Niemiecka prasa nie może się nachwalić Donalda Tuska przede wszystkim za to, że jak podkreślają "nie boi się koncernów paliwowych", wymuszając na nich obniżki cen paliw. W kontrze stoi postawa kanclerza Friedricha Merza, który w opinii dziennikarzy ma być "zbyt uległy".


"Warszawa nie boi się interwencji na rynku paliw, stojąc w obronie Polaków, kiedy Berlin wystosował jedynie uprzejmy apel do koncernów" - tak działania polskiego rządu zachwala "Berliner Zeitung" i "Deutsche Welle".
Władze Polski wprowadziły ceny maksymalne, a w przypadku naruszeń - zdecydowały się na wysokie kary. Tym samym Tusk pokazał jasno "rządzi rząd, a nie kapitał"- zaznaczają media.
Mimo to, jak ze zdziwieniem konstatują niemieckie media, Tusk spotyka się w kraju z krytyką o nieuprawnioną ingerencję w wolny rynek. Jednak premier, jako polityk "kuty na cztery nogi" tym się "nie przejmuje".
To nie jedyne pochwały, które zbiera premier u naszych zachodnich sąsiadów. Ich zdaniem dobrym krokiem było zwiększenie nakładów na inwestycje, nie tylko w sektorze zbrojeniowym zamiast ograniczenia wydatków publicznych, co powinien był zrobić jako ekonomiczny liberał.
To sprzyja wzrostowy gospodarczemu przekraczającemu 3 proc. PKB i przeciwdziała bezrobociu - komentują, choć i dodają, że "prowadzi także do wzrostu zadłużenia".
Tusk uprawia politykę "it's economy, stupid" przy uwzględnieniu interesów obywateli.

W porównaniu z nim niemiecki kanclerz wychodzi na bezdusznego technokratę, który nawet nie stara się ukrywać swoich powiązań z wielkim biznesem.
opr. aw






















































