Od początku roku Polacy ruszyli po obligacje emitowane przez Skarb Państwa. Ich sprzedaż niemal podwoiła się w porównaniu z poprzednim rokiem. Obligacje cieszą się coraz większą popularnością wśród inwestujących. Zaczynają je kupować ci, którzy wcześniej nie myśleli o tym sposobie oszczędzania.


Gdy słyszymy o miliardowym zadłużeniu Polski, część z nas myśli, jak wielkie kwoty musi pożyczyć Ministerstwo Finansów, by sfinansować ogromny deficyt. Owszem, resort finansów kilka razy w miesiącu organizuje miliardowe przetargi dla banków, które kupują obligacje skarbu państwa za setki milionów złotych. To tzw. obligacje hurtowe. By je kupić, bank musi na nie wydać minimum 1 mln złotych. Dla zwykłego Kowalskiego są niedostępne.
Ale Ministerstwo Finansów emituje także obligacje detaliczne. Może je nabyć każdy i w każdym momencie, także przez internet. I nie trzeba milionów na koncie. Wystarczy w portfelu mieć 100 zł. Ministerstwo Finansów właśnie przedstawiło komunikat jak Polacy kupowali obligacje detaliczne w lutym 2017 roku. Widać, że mamy na nie coraz większy apetyt.
Zobacz także
Już nie tylko 2-latki
W lutym nabywcy indywidualni kupili obligacje skarbowe za 428 mln zł. Ministerstwo Finansów oferuje cztery podstawowe rodzaje obligacji detalicznych. Największą popularnością cieszyły się te z najkrótszą datą wykupu. Na 2-letnie obligacje (DOS) Polacy wydali 188,8 mln zł. Jednak ich udział, z miesiąca na miesiąc, w ogólnej liczbie sprzedaży spada.
W zeszłym roku trzy czwarte sprzedawanych przez Ministerstwo Finansów obligacji były właśnie popularnymi dwulatkami. W tym roku te obligacje nie cieszą się już taką popularnością. Polacy zaczęli wybierać także obligacje z dłuższym terminem wykupu. W 2017 roku postawili na 4-letnie obligacje (COI). W lutym resort finansów sprzedał obligacji z czteroletnim terminem wykupu (wraz z transakcjami zamiany) za 167 mln zł.
Mniejszym zainteresowaniem cieszyły się obligacje 3-letnie (TOZ). Polacy w lutym wydali na nie 33,2 mln zł. Natomiast papiery o najdłuższym terminie wykupu przez resort finansów, równym 10 lat (EDO), cieszyły się podobnym popytem, jak w miesiącach poprzednich. Resort z ich sprzedaży pozyskał 38 mln zł.
Moda na obligacje
Z danych ministerstwa wynika, że za obligacjami skarbowymi rozgląda się coraz więcej nowych osób chcących ulokować swój kapitał. Świadczą o tym dane sprzedaży pierwotnej. To sprzedaż obligacji detalicznych osobom, które wcześniej nie miały jeszcze w swoim portfelu danych obligacji.
Od początku roku resort sprzedał obligacje osobom, które nabyły je pierwszy raz, za 773 mln zł. Tym samym zwiększył o 78% sprzedaż w porównaniu z rokiem poprzednim. Przez pierwsze dwa miesiące zeszłego roku sprzedaż obligacji nie wynikająca z transakcji zamiany wyniosła 434 mln zł.
Skarb Państwa oferuje inwestorom indywidualnym w dniu wykupu ich obligacji tzw. sprzedaż zamiany. Czyli zamianę obligacji, którą Ministerstwo Finansów powinno wykupić, na taką samą, na kolejny okres. Zazwyczaj resort oferuje wtedy na taką obligację dyskonto, czyli upust. Wielu inwestorów decyduje się na taki krok. Oznacza to de facto, wydłużenie dla państwa okresu, w którym powinno spłacić swój dług. A osoby oszczędzające cieszą się, że nabyły właśnie obligacje na kolejny okres po niższej cenie niż są one normalnie oferowane w sprzedaży.
I kij, i marchewka
Za zwiększonym popytem na obligacje Skarbu Państwa stoją dwa główne czynniki. Pierwszy jest bardzo pozytywny. Ministerstwo Finansów, po raz pierwszy od pięciu lat zaczęło podnosić, a nie obniżać oprocentowanie swoich obligacji. Na 2-latkach jeszcze na początku 2012 roku odsetki wynosiły 4,75%. Od tego czasu na obligacjach można było zarobić tylko coraz mniej.
Przez ostatnie dwa lata Skarb Państwa ustalił ich oprocentowanie tylko na 2%. Od tego roku jednak coś drgnęło. Resort podniósł oprocentowanie co poziomu 2,1%. To niewiele, ale przy bardzo niskich odsetkach od lokat w bankach, obligacje stały się formą inwestycji bardziej opłacalną niż trzymanie ich w banku.
W grudniu zeszłego roku zostało podniesione oprocentowanie obligacji 3-letnich (z 2,1% na 2,2%), 4-letnich (2,3% na 2,4%) oraz 10-letnich (z 2,5% na 2,7%).
Jednak nie tylko wyższe oprocentowanie mogło dać impuls inwestorom do poszukania alternatywnego sposobu oszczędzania. Od grudnia, zniknął w Polsce dwuletni okres deflacji. Ceny przestały spadać. Od ostatniego miesiąca zeszłego roku ceny zaczęły rosnąć i o deflacji możemy już zapomnieć. Inflacja wyraźnie przyspieszyła. Już w lutym wyniosła aż 2,2%.
Oznacza to, że siła nabywcza naszych pieniędzy, które trzymamy na nieoprocentowanych kontach albo w domu pod materacem, zaczęła spadać. Realnie zaczynamy tracić na naszych oszczędnościach, jeśli nie trzymamy ich na oprocentowanej alternatywie. To mogło dać impuls wielu Polakom, by pomyśleli o lokowaniu swoich oszczędności właśnie w oprocentowane obligacje Skarbu Państwa.
Wczorajsza projekcja inflacji Narodowego Banku Polski tylko potwierdza, że inflacja w okolicy 2% utrzyma się z nami na dłużej.
Blamaż obligacji 500+
Od października Ministerstwo Finansów oferuje specjalne rodzinne obligacje skarbowe. Specjalne, bo przeznaczone wyłącznie dla osób otrzymujących świadczenie z programu Rodzina 500+. Są ich dwa rodzaje: 6-letnie (ROS) oraz 12-letnie (ROD). Obligacje te są bardzo atrakcyjne. Ich oprocentowanie wynosi więcej niż oprocentowanie pozostałych obligacji. Mimo to cieszą się bardzo słabym zainteresowaniem - z miesiąca na miesiąc coraz niższym. W lutym Polacy wydali na nie jedynie 930 tys. zł.
W lutym Polacy na 6-letnie obligacje rodzinne wydali 470 tys. zł. A na 12-letnie - 460 tys. zł. Łącznie od października, czyli od początku istnienia obligacji rodzinnych, inwestorzy wydali na nie 5,1 mln zł. To wciąż mniej, niż wydano na reklamy i promocję nowych skarbowych papierów wartościowych, które wyniosły łącznie 5,4 mln zł. Sam koszt stworzenia spotu telewizyjnego promującego obligacje rodzinne wyniósł 284,5 tys. zł.
Za bardzo słabymi wynikami obligacji 500+ może stać ich długi termin wykupu. Pomimo atrakcyjnego inwestowania, Skarb Państwa każe czekać nawet aż 12 lat na wykup zainwestowanego kapitału. To w dużym stopniu może zniechęcać wielu zainteresowanych do ich kupna. Drugą kwestią może być bardzo ograniczona grupa osób, która może je nabyć. W programie Rodzina 500+ uczestniczy 2,5 mln rodzin. I tylko one mogę kupować te specjalnej obligacje.






























































