REKLAMA

Koniec „ery obfitości” staje się faktem? Niektórzy widzą w tym szansę

Michał Litorowicz2022-09-04 18:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2022-09-04 18:00

Macron, wbrew wszelkim prawidłom politycznego PR-u, ogłosił, że Francja będzie musiała konsumować mniej, a pojęcie „nadmiaru” powoli odchodzi do lamusa. Choć większość uzna zapewne, że to wizja z gruntu pesymistyczna, niektórzy dostrzegają w takim scenariuszu szansę na bardziej zrównoważony i przyjazny planecie rozwój. 

Koniec „ery obfitości” staje się faktem? Niektórzy widzą w tym szansę
Koniec „ery obfitości” staje się faktem? Niektórzy widzą w tym szansę
fot. Mikhail Metzel / / TASS

„Zasadniczo żyjemy pod koniec ery obfitości, będziemy musieli wyciągnąć konsekwencje ekonomiczne. To koniec produktów i technologii, które wydawały się nam wiecznie dostępne; dojdzie do przerwania łańcuchów dóbr. Będziemy musieli poczynić przygotowania”. To nie stenogram ze spotkania aktywistów klimatycznych, tylko słowa, które do swoich ministrów skierował prezydent Francji Emmanuel Macron.

Jak relacjonuje „The Guardian”, w trakcie ubiegłotygodniowych obrad rządu, pierwszych po wakacyjnej przerwie, francuski przywódca stwierdził też, że jego kraj znalazł się „w punkcie krytycznym i stoi w obliczu trudnej zimy”. Doprowadziła do tego seria kolejnych kryzysów – Macron wymienił tu nawiedzające Francję susze i pożary, a także wywołane pandemią zakłócenia w handlu oraz rosyjską inwazję na Ukrainę, która doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen surowców. 

"W obliczu takich obaw i takich wyzwań czasami łatwo jest obiecać i powiedzieć wszystko. Nie poddawajmy się tym pokusom, pokusom demagogii" – zaapelował prezydent, dodając, że „wolność wymaga poświęceń”. Wypowiedź Macrona, którą część komentatorów przyrównała do mowy pogrzebowej, wywołała niemałe poruszenie i była szczegółowo analizowana nie tylko przez francuskie media. Niektórzy doszukują się w niej także odzwierciedlenia coraz głośniejszych trendów dotyczących przyszłości – czy nawet zmierzchu – globalizacji. 

Gdy nadchodzący kryzys wieszczy opozycja, nie jesteśmy zanadto zdziwieni. Gdy robi to jednak przedstawiciel władzy, wzywając ponadto społeczeństwo do poświęceń, coś musi być na rzeczy. Zwłaszcza jeśli ma on za sobą dopiero co wygrane wybory prezydenckie, a poziom inflacji w kraju jest relatywnie niski, przynajmniej na tle strefy euro. A może właśnie dlatego Macron mógł pozwolić sobie na stawianie takich mało populistycznych diagnoz. Pytanie tylko, kto był prawdziwym adresatem prezydenckiej przemowy. 

Choć Macron nie musi prowadzić już kampanii, problemów na własnym politycznym podwórku ma oczywiście pod dostatkiem. Po tym, jak jego partia straciła większość w parlamencie, głosowanie nad przyszłorocznym budżetem, a także przeforsowanie reformy emerytalnej mogą okazać się sporym wyzwaniem. Co więcej, rzecznik francuskiego rządu przyznał wprost, że limity cenowe na energię nie będą obowiązywać w nieskończoność. 

Przemówienie prezydenta można więc potraktować jako łagodzenie przyszłego niezadowolenia społecznego i ewentualnych protestów. Nie zmienia to jednak faktu, że dotychczas bardzo rzadko zdarzało się, by rządzący, zamiast roztaczać wizje przyszłych sukcesów, bez ogródek wykładali na stół alarmistyczne scenariusze. Wraz z coraz większymi zawirowaniami na światowych rynkach ten stan ulega jednak zmianie, o czym świadczą niedawne wypowiedzi kilku innych europejskich przywódców. 

O zbliżającej się „ciężkiej zimie” (lub nawet zimach) mówili choćby kanclerz Niemiec, a także premierzy Belgii i Wielkiej Brytanii. „Nadchodzące miesiące będą trudne, być może bardzo trudne. Nasze rachunki za energię będą zawrotne. Dla wielu z nas koszt ogrzewania domu już jest przerażający” – oznajmił niedawno Boris Johnson. W związku z kryzysem energetycznym Unia Europejska, a także poszczególne państwa członkowskie instruują obywateli, jak oszczędzać energię i wprowadzają odpowiednie regulacje. Widać tu więc pewien „pesymistyczny” zwrot. 

Koniec ery obfitości? "Niektórzy już zdążyli poczynić wyrzeczenia" 

Na przywołaną przez Macrona „erę obfitości” można też spojrzeć pod nieco innym kątem. Niemal od razu przeciwnicy prezydenta zwrócili uwagę na fakt, że owoce płynące z gospodarki nadmiaru przypadały w udziale tylko ściśle określonym grupom. 

„Gdy pada hasło »koniec obfitości«, moje myśli kierują się w stronę milionów bezrobotnych i prekariuszy. Dla wielu francuskich obywateli sytuacja jest trudna tu i teraz. Oni zdążyli już poczynić wyrzeczenia” – tak słowa Macrona skomentował Philippe Martinez, sekretarz generalny wpływowego związku zawodowego CGT. 

Być może bardziej adekwatnym adresatem wizji „końca nadmiaru” jest względnie zamożna część Francuzów (czy szerzej – całego Zachodu), dla której półki zapełnione towarami z całego świata były czymś zupełnie oczywistym. W wyniku pandemii i lockdownów zglobalizowany rynek dóbr złapał jednak poważną zadyszkę. Przerwy w produkcji mikroprocesorów sprawiły, że nowego samochodu czy elektroniki nie można było już kupić "od ręki". Swoją cegiełkę dołożyły do tego skutki zmian klimatu – dość powiedzieć, że w wyniku suszy i niskich zbiorów gorczycy we Francji zaczęło brakować narodowego dobra – musztardy. 

"Mniej" nie zawsze musi oznaczać straty

Czy pozostaje nam tylko załamać ręce i liczyć, że kryzysy – teraz także ten energetyczny – potrwają krócej niż dłużej? Niekoniecznie. Kilka interesujących recept podsuwa raport firmy doradczej Accenture „Fjord Trends 2022”. Ich wdrożenie, jak przekonują autorzy analizy, nie tylko pomogłoby uodpornić firmy na przyszłe globalne zawirowania, ale przełożyłoby się również na uczynienie przyzwyczajeń konsumenckich bardziej zrównoważonymi. 

Wśród proponowanych przez Accenture rozwiązań jest m.in. oddzielenie pojęcia innowacji od wprowadzania na rynek coraz większej liczby produktów. W trosce o planetę i zrównoważony rozwój należy raczej proponować dobra, które nie będą wymagały wymiany na nowe już po dwóch czy trzech latach. Co więcej, producenci powinni robić wszystko, by umożliwić konsumentom samodzielną naprawę urządzeń. 

„Gdy łańcuchy dostaw kruche, firmy mogą analizować ten stan pod kątem obiegu zamkniętego i »biznesu regeneracyjnego«, który zastępuje tradycyjny model »kup, wykorzystaj, wyrzuć« bardziej cyrkularnym podejściem. Oznacza to badanie nowych praktyk, takich jak dynamiczne ustalanie cen, mikrofabryki czy hiperlokalizacja produkcji” – czytamy w raporcie. 

Accenture powołuje się na dane organizacji Future of Nature and Business, według których przekształcenie trzech obszarów odpowiedzialnych za 80 proc. szkód wyrządzanych środowisku naturalnemu może otworzyć możliwości biznesowe o wartości 10 bilionów dolarów. Mowa tu: produkcji żywności, sektorze infrastruktury oraz branży energetycznej. 

„Aby wykorzystać te możliwości, firmy musiałyby zrobić coś więcej niż tylko łagodzić negatywne skutki. Oczekuje się, że będą działać w sposób, który wspiera zdolność naszego naturalnego świata do uzupełniania się, o strukturalną przebudowę systemów, od których ludzie są zależni. Odchodząc od myślenia opartego na poczuciu dostatku, »mniej« wcale nie musi oznaczać straty” – podkreślają analitycy Accenture.

Macron, wbrew wszelkim prawidłom politycznego PR-u, ogłosił, że Francja (a w domyśle cały syty Zachód) będzie musiała konsumować mniej, a pojęcie „nadmiaru” powoli odchodzić do lamusa. Choć większość uzna zapewne, że to wizja z gruntu pesymistyczna, niektórzy dostrzegają w takim scenariuszu szansę na bardziej zrównoważony i przyjazny planecie rozwój.

„Zasadniczo żyjemy pod koniec ery obfitości, będziemy musieli wyciągnąć konsekwencje ekonomiczne. To koniec produktów i technologii, które wydawały się nam wiecznie dostępne; dojdzie do przerwania łańcuchów dóbr. Będziemy musieli poczynić przygotowania”. To nie stenogram ze spotkania aktywistów klimatycznych, tylko słowa które do swoich ministrów skierował prezydent Francji Emmanuel Macron.

Jak relacjonuje „Guardian”, w trakcie ubiegłotygodniowych obrad rządu, pierwszych po wakacyjnej przerwie, francuski przywódca stwierdził też, że jego kraj znalazł się „w punkcie krytycznym i stoi w obliczu trudnej zimy”. Doprowadziła do tego seria kolejnych kryzysów, wśród których Macron wymienił nawiedzające Francję susze i pożary, a także wywołane pandemią zakłócenia w handlu oraz rosyjską inwazja na Ukrainę, która doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen surowców.

"W obliczu takich obaw i takich wyzwań czasami łatwo jest obiecać i powiedzieć wszystko. Nie poddawajmy się tym pokusom, pokusom demagogii" – zaapelował prezydent, dodając, że „wolność wymaga poświęceń” – dodał.

Gdy nadchodzący kryzys wieszczy opozycja, nie jesteśmy zanadto zdziwieni. Gdy robi to jednak przedstawiciel władzy, wzywając ponadto społeczeństwo do poświęceń, coś musi być na rzeczy. Zwłaszcza jeśli ma on za sobą dopiero co wygrane wybory prezydenckie, a poziom inflacji w kraju jest relatywnie niski, przynajmniej na tle strefy euro. A może właśnie dlatego Macron mógł pozwolić sobie na stawianie takich mało populistycznych diagnoz. Pytanie tylko, kto był prawdziwym adresatem prezydenckiej przemowy.

Choć Macron nie musi prowadzić już kampanii, problemów na własnym politycznym podwórku ma oczywiście pod dostatkiem. Po tym, jak jego partia straciła większość w parlamencie, głosowanie nad przyszłorocznym budżetem, a także przeforsowanie reformy emerytalnej mogą okazać się sporym wyzwaniem. Co więcej, rzecznik francuskiego rządu przyznał wprost, że limity cenowe na energię nie będą obowiązywać w nieskończoność.

Przemówienie prezydenta można więc potraktować jako łagodzenie przyszłego niezadowolenia społecznego i ewentualnych protestów. Nie zmienia to jednak faktu, że dotychczas bardzo rzadko zdarzało się, by rządzący, zamiast roztaczać wizje przyszłych sukcesów, bez ogródek wykładali na stół alarmistyczne scenariusze. Wraz coraz większymi zawirowaniami na światowych rynkach ten stan ulega jednak zmianie, o czym świadczą niedawne wypowiedzi kilku innych europejskich przywódców.

O zbliżającej się „ciężkiej zimie” (lub nawet zimach) mówili choćby kanclerz Niemiec, a także premierzy Belgii i Wielkiej Brytanii. „Nadchodzące miesiące będą trudne, być może bardzo trudne. Nasze rachunki za energię będą zawrotne. Dla wielu z nas koszt ogrzewania domu już jest przerażający” – powiedział niedawno Boris Johnson. W związku z kryzysem energetycznym UE, a także poszczególne państwa instruują obywateli, jak oszczędzać energię i wprowadzają odpowiednie regulacje. Widać tu więc pewien „pesymistyczny” trend.

Na przywołaną przez Macrona „erę obfitości” można też spojrzeć pod nieco innym kątem. Niemal od razu przeciwnicy prezydenta zwrócili uwagę na fakt, że z owoce gospodarki nadmiaru przypadały w udziale ściśle określonym grupom.

„Gdy pada hasło >koniec obfitości<, moje myśli kierują się w stronę milionów bezrobotnych i prekariuszy. Dla wielu francuskich obywateli sytuacja jest trudna tu i teraz. Oni zdążyli już poczynić wyrzeczenia” – tak słowa Macrona skomentował Philippe Martinez, sekretarz generalny wpływowego związku zawodowego CGT.

Być może bardziej adekwatnym adresatem wizji „końca nadmiaru” jest względnie zamożna część Francuzów (czy szerzej – całego Zachodu), dla której półki zapełnione towarami z całego świata były czymś zupełnie oczywistym. W wyniku pandemii i lockdownów zglobalizowany rynek dóbr złapał jednak poważną zadyszkę. Przerwy w produkcji mikroprocesorów sprawiły, że nowego samochodu czy elektroniki nie można było już kupić "od ręki". Swoją cegiełkę dołożyły do tego skutki zmian klimatu – dość powiedzieć, że w wyniku suszy i niskich zbiorów gorczycy we Francji zaczęło brakować narodowego dobra – musztardy.

Czy pozostaje nam tylko załamać ręce i liczyć, że kryzysy – teraz także ten energetyczny – potrwają krócej niż dłużej? Niekoniecznie. Kilka interesujących recept podsuwa raport firmy doradczej Accenture „Fjord Trends 2022”. Ich wdrożenie, jak przekonują autorzy analizy, nie tylko pomogłoby uodpornić firmy na przyszłe globalne zawirowania, ale przełożyłoby się również na uczynienie przyzwyczajeń konsumenckich bardziej zrównoważonymi.

Wśród proponowanych przez Accenture rozwiązań jest oddzielenie pojęcia innowacji od wprowadzania na rynek coraz większej liczby produktów. W trosce o planetę i zrównoważony rozwój należy raczej proponować dobra, których nie będą wymagały wymiany na nowe już po dwóch czy trzech latach. Co więcej, producenci powinni ułatwiać samodzielną naprawę urządzeń.

Gdy łańcuchy dostaw kruche, firmy mogą analizować ten stan pod kątem obiegu zamkniętego i >biznesu regeneracyjnego<, który zastępuje tradycyjny model „kup, wykorzystaj, wyrzuć” bardziej cyrkularnym podejściem. Oznacza to badanie nowych praktyk, takich jak dynamiczne ustalanie cen, mikrofabryki czy hiperlokalizacja produkcji” – czytamy w raporcie.

Accenture powołuje się na dane organizacji Future of Nature and Business, według których przekształcenie trzech obszarów odpowiedzialnych za 80 proc. szkód wyrządzanych środowisku naturalnemu może otworzyć możliwości biznesowe o wartości 10 bilionów dolarów. Mowa tu: produkcji żywności, sektorze infrastruktury oraz branży energetycznej.

„Aby wykorzystać te możliwości, firmy musiałyby zrobić coś więcej niż tylko łagodzić negatywne skutki. Oczekuje się, że będą działać w sposób, który wspiera zdolność naszego naturalnego świata do uzupełniania się, o strukturalną przebudowę systemów, od których ludzie są zależni. Odchodząc od myślenia opartego na poczuciu dostatku, >mniej< wcale nie musi oznaczać straty” – podkreślają analitycy Accenture.

Źródło:
Michał Litorowicz
Michał Litorowicz
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu newsroom, absolwent politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej związany z portalami Gazeta.pl i Warszawa.naszemiasto.pl. Telefon: 71 748 95 08

Tematy
Konto firmowe z premią do 2000 zł od Banku Millennium + 400 zł od Bankier.pl

Konto firmowe z premią do 2000 zł od Banku Millennium + 400 zł od Bankier.pl

Komentarze (42)

dodaj komentarz
darszi
Ten artykul to niezly dowcip. Najlepsza jest czesc o analizie accenture. Ciekawe ile za to wzieli? Jeszcze wymysla kolo na nowo :))
Przeciec to wszystko juz bylo i zostalo zniszczone (socjalizm byl fuj :)) w imie bogacenia sie bogatych - inaczej kapitalizm rabunkowy. Zwrot i prawdziwa zmiana jest nie realna. Bo to bogaci glownie
Ten artykul to niezly dowcip. Najlepsza jest czesc o analizie accenture. Ciekawe ile za to wzieli? Jeszcze wymysla kolo na nowo :))
Przeciec to wszystko juz bylo i zostalo zniszczone (socjalizm byl fuj :)) w imie bogacenia sie bogatych - inaczej kapitalizm rabunkowy. Zwrot i prawdziwa zmiana jest nie realna. Bo to bogaci glownie sie bogcili, wiec nie oddadza tego co zarobili i czest podatkow unikajac. I jak zwykle najlepsza czesc to przecietny obywatel ktory na to wszystko robi, bedzie znowu musial robic wyrzeczenia. :):)
Wypisz wymaluj historia swiata... zadne tam odkrycie
btb2
Mam inną teorię na ten temat, kryzys wisiał w powietrzu od kilku lat. Nie mogła sprzedaż/produkcja rosnąć w nieskończoność a tego oczekiwali księgowi. Przyszedł długo oczekiwany moment przesilenia, wraz z nim próba kontrolowanej zmiany rzeczywistości w której to pod płaszczykiem ekologi kapitalizm będzie polegał na wysłaniu tłumów Mam inną teorię na ten temat, kryzys wisiał w powietrzu od kilku lat. Nie mogła sprzedaż/produkcja rosnąć w nieskończoność a tego oczekiwali księgowi. Przyszedł długo oczekiwany moment przesilenia, wraz z nim próba kontrolowanej zmiany rzeczywistości w której to pod płaszczykiem ekologi kapitalizm będzie polegał na wysłaniu tłumów i mniej na większej marży w efekcie kapitaliści będą dalej zarabiali tyle co wcześniej a nawet więcej mając znacznie mniej pracy.
jaszczura
etatowo biadolisz na tym forum?
arekmocarek
1. Czy łańcuchy dostaw nie były spowodowane decyzjami dot. Covid?
2. Czy inflacja nie była wywołana dodrukiem pieniądza?
3. Czy cena energii nie jest uzależniona od cen giełdowych CO2?
iwonka50
Wszystko zostało sprokurowane na potrzeby akcji "pandemia". Nie ma przypadków w takich tematach.
jaszczura odpowiada iwonka50
nowy nick od Prigożina, no proszę
pozhoga
,,W trosce o planetę i zrównoważony rozwój należy raczej proponować dobra, które nie będą wymagały wymiany na nowe już po dwóch czy trzech latach. Co więcej, producenci powinni robić wszystko, by umożliwić konsumentom samodzielną naprawę urządzeń."

Towarzyszu Prezydencie - ale takie dobra już były: zanim wasza lewacka
,,W trosce o planetę i zrównoważony rozwój należy raczej proponować dobra, które nie będą wymagały wymiany na nowe już po dwóch czy trzech latach. Co więcej, producenci powinni robić wszystko, by umożliwić konsumentom samodzielną naprawę urządzeń."

Towarzyszu Prezydencie - ale takie dobra już były: zanim wasza lewacka ideologia rozp....liła społeczeństwa zachodnie. Jak ma sobie cokolwiek naprawić GWniarzeria, która marnuje czas na tiktoku i lekcjach o tym, ileż to płci jest u homo sapiens!?
lebero654
Zacznijmy od liczb 1960 r. na świecie żyło 3,5 mld. ludzi. Dziś 7 - 8 mld. i do końca nikt dokładnie nie wie ile. Ci ludzie muszą gdzieś mieszkać, coś jeść, pić, sikać, defekować, leczyć się itp. Z tej liczby 1,5 mld. ludzi głoduje bądź nie dojada. Z drugiej strony Musk chce lecieć na Marsa a sektor militarny pochłania biliony USD Zacznijmy od liczb 1960 r. na świecie żyło 3,5 mld. ludzi. Dziś 7 - 8 mld. i do końca nikt dokładnie nie wie ile. Ci ludzie muszą gdzieś mieszkać, coś jeść, pić, sikać, defekować, leczyć się itp. Z tej liczby 1,5 mld. ludzi głoduje bądź nie dojada. Z drugiej strony Musk chce lecieć na Marsa a sektor militarny pochłania biliony USD na kosztowne zabawki i marnuje się zasoby zamiast przeznaczyć je na wspomożenie tych biednych. Termin "demokracja" jest przykrywką dla rządzenia przez wąskie elity władzy, które opowiadają bajeczki o woli ludu, jednocześnie finansując służby kontroli obywateli ( w USA 17 urzędów kosztuje podatników 80 mld. USD). Konstatacja Francuza jest zatem zasadna. Ery obfitości nie będzie i nie ma szans, ażeby była. Nawet w najbogatszych społeczeństwach dziś ludzie koczują i żyją na ulicy w warunkach bezdomności. Jednocześnie nababowie żrą "ośmiorniczki" i zajmują się ponadprzeciętną konsumpcją, co widzimy po zajętym mieniu rosyjskich miliarderów. Na marginesie we Francji jest gorzej niż w Polsce za komuny, gdzie ocet i musztarda były w sklepach zawsze, a dziś we Francji brakuje musztardy? Zgroza.

Powiązane: Francja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki