Pan Juliusz z Krakowa, zwolennik Grzegorza Brauna, chciał przed wyborami prezydenckimi wesprzeć finansowo komitet swojego kandydata kwotą 200 zł. Przez pomyłkę przelał jednak na konto partii dziesięciokrotnie większą sumę – 2000 zł. Choć tuż po pierwszej turze poprosił o zwrot nadwyżki, Konfederacja Korony Polskiej odmówiła, powołując się na rygorystyczne przepisy prawa wyborczego. Zbulwersowany mężczyzna skierował do ugrupowania przedsądowe wezwanie do zapłaty.


Drogocenna pomyłka tuż przed głosowaniem
Do zdarzenia doszło 14 maja 2025 roku, na cztery dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich. Pan Juliusz postanowił przekazać darowiznę na rzecz komitetu wyborczego Grzegorza Brauna. Zamierzał przesłać 200 zł, lecz z powodu pomyłki w dopisaniu zera z jego konta zeszło 2000 zł - pisze portal Gazeta.pl
Gdy 21 maja – już po głosowaniu, w którym Grzegorz Braun zajął czwarte miejsce – zorientował się w błędzie, napisał do partii wiadomość e-mail z prośbą o zwrot 1800 zł. W mailu podkreślił, że to dla niego wysoka kwota, i nie krył oburzenia faktem, że sztab wcześniej nawet nie podziękował za tak znaczną wpłatę.
Stanowisko partii: zwrot jest prawnie niedopuszczalny
Odpowiedź ze strony ugrupowania nadeszła dopiero po kilku miesiącach, pod koniec stycznia. Skarbniczka Konfederacji Korony Polskiej, Kamila Jezierska, poinformowała wyborcę, że realizacja jego żądania jest niemożliwa ze względów formalnych.
Jak wyjaśniła, po zakończeniu kampanii oraz złożeniu sprawozdania finansowego komitet nie posiada uprawnień do zwracania prawidłowo przyjętych darowizn. Przedstawicielka partii zaznaczyła, że wypłata pieniędzy stanowiłaby naruszenie Kodeksu wyborczego i mogłaby skutkować odpowiedzialnością komitetu, w tym zakwestionowaniem sprawozdania finansowego przez PKW. Brak możliwości zwrotu potwierdziło również biuro prasowe ugrupowania.

Wezwanie przedsądowe i zarzut „bezduszności”
Mężczyzna nie zamierza odpuszczać i pod koniec września wysłał partii przedsądowe wezwanie do zapłaty 1800 zł wraz z odsetkami.
Pan Juliusz zastrzega, że jego intencją nie jest atak na samego lidera ugrupowania, którego nadal cenieni jako polityka i człowieka. Podkreśla jednak, że ujawnia tę sprawę, by pokazać „rażący błąd biurokratyczny oraz kompletną bezduszność urzędników w jego sztabie finansowym”, którzy – jego zdaniem – zaprzeczają wartościom głoszonym przez kandydata.
Co na to PKW, KBW i prawnicy?
Sprawa ujawnia lukę w przepisach, z którą Państwowa Komisja Wyborcza spotykała się już w przeszłości:
- Rygorystyczne przepisy wyborcze: przepisy Kodeksu wyborczego nakazują przekazanie wszelkich nadwyżek z kampanii prezydenckiej na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP). PKW wskazuje, że dokonywanie zwrotów po dniu wyborów lub po wydatkowaniu środków jest niedopuszczalne i mogłoby stanowić próbę obejścia prawa.
- Stanowisko Krajowego Biura Wyborczego: KBW zauważa, że w wyjątkowych sytuacjach – np. przy działaniu pod wpływem błędu – zwrot jest teoretycznie rozważany, lecz samo oświadczenie wpłacającego nie wystarczy. Błąd musiałby zostać poparty silnymi dowodami (np. zeznaniami świadków czy analizą sytuacji finansowej), a spór w przypadku braku zgody komitetu może rozstrzygnąć jedynie sąd.
- Radca prawny Krzysztof Proć na łamach gazety.pl ocenia, że odwołanie darowizny wymagałoby udowodnienia tzw. *rażącej niewdzięczności* obdarowanego, do której tu nie doszło. Prawnik wskazuje, że bez jednoznacznych dowodów na to, jaki był rzeczywisty zamiar darczyńcy w momencie przelewu, komitet nie ma podstawy prawnej do oddania środków, zaś same obostrzenia mają zapobiegać nielegalnemu wyprowadzaniu pieniędzy z kas komitetów.
Oprac. JM






























































