Reaktywację w przyszłym roku Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi oraz utworzenie centrum medycyny wojskowej i katastrof w Lublinie zapowiedział wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Naszym priorytetem jest rozwój medycyny wojskowej – podkreślił.


Wiceszef MON uczestniczył w środę w otwarciu nowej siedziby Oddziału Neurochirurgii w Szpitalu Wojskowym w Lublinie. To koniec inwestycji dotyczącej nadbudowy szpitala, gdzie już od zeszłego roku mieści się także Oddział Kardiologii. Około 150 mln zł stanowiła dotacja z resortu obrony narodowej.
W opinii Tomczyka ten szpital jest ważny dla wschodniej flanki NATO.
– Jest przez nas też wykorzystywany do zabezpieczenia żołnierzy, do zabezpieczenia różnego rodzaju misji, które dzieją się na terenie naszego kraju i nie tylko – podkreślił wiceminister, dodając, że w ostatnich kilkunastu miesiącach do tej placówki trafiło dodatkowych 50 mln zł na wyposażenie.
MON: naszym priorytetem jest rozwój medycyny wojskowej
Wiceminister podkreślał, że „z naszej perspektywy rozwój medycyny wojskowej jest priorytetem”. Wśród przykładów działań MON wymienił m.in. utworzenie Wojsk Medycznych, Legionu Medycznego czy realizację projektu Szpitale Przyjazne Wojsku.
Zapowiedział też, że w przyszłym roku ponownie uruchomiona zostanie Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi. Jak przekazał, projekt w tej sprawie jest już gotowy i w najbliższych tygodniach powinien trafić na obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.
– Szkolenie podstawowe lekarzy już dzisiaj jest w Łodzi, tylko jest realizowane przy udziale Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Chcemy tę współpracę zachować, ale też budować zdolności dla wojska na przyszłość – dodał w rozmowie z mediami Cezary Tomczyk.
Wiceszef MON spodziewa się też, że w przyszłym roku w Lublinie powinno powstać centrum medycyny wojskowej i katastrof. Jego zdaniem taki ośrodek potrzebny jest we wschodniej Polsce, aby szkolić zarówno lekarzy wojskowych, jak i cywilnych.
Przeczytaj także
– Doświadczenia, które płyną z wojny rosyjsko-ukraińskiej, pokazują, że państwo musi być przygotowane na każdy możliwy scenariusz (…). Większość lekarzy, która pracuje w normalnych szpitalach, np. powiatowych, wojewódzkich, miejskich, przez większość swojego życia zawodowego nie miała nawet kontaktu z raną postrzałową. Kiedy mówimy o kryzysach, o stanie wojny – wszystko się zmienia: czas, możliwość reagowania, warunki. Chcemy zrobić wszystko, co możliwe, żeby pomóc lekarzom się do tego przygotować – wyjaśnił wiceszef MON.
Tomczyk pytany o ewentualną sieć szpitali podziemnych w Polsce odparł, że nie będzie mówić o „żadnych planach, które są niejawne”.
– Doświadczenie ukraińskie pokazuje, że wszystko, co jest budowane w dół, jest lepsze z punktu widzenia ewentualnego kryzysu niż to, co jest budowane nad ziemią – opisał.
Zapewnił, że rząd stara się przygotowywać państwo na każdy możliwy scenariusz.
– Po to zostały przekazane środki na ochronę ludności i obronę cywilną; w przyszłym roku będzie to kolejnych 5 mld zł, żeby właśnie szpitale w całej Polsce mogły budować np. miejsca schronienia, które na co dzień mogą być wykorzystywane jako sale operacyjne – opisał wiceszef MON.
W Szpitalu Wojskowym w Lublinie zakończyła się warta ok. 150 mln zł inwestycja. W nabudowanej części szpitala nad gmachem głównym zaczęła działać w ub. r. klinika kardiologii. Teraz oddano do użytku część dla oddziału neurochirurgii. Jego szef lek. Michał Brzozowski przypomniał, że oddział działa od października 2020 r. Przez pięć lat leczonych tu było ok. 3,8 tys. pacjentów.
– Liczba pacjentów z roku na rok stale rosła. Mam nadzieję, że w tym roku dojdziemy do 900 pacjentów – dodał.
Oddział zajmuje się leczeniem m.in. choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa, nowotworów, padaczki, wodogłowia, schorzeń nerwów obwodowych i bólu neuropatycznego.
Szpital Wojskowy w Lublinie dysponuje 300 łóżkami dla pacjentów na kilkunastu oddziałach, m.in. chirurgii, kardiologii, gastroenterologii, neurochirurgii, okulistyki i rehabilitacji. Placówka hospitalizuje rocznie około 13 tys. pacjentów i udziela 66 tys. porad ambulatoryjnych. Jest to placówka dostępna dla wszystkich mieszkańców Lubelszczyzny.
MZ: standardy kształcenia medyków mają uwzględnić medycynę pola walki
Standardy kształcenia medyków mają uwzględnić medycynę pola walki - w środę weszło w życie zarządzenie minister zdrowia powołujące zespół, który przygotuje propozycje zmian w tej sprawie.
Nowo powołany zespół ma czas do 31 maja 2026 r. na przedstawienie propozycji – wynika z zarządzenia ministra zdrowia w sprawie powołania Zespołu do spraw opracowania propozycji zmian w standardach kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu lekarza, lekarza dentysty, farmaceuty, pielęgniarki, położnej, diagnosty laboratoryjnego, fizjoterapeuty i ratownika medycznego w zakresie medycyny pola walki.
Jego pierwsze posiedzenie powinno zostać zwołane w ciągu trzech tygodni. Przewodniczącym został dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia Mariusz Klencki.
W skład zespołu weszli też m.in. inni przedstawiciele MZ oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego prof. Grzegorz Gierelak, prorektor ds. Wojskowej Służby Zdrowia na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi prof. Waldemar Machała, kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego na Wydziale Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Robert Gałązkowski.
Prof. Gielarak na grudniowym szczycie medycznym zorganizowanym przez resort zdrowia podkreślił, że w odpornym państwie zasoby cywilne i wojskowe ochrony zdrowia muszą zostać ze sobą połączone. Wśród kluczowych deficytów polskiego systemu ochrony zdrowia w kontekście bezpieczeństwa państwa generał wymienił m.in. brak specjalistycznych szkoleń, niedostateczne wyposażenie w sprzęt i materiały medyczne. Zwrócił też uwagę na brak skutecznych procedur współdziałania między cywilną a wojskową ochroną zdrowia. (PAP)
kno/ akar/
gab/ joz/






















































