligowa wyłoni czołówkę, która na wiosnę przejdzie do fazy pucharowej.
O sportowych konsekwencjach rozłamu (np. w kontekście wykluczenia wyżej wymienionych klubów z lig krajowych czy zakazu gry dla piłkarzy w rozgrywkach reprezentacyjnych) szeroko rozpisują się w poniedziałek media sportowe na całym świecie. Z racji charakteru naszego serwisu, skupimy się na stronie finansowej.
Powiedzenie „kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze” pasuje do obecnej sytuacji jak ulał. Tworząc nowe rozgrywki, futbolowi giganci chcą uniezależnić się od UEFA oraz zbudować rozgrywki zdolne nawiązywać do ekonomicznego sukcesu amerykańskich lig, takich jak NBA czy przede wszystkim NFL (futbol amerykański). Zapewne nie ma przypadku w tym, że Superliga została oficjalnie zaprezentowana dosłownie w przededniu decyzji UEFA o dalszych zmianach organizacyjnych w Lidze Mistrzów. Innym źródłem motywacji jest też koronawirus, który istotnie uderzył w budżety czołowych klubów.
Już na starcie kluby-założyciele będą mogły liczyć na jednorazowy zastrzyk „na cele infrastrukturalne”, którego wysokość wyniesie do 350 mln euro - łączna pula w wysokości 3,5 mld euro będzie dzielona nie po równo (tzn. więksi dostaną więcej). To całkiem sporo, bowiem roczne przychody największych w stawce klubów (FC Barcelony i Realu Madryt) wyniosły w ostatnim sezonie ok. 700 mln euro. Prawdziwe kokosy czają się jednak dalej – Superliga ma zamiar pozyskać z tytułu sprzedaży praw do transmisji 4 miliardy euro rocznie. To kwota porównywalna z deklarowanymi przez UEFA wpływami komercyjnymi z Ligi Mistrzów w ostatnich latach. W tym wypadku jednak całość kwoty dzielona będzie między 20 klubów, a federacja piłkarska nie dostanie ani centa. Giganci zapewniają jednak, że będą dzielić się z mniejszymi klubami poprzez „płatności solidarnościowe”, które w pierwszym okresie funkcjonowania ligi (nie sprecyzowano jego dokładnego horyzontu) mają wynieść nawet 10 mld euro i być wyższe od płatności zapewnianych przez UEFA.
- Pomożemy futbolowi na każdym poziomie i pozwolimy mu zająć właściwe miejsce w świecie. Futbol jest jedynym globalnym sportem z ponad 4 miliardami fanów i naszą odpowiedzialnością jako wielkich klubów jest odpowiedzieć na ich oczekiwania – oświadczył Florentino Perez, prezydent Realu Madryt, który będzie pełnił funkcję pierwszego prezesa Superligi. Jego zastępcami zostaną Andrea Agnelli z Juventusu Turyn oraz Joel Glazer z Manchesteru United.
Jak wynika z medialnych doniesień, w tworzenie finansowej infrastruktury dla Superligi ma zaangażować się JP Morgan. Brytyjski Sky News podaje, że największy bank w USA na początek położył na stole 5 miliardów dolarów. Amerykańskie doświadczenia to również jeden z głównych czynników stojących za powstaniem Superligi – trzy największe tamtejsze ligi od lat deklasują ligi piłkarskie, choć nie reprezentują tak popularnej dyscypliny. Przed pandemią roczne przychody ligi futbolu amerykańskiego NFL wyniosły w przeliczeniu 12 mld euro, baseballowa MLB wypracowała 9,8 mld euro, a koszykarska NBA 7,7 mld euro. Dopiero czwarte miejsce w światowym rankingu zajęła piłkarska brytyjska Premier League (6 mld euro), zaś hiszpańska La Liga była szósta (3,4 mld euro).
W kolejnych dniach należy spodziewać się nowych doniesień na temat Superligi. Już teraz pojawiają się opinie, że futbolowi giganci blefują i starają się jedynie wywrzeć na UEFA dodatkową presję w celu zagwarantowania im większych wpływów z Ligi Mistrzów.
























































