W obliczu wysokich cen na pylonach największe koncerny naftowe we Włoszech i Francji dobrowolnie ograniczyły maksymalne stawki za benzynę i olej napędowy na swoich stacjach. Jak informuje niemiecki dziennik "Tagesschau", podobną inicjatywę trudno byłoby wyobrazić sobie w Niemczech ze względu na inną strukturą rynku paliwowego. Od 1 października w życie weszły jednak obniżki wprowadzone odgórnie przez rząd w Berlinie.


We Francji koncern TotalEnergies utrzymuje maksymalny pułap 1,99 euro za litr benzyny E10 oraz 2,25 euro za litr diesla. We Włoszech koncern Eni (poprzez sieć Enilive) wprowadził 28 września 30-dniowy limit wynoszący 1,99 euro za litr benzyny i 2,19 euro za litr oleju napędowego, co przekłada się na oszczędność rzędu 17 centów na litrze (ok. 8,45-9,35 euro na jednym tankowaniu 50 litrów). Do akcji dołącza tam również sieć IP (Socar), co sprawiło, że limitami objętych zostało blisko 8500 stacji, czyli 39% włoskiego rynku.
TotalEnergies szacuje koszty programu na 250-300 mln euro, a Eni na ok. 100 mln euro miesięcznie. Firmy odrabiają to jednak na innym etapie łańcucha dostaw. W pierwszym półroczu 2026 roku zysk netto TotalEnergies podwoił się do 11,2 mld euro, zaś skorygowany zysk Eni wzrósł o 43% do ponad 3,6 mld euro.
Giganci zarabiają obecnie ogromne pieniądze w segmencie rafineryjnym, gdzie marże są bardzo wysokie - tłumaczył na łamach "Tagesschau" Tomaso Duso z German Institute for Economic Research (DIW). Mogą więc oddać część niewielkiej marży detalicznej na stacjach, realizując cichy układ z rządami, mający na celu uniknięcie podatku od nadzwyczajnych zysków.
Bunt niezależnych stacji i ryzyko pustych dystrybutorów
Działania gigantów energetycznych we Francji i Włoszech wywołały sprzeciw ze strony ich krajowych konkurentów, o czym poinformował portal "Euronews". We Francji stowarzyszenie FF3C, reprezentujące tysiąc niezależnych stacji, złożyło oficjalną skargę do urzędu ochrony konkurencji, zarzucając TotalEnergies stosowanie cen poniżej kosztów hurtowych.

W podobnym tonie wypowiadają się sieci supermarketów, takie jak E.Leclerc, którego szef Michel-Edouard Leclerc podkreślił, że małe stacje i detaliści nie posiadają własnych rafinerii i nie mogą zejść niżej bez generowania strat - podał "Euronews".
Na Korsyce kilkanaście stacji benzynowych wstrzymało pracę, gdyż ceny zakupu hurtowego paliwa okazały się o kilkadziesiąt centów wyższe niż stawka detaliczna dyktowana przez TotalEnergies. Dodatkowo szturm kierowców na tańsze stacje doprowadził do tego, że co dziesiąty punkt tej sieci we Francji zmagał się z przejściowymi brakami paliwa.
Prezes TotalEnergies Patrick Pouyanné mówił otwarcie, że jeśli francuski rząd zdecyduje się na wprowadzenie podatku od nadzwyczajnych zysków, koncern natychmiast wycofa się z limitów cenowych.
Rozdrobnienie na niemieckim rynku paliw i obniżka z Berlina
Pomimo rosnącej presji politycznej i społecznej, przeniesienie francusko-włoskiego modelu do Niemiec jest niemal niemożliwe za sprawą różnic w strukturze rynku - wskazuje "Tagesschau".
Niemiecki rynek detaliczny, liczący około 14 000 stacji, jest mocno rozdrobniony i pozbawiony tzw. "narodowego czempiona". Największy gracz, Aral, posiada 15-16% udziału w rynku, Shell ponad 13%, a Circle K/TotalEnergies oraz Esso po ok. 8%. Avia i Jet kontrolują po około 6% niemieckich stacji benzynowych. Na kolejnym miejscu znajduje się Raiffeisen (5%) i Orlen/Star (4%).
Dla porównania, TotalEnergies kontroluje bezpośrednio około 30% rynku we Francji, a włoskie Eni ponad 21%.
Mimo to ceny paliw na stacjach benzynowych w Niemczech idą w dół od 1 października. Niemiecki parlament Bundestag i izba krajów związkowych Bundesrat zatwierdziły ustawę obniżającą podatek energetyczny od benzyny i oleju napędowego. Ulga wyniesie około 17 eurocentów na litr i ma obowiązywać do końca grudnia 2026 roku.
Według szacunków niemieckiego rządu obniżka uszczupli wpływy podatkowe o 2,485 mld euro, ale połowę kosztów mają ponieść niemieckie kraje związkowe.
Oprac. MM





























































