REKLAMA

Miała być giełdowa rewolucja, a wciąż tkwimy w starych regulacjach

Adam Torchała2017-01-26 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2017-01-26 06:00
Miała być giełdowa rewolucja, a wciąż tkwimy w starych regulacjach
Miała być giełdowa rewolucja, a wciąż tkwimy w starych regulacjach
fot. Chlestowski Adam /

MAR miał przynieść rewolucję, która odmieni zasady komunikacji spółek z rynkiem. Tymczasem w styczniu minęło pół roku od jego wprowadzenia, a stare przepisy wciąż blokują KNF-owi możliwość karania emitentów według nowych przepisów. Same spółki żyją z kolei w dualizmie, raportując i po staremu i po nowemu. O pierwszym półroczu obowiązywania MAR-u na polskiej giełdzie rozmawiamy z Grzegorzem Surmą, redaktorem naczelnym Wortalu Relacji Inwestorskich.

Osoby chcące się zapoznać z powodami wprowadzenia MAR-u oraz sposobem działania nowych regulacji odsyłamy do naszego pierwszego wywiadu z Grzegorzem Surmą pt. "Wielka unijna rewolucja na GPW. Szansa czy zagrożenie?", który opublikowaliśmy 3 lipca 2016 roku, a więc w dzień wprowadzenia MAR-u. 

Adam Torchała, Bankier.pl: Od wprowadzenia MAR-u minęło już ponad pół roku. Czy przyniósł on widoczne zmiany polskiej giełdzie?

Grzegorz Surma, redaktor naczelny Wortalu Relacji Inwestorskich: Widać pewnego rodzaju zachowawczość u części emitentów. Niektórzy zaczęli się kilka razy zastanawiać, zanim opublikują raport. Szczególnie dotyczy to raportów publikowanych na podstawie art. 7 MAR-u, a więc informacji poufnych. Warto dodać, że obecnie trwamy w dualizmie prawnym. Emitenci z rynku głównego po nowemu raportują zdarzenia pochodzące ze wspomnianego artykułu, natomiast zdarzenia stricte „korporacyjne” nadal raportują według starego Rozporządzenia dotyczącego informacji bieżących i okresowych. Rozporządzenie to nadal bowiem obowiązuje. Stąd też obserwujemy właśnie pewną ostrożność, która mnie nie dziwi.

Sam KNF obecnie nie interweniuje w ramach MAR-u (nie ma tej możliwości, aż do wejścia w życie nowelizacji „Ustawy o ofercie” i „Ustawy o obrocie”, które do polskiego prawa wprowadzają sankcje z MAR), ale z pewnością obserwuje postępowanie emitentów. To dla spółek taka złudna pewność spokoju, która ulegnie zmianie w ciągu kilku kolejnych miesięcy.

Spółki w ten sposób nie nabiorą złych nawyków? MAR miał być rewolucją, a obowiązuje od pół roku i póki co nic z tego nie wynika. Gdy uregulowana zostanie sprawa dualizmu mogą posypać się kary…

To jest właśnie to złudne bezpieczeństwo. Póki co mamy spokój. Wielu przedstawicieli spółek może odnieść wrażenie, że MAR-em straszono, wszystko jest po staremu, KNF nic specjalnego nie robi, a informacja poufna jest jak była – czego się więc obawiać? Myślę jednak, że lepiej się później przyjemnie rozczarować, niż zaniechać przesadnej ostrożności.   

Spółki ten czas „ułomnego” obowiązywania MAR-u mogłyby np. wykorzystać na stworzenie indywidualnych standardów raportowania. To miała być przecież swego rodzaju podpórka dla podejmowania decyzji w środowisku MAR-owskim. Jednak nie widać wielkiego wysypu ISR-ów. Czy to dowód na to, że spółki żyją na zasadzie „jakoś to będzie”?

O rozmówcy

O rozmówcy

Grzegorz Surma – założyciel i redaktor naczelny Wortalu Relacji Inwestorskich relacjeinwestorskie.org.pl, compliance advisor, szkoleniowiec i prelegent konferencji branżowych. Autor polskiego branżowego komentarza do „Dobrych Praktyk spółek giełdowych 2016”.

Problem z ISR-ami polega na tym, iż część spółek, które chciały profesjonalnie podejść do swoich przygotowań związanych z nowymi regulacjami i zająć się aktualizacją bądź  stworzeniem na nowo swoich polityk informacyjnych, opublikowała oficjalnie swoje ISR-y w giełdowym systemie komunikatów (czyli ESPI). KNF zaprotestowała, iż nie powinno to być w ten sposób robione. Publikacja ISR zdaniem regulatora nie jest bowiem zdarzeniem, które można zaklasyfikować jako informację poufną, więc nie można posłużyć się systemem ESPI do jego zaraportowania.

W związku z powyższym część spółek (ciężko szacować dokładną ilość) wspominane polityki informacyjne zapewne ma, tylko po prostu ich nie opublikowała i posiada je jako dokument wewnętrzny. Ja jednak jako inwestor wolałbym się z taką polityką zapoznać. Wiedziałbym, jak w spółce definiowane są pewne wydarzenia, jakich raportów mogę się spodziewać. Powiem tak – emitenci, jeżeli zdecydujecie się na publikację ISR – publikujcie! Potężnie ułatwicie życie waszym inwestorom. Ale nie poprzez system ESPI, ale zamieszczenie dokumentu na łamach zakładki „relacje inwestorskie” na łamach Waszych serwisów internetowych.

Z drugiej strony KNF twierdzi „dobrze, że spółki mają polityki informacyjne, ISR-y, ale nadrzędny dla nich powinien być zawsze MAR”. Tego typu argumentacja ze strony nadzorcy może powodować, iż ustalenie sobie w ISR-ach jakiegoś sztywnego progu raportowania danego zdarzenia (np. na poziomie 10% kapitałów własnych) może być strzałem w stopę i niedopełnieniem obowiązków informacyjnych, poprzez quasi-powrót do dawnego sprawozdawczego katalogu.

Spójrzmy jednak na problem z praktycznej strony. Czy spółka może funkcjonować bez dokumentów wspierających wypełnianie bieżących obowiązków informacyjnych? Czy nad każdym zdarzeniem, które potencjalnie może być informacją poufną, za każdym razem ma pochylać się Zarząd? To raczej niemożliwe i jedynie co pokazuje, to oderwanie od praktyki i rzeczywistości raportowania spółki giełdowej.Takie dywagacje na IR-owskie tematy nie są bowiem podstawowym zadanie Zarządu, nieprawdaż?

Problemem dla spółek są nie tylko dualizm i kwestie interpretacji poufności, ale także transakcje osób powiązanych i listy insiderów. Od prezesa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych usłyszałem stwierdzenie, że w świetle nowych regulacji najlepiej, gdyby menadżer był sierotą pozbawioną rodzinnych i biznesowych powiązań.

W pełni podzielam stanowisko prezesa Kachniewskiego. Wszelkiego rodzaju powiązania rodzinne i biznesowe członków Zarządu, czy Rady Nadzorczej faktycznie mogą urosnąć do rangi problemu. Nie wypełniając bowiem podstawowego obowiązku informacyjnego, czyli nie powiadamiając osób powiązanych z tym menadżerem rodzinnie i biznesowo, możemy potężnie zaszkodzić zarówno im, jak i spółce. Sankcje w wariancie bardzo negatywnym mogą dotknąć menadżera, jego - przykładowo - żonę, która właściwie nie dopełniła obowiązków informacyjnych po transakcji, ale również i samą spółkę.

Czytaj dalej: Czy nowe regulacje dotkną także polityków?

Drążę temat ze strony spółkowej, ponieważ, bądź to przypadkiem, bądź nie, rok 2016 był dla giełdy bardzo słaby. Najwięcej wycofań i najmniej nowych spółek netto od 13 lat. Czy można tutaj doszukiwać się jakiegoś powiązania z MAR-em? Wielu przedstawicieli spółek zapowiadało, że nowe regulacje mogą doprowadzić właśnie do kryzysu debiutowego.

Ten kryzys właśnie obserwujemy. Delistingi zaczynają przeważać na debiutami. Niedawno mieliśmy nawet ciekawy przypadek deklaracji ucieczki z rynku regulowanego na NewConnect. Warto jednak pamiętać, że NewConnect również jest pod MAR-em, więc choć obowiązków informacyjnych w teorii jest tam mniej, to jednak wszelkie sankcje związane z informacjami poufnymi również i tam obowiązują.

Wracając jednak do samej korelacji, to rzeczywiście ją dostrzegam. Coraz większe dokręcanie śruby polskim emitentom przekłada się na mniejszą chęć spółek do debiutów. Wszyscy szacują ryzyko i opłacalność, a polska giełda obecnie nie jest na fali. Nowe regulacje dodatkowo powodują podniesienie kosztów funkcjonowania na rynku dla emitentów oraz zwiększenie ryzyka zarówno dla spółki, jak i osób decyzyjnych, a nawet – o czym wspominaliśmy chwilę wcześniej – dla ich rodzin. To nie są przesłanki ułatwiające podjęcie twierdzącej decyzji w sprawie debiutu, szczególnie w świetle atrakcyjności alternatywnych źródeł pozyskiwania kapitału.

Czy w związku z tym nie jest rozważane poluzowanie pewnych wymogów? Choćby dla tych mniejszych giełd, takich jak nasza GPW.

Nie sądzę, by było to możliwe. Regulacja MAR-owska po prostu - jako unijne rozporządzenie - nie daje zbyt wielkiej możliwości tworzenia wyjątków od ogólnie obowiązującego standardu. Pozostają jedynie kwestie interpretacyjne, a więc to, jak będzie się zachowywał giełdowy regulator. Piłeczka jest tutaj po stronie KNF-u, ponieważ to Komisja będzie organem nakładającym sankcje na emitentów. Może podejść do tematu bardzo restrykcyjnie, bądź nie. Póki co jednak - tak jak wspominałem - choć MAR obowiązuje od 3 lipca, karami MAR-owskimi KNF karać nie może, ponieważ polskie prawo nie zostało dostosowane do nowych regulacji. Pamiętajmy jednak, że nie będzie to trwało wiecznie.

Czy wiemy już mniej więcej, kiedy kwestia ta zostanie rozwiązana?

Dualizm prawny w pełni zniknie, gdy pojawi się znowelizowane rozporządzenie w sprawie informacji bieżących i okresowych. Kiedy to nastąpi, trudno powiedzieć. Na stronach KNF-u oraz Rządowego Centrum Legislacji tego projektu nadal nie ma. Wydaje mi się, że jego procedowanie rozpocznie się, gdy wejdzie w życie znowelizowana „Ustawa o ofercie (…) i „Ustawa obrocie (..). Więc jeżeli dualizm prawny skończy się do lipca 2017 roku, to będę potężnie zaskoczony. Niestety może to potrwać dłużej.

Póki co emitenci korzystają z tymczasowego stanowiska KNF z 28 czerwca 2016 roku, w którym Komisja wskazała emitentom, które zdarzenia trzeba raportować „po staremu”, a które stają się potencjalną informacją poufną i trzeba je raportować według MAR-u.

A gdy już MAR zacznie w pełni obowiązywać, to jak się zmieni sytuacja przedstawicieli rządu? Jednak Skarb Państwa to jest ważny gracz na polskiej giełdzie, a politycy – choć MAR się pojawił – wciąż potrafią wstrząsnąć notowaniami przy pomocy jednej wypowiedzi. Czy MAR zadziała także na tym polu?

Pytanie drażliwe, ale z pewnością ważne. Były już wcześniej takie sytuacje, że np. prezes Rady Ministrów podał stanowisko odwołanego członka Zarządu, tymczasem raport jednej z dużych spółek, których sprawa dotyczyła, pojawił się trochę później. KNF żadnych działań wówczas nie podjęła.

Patrząc na temat całkowicie bez emocji trzeba zauważyć, że część spółek podlega Skarbowi Państwa, ale i sama Komisja jest organem stricte podlegającym najważniejszym organom politycznym. Prezes KNF bezpośrednio odpowiada przed prezesem Rady Ministrów. Prawo powinno być równe dla wszystkich, ale w związku z powyższym nie sądzę, abyśmy mieli jakieś duże postępowania dotyczące spółek Skarbu Państwa. Historia po prostu nie skłania do tego, aby być optymistą w tym zakresie.

Podsumowując więc. Te pół roku z MAR-em oceniłby Pan bardziej jako okres pozytywny, czy negatywny.

Myślę, że to pół roku dobrze opisują słowa „ostrożne” i „zachowawcze”. Odpowiedzialni emitenci zdają sobie sprawę z czym ewentualnie może wiązać się MAR, jeżeli podejdzie się do niego po macoszemu. Mają świadomość tego, że MAR wymaga odpowiedniego przygotowania, wprawienia w ruch potężnej machiny biurokratycznej, zebrania list insiderów i osób blisko z nimi powiązanych, oraz przebudowania polityki informacyjnej. To jakiś pozytyw (przynajmniej w teorii) dla rynkowej transparentności. Wprawdzie skala zmian wiążących się z nowymi regulacjami wymaga sporych nakładów finansowych i organizacyjnych, jednak to był właśnie ten ruch w dobrą stronę, który pozwolił przebudować zasady wypełniania obowiązków informacyjnych.

Część emitentów z kolei korzysta z tego okresu przejściowego wyznając zasadę „jakoś to będzie”. Zdają sobie sprawę z tego, że KNF tylko przygląda się, a nie interweniuje. To może się jednak źle dla nich skończyć.

Natomiast nie oceniam pozytywnie samego wprowadzenia regulacji MAR-owskich. Nie jest to regulacja dostosowana do polskiego rynku kapitałowego i tak jak to mogliśmy już zaobserwować w 2016 roku, nie przyniosła ona zbyt wielu pozytywów polskiej giełdzie. Weźmy pod uwagę choćby wszelkiego rodzaju zapowiedzi delistingów, czy niechęć do nowych debiutów.

Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych na ostatnim Kongresie Zarządów przeprowadziło ankietę, w której zapytało spółki czy „uciekłyby z giełdy”, gdyby wyjście można było przeprowadzić w jeden dzień, bez większych kosztów. Spora część odpowiedziała „choćby jutro”. O czymś to świadczy i nie nastraja to pozytywnie do dalszego rozwoju naszego rynku,. Dlatego zachowawczość jest według mnie dobrym określeniem.

Rozmawiał Adam Torchała

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Advertisement

Komentarze (5)

dodaj komentarz
~ctd
Podpowiem wam tylko:
Interactive Brokers
Kto umie liczyć sprawdzi i się przekona.
~ctd
Ja na pewno dorobiłem lekcje: sprawdziłem inne rynki, koszty funkcjonowania na nich, rzetelność egzekucji transakcji, transparentność, głębokość rynku, obroty, wsparcie.
No i wyszło mi z tego, że już nie ma do czego wracać. Jesteśmy na GPW w ciemnym baraku za murzynami i jeszcze musimy za to płacić 3* tyle.
~ctd
GPW przespała moment, w którym dużo się działo. Rynki dojrzałe konsolidowały się i stawały jeszcze doskonalsze, bezpieczniejsze i doskonalsze. Nasza GPW udawała że jej to nie dotyczy. Nie odrobili zadania domowego, była szansa trzeba było dać się wchłonąć. Teraz grozi jej wymarcie.
~Kinga
Co tydzien inna gatka manipulantow. Raz super i inwestujcie ludzie nastepnym razem strasza. A idz Pan z ta zabawka garstki ludzi. Jak ktos ma ochote byc w..chanym to niech sobie tam bedzie i juz ale nie robcie reklammy tym zlodz...jom
~wry
Apel do KNF: nie zapominajcie o Elektrimie!!!

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki