Oszustwa w sieci przestały kojarzyć się z łamaną polszczyzną i prymitywnymi mailami z Nigerii. Cyberprzestępcy podszywają się dziś pod Caritas czy portale pracy, a generatywna sztuczna inteligencja pomaga im pisać bezbłędne wiadomości i tworzyć fałszywe reklamy „cudownego” Ozempicu. Eksperci ostrzegają, że bez większej ostrożności liczba poszkodowanych będzie rosnąć.
Jeszcze niedawno fałszywą wiadomość można było poznać po błędach i dziwnym stylu. Teraz oszuści piszą poprawną polszczyzną, dodają emoji i logotypy znanych organizacji. Eksperci ESET opisali kampanię, w której maile podszywały się m.in. pod Caritas Polska i portale pracy. Nadawca wyglądał wiarygodnie, treść przypominała zwykłą korespondencję, a w środku czekał link prowadzący do niebezpiecznej strony.
Taki mail nie musi prosić od razu o dane do logowania czy numer karty. Często pojawia się informacja o „potwierdzeniu danych”, „aktualizacji konta” albo „nowej ofercie”. Kliknięcie w odnośnik może uruchomić złośliwy kod w przeglądarce, a potem przejęcie skrzynki i dostęp do innych usług. Wystarczy jeden nieuważny pracownik, by kłopot mieli także klienci firmy.
Swoje robi sztuczna inteligencja. Narzędzia generatywne pomagają przygotować treść maila po polsku, poprawić styl, a nawet wymyślić chwytliwy tytuł. Dzięki temu maile z oszustwem coraz trudniej odróżnić od prawdziwej korespondencji. Znika prosty filtr „to brzmi dziwnie, więc coś tu nie gra”.
Drugim niebezpiecznym trendem są „oszustwa na Ozempic”. Jak ostrzega Check Point Research, w mediach społecznościowych rośnie liczba reklam cudownych preparatów odchudzających: rzekomego „doustnego Ozempicu”, zastrzyków bez recepty czy sprayów GLP-1. Historie „przed i po” oraz zdjęcia zadowolonych pacjentów tworzy często sztuczna inteligencja, a sprzedawca działa poza oficjalnym systemem ochrony zdrowia.
Tu stawką są nie tylko pieniądze, lecz także zdrowie. Nawet oryginalne leki na bazie semaglutydu niosą ryzyko działań niepożądanych, dlatego stosuje się je pod kontrolą lekarza. Kupowanie podobnych „cudownych kuracji” z anonimowych stron oznacza, że nie wiemy, co naprawdę znajduje się w opakowaniu, w jakiej dawce i czy w ogóle zawiera deklarowaną substancję.
Jak się bronić? Przy każdym mailu warto zadać sobie kilka prostych pytań: czy spodziewamy się tej wiadomości, czy nadawca na pewno jest tym, za kogo się podaje, czy treść nie wywołuje pośpiechu lub strachu. Zamiast klikać w link, lepiej samodzielnie wpisać adres strony w przeglądarce.
W przypadku leków i suplementów najbezpieczniej kupować je w aptekach i znanych sieciach, a nie z reklam na Facebooku czy TikToku. Gdy oferta brzmi zbyt pięknie – obiecuje szybkie efekty, brak skutków ubocznych i wyjątkowo niską cenę – to mocny sygnał ostrzegawczy. W świecie, w którym AI potrafi stworzyć całe fałszywe historie, zdrowa nieufność staje się jedną z najważniejszych umiejętności konsumenta.


























































