Medycyna powinna uwzględniać to, że każda z płci może inaczej reagować na choroby i leki; ale przez dekady ignorowała kobiety – powiedziała PAP dr Kinga Szydłowska z Instytutu Nenckiego PAN. Dodała, że różnice między mężczyznami i kobietami widać już na poziomie komórkowym.


Dr Kinga Szydłowska z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk specjalizuje się w neurobiologii molekularnej. Przez lata badała udary mózgu, padaczkę i prowadziła badania przedkliniczne w Toronto Western Hospital. Obecnie w Instytucie Nenckiego PAN bada wpływ wzbogacenia środowiska (bodźców kognitywnych, ruchowych i społecznych) na mózg zwierząt.
Mężczyzna przez lata był wzorcem pacjenta
Jak opowiadała w rozmowie z PAP, dopiero w latach 90. XX w. amerykańskie agencje ds. badań nad lekami wydały pierwsze zalecenia, aby badania nowych leków obejmowały obie płcie.
– Wcześniej przez dziesięciolecia traktowano organizm mężczyzny jako domyślny standard, zgodnie z którym opracowuje się terapie, a kobiety uważano za jego mniejszą wersję. Tymczasem wiele chorób przebiega u kobiet inaczej, także powszechnie stosowane leki w takiej samej dawce mogą różnie działać u kobiet i mężczyzn – zwróciła uwagę naukowczyni.
Tragedia talidomidu zmieniła podejście do badań
Zdaniem dr Szydłowskiej lekceważenie kobiet przez medycynę to pokłosie tragicznych wydarzeń wywołanych stosowaniem leku talidomid. – W latach 50. XX w. zapisywano go m.in. kobietom w ciąży na nudności. Jednak po kilku latach okazało się, że wywoływał on bardzo silne zaburzenia rozwojowe i doprowadził do ok. 90 tys. poronień, a ponad 15 tys. dzieci urodziło się z poważnymi wadami wrodzonymi – przypomniała badaczka.
Dodała, że w środowisku medycznym przypadek tego farmaceutyku wywołał przerażenie. – Doprowadziło to do zaprzestania badania jakichkolwiek leków na kobietach, a zwłaszcza na kobietach w ciąży i karmiących, by uniknąć ryzyka wystąpienia powikłań w rozwoju dziecka – powiedziała dr Szydłowska.

Ta sama dawka, ale inne działanie leku
Jednak, jak zaznaczyła, nawet po rozpoczęciu badań na kobietach, dane kobiet i mężczyzn analizowano zbiorczo – w ponad 80 proc. badań podawano je bez rozróżnienia na płeć. – Kiedy po jakimś czasie przeanalizowano te wyniki w podziale na grupy kobiet i mężczyzn, okazało się, że u kobiet w porównaniu z mężczyznami występują duże różnice w parametrach farmakokinetyki leków – czyli jak szybko i jakie stężenie lek osiąga w organizmie, w jakich tkankach jest obecny i jak szybko jest usuwany. W efekcie dla wielu leków dawki ustalone dla kobiet były zbyt wysokie – powiedziała dr Szydłowska.
Jak podkreśliła, kobiety i mężczyźni różnią się nie tylko hormonami albo narządami płciowymi, różnice występują także na poziomie fizjologicznym. – U kobiet inaczej może przebiegać oczyszczanie organizmu z pewnych substancji przez nerki lub wątrobę. Żołądek kobiet wolniej opróżnia się z treści pokarmowej, różnice pojawiają się również w zawartości wody i tkanki mięśniowej w organizmie. A to wpływa na czas utrzymywania się w ciele leku oraz jego metabolizm – powiedziała.
W skrajnych przypadkach lek był usuwany z organizmu mężczyzn po dwóch godzinach, a u kobiet znajdował się 48 godzin. – Pod koniec lat 90. i na początku lat 2000 dziesięć leków stosowanych w leczeniu różnych chorób zostało czasowo wycofanych z rynku z powodu poważnych efektów ubocznych u kobiet.
Lek nasenny pokazał, jak groźne mogą być różnice
To na przykład zolpiden – lek stosowany w psychiatrii, nasenny i uspokajający. Kobiety przyjmujące takie same dawki jak mężczyźni wolniej metabolizowały i wydalały lek nasenny, przez co rano miały trudności z wybudzaniem, a ich funkcje poznawcze i sprawność psychoruchowa były upośledzone. To z kolei utrudniało codzienne funkcjonowanie i prowadziło na przykład do wypadków samochodowych. Dopiero po latach Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (ang. Food and Drug Administration, FDA) wydała zalecenie zmniejszenia jego dawki dla kobiet o połowę – opisywała dr Szydłowska.
Kolejnym takim przykładem może być digoksyna, lek nasercowy stosowany u osób z przewlekłą niewydolnością serca lub migotaniem przedsionków. Ten medykament bardzo skutecznie pomaga mężczyznom, znacząco zmniejsza u nich ryzyko długiej hospitalizacji. Jednak okazało się, że u kobiet wręcz zwiększa ryzyko śmierci. – Na szczęście ponowne badanie sprawiło, że po redukcji dawki ten lek u kobiet może być z powodzeniem stosowany – zaznaczyła ekspertka.
Kobiety i mężczyźni różnią się już na poziomie komórek
Jej zdaniem w badaniach klinicznych coraz częściej są uwzględniane kobiety. Najnowsze dyrektywy Unii Europejskiej (UE) z lat 2021 i 2022 zalecają testowanie leków na obu płciach i dopuszczają w określonych sytuacjach badania z udziałem kobiet w ciąży lub karmiących piersią.
– Rekrutacja uczestniczek bywa jednak wyzwaniem dla firm farmaceutycznych. Standardowo lek bada się najpierw ogólnie na kobietach, a przy uzasadnionej potrzebie wprowadza się dodatkowe badania. Wymagane jest stosowanie antykoncepcji lub rekrutowanie kobiet po okresie rozrodczym. Jednak proces badania nowego leku trwa od 10 do 30 lat, w związku z czym wiele farmaceutyków dostępnych na rynku przebadano dawno temu według starych zasad – podkreśliła dr Szydłowska.
Poważniejszym problemem pozostają badania podstawowe, z których wywodzą się nowe leki. Większość z nich wciąż wykonuje się głównie na samcach zwierząt lub komórkach pochodzenia męskiego, aby uniknąć zmienności wyników. Grozi to pominięciem substancji, które mogłyby skuteczniej działać u samic, a w wyniku tego u kobiet.
Jak wyjaśniła dr Kinga Szydłowska, leki działają inaczej u każdej z płci, bo różnice między kobietami i mężczyznami widać również na poziomie komórkowym. Komórki męskie i żeńskie różnią się m.in. się długością telomerów – struktur na końcach chromosomów, nadzorujących podziały komórkowe. – U mężczyzn telomery są krótsze niż u kobiet w tym samym wieku, co oznacza, że biologicznie mężczyźni są minimalnie starsi. Różnice występują także w funkcjonowaniu mitochondriów w produkcji energii i odporności na wolne rodniki tlenowe – tłumaczyła naukowczyni.
Dlaczego kobiety częściej chorują na Alzheimera?
Kolejną różnicą jest poziom autofagii, czyli naturalnego procesu samooczyszczania komórek z toksycznych białek i uszkodzonych struktur. – W niektórych typach komórek kobiety mają niższy poziom autofagii, a na przykład w mózgu autofagia usuwa szkodliwe białka, takie jak beta-amyloid czy białko tau, powiązane z chorobą Alzheimera. Niższy poziom autofagii oraz wcześniejsze odkładanie się białka tau u kobiet mogą tłumaczyć, dlaczego stanowią one 2/3 chorych na Alzheimera w USA i ogólnie częściej zapadają na to schorzenie – opowiadała ekspertka z Instytutu Nenckiego PAN.
Z kolei, jak dodała, w przypadku stwardnienia rozsianego kobiety chorują częściej z powodu bardziej intensywnie działającego układu odpornościowego, co zwiększa też podatność na inne choroby autoimmunologiczne. – U mężczyzn stwardnienie rozsiane występuje rzadziej, ale choroba postępuje szybciej i ma ostrzejszą postać, ponieważ ich komórki nerwowe są bardziej podatne na stres oksydacyjny, stany zapalne trwają dłużej, a na skrajach uszkodzeń szybciej gromadzi się żelazo – opisała.
Podkreśliła, że współczesna medycyna odchodzi od jednego wzorca pacjenta. – Przyszłością jest medycyna spersonalizowana. Wkrótce będziemy mogli zaprojektować terapię indywidualnie dla każdej osoby – podsumowała dr Kinga Szydłowska.
Testy zderzeniowe nie brały pod uwagę kobiet. Teraz ma się to zmienić
Producenci aut przy projektowaniu zabezpieczeń przez lata brali za wzór do badań męską postać. Naukowcy udowadniają jednak, że aby skuteczniej chronić kobiety za kierownicą, trzeba tę zasadę zmodyfikować.
Anna Bugajska (PAP)
abu/ bar/



























































