Komisarz Janusz Lewandowski uważa, że jedynie regulacje zabezpieczą Unie Europejską przed kryzysem. Jednak czy system finansowy potrzebuje więcej regulacji?
VI Ogólnokrajowe Forum Zarządów Spółek Giełdowych obfitowało w wiele ciekawych dyskusji. Jedna z najbardziej interesujących dotyczyła wpływu Unii Europejskiej na polski rynek kapitałowy. Podczas rozmowy największą uwagę przykuła opinia komisarza Janusza Lewandowskiego, który uważa, że jedynie regulacje stanowią skuteczną odpowiedź na kryzys systemu finansowego.
Stanowisko polskiego komisarza sugeruje, że europejskie instytucje szykują porcję nowych przepisów, które mają ujarzmić nieprzewidywalne giełdy i nieokrzesanych inwestorów. Jak zwykle propozycje nowych przepisów budzą wiele kontrowersji. Jednak czy system finansowy rzeczywiście potrzebuje więcej prawa, skoro już dzisiaj jest ściśle nadzorowany?
Setki stron, których nikt nie czyta
Janusz Lewandowski określił obecne trudności Unii Europejskiej mianem „kryzysu regulacji”. Jednak refleksją płynącą z tej obserwacji nie była propozycja rezygnacji z niektórych przepisów, lecz pomysł zaostrzenia obecnie obowiązującego prawa.
Rzut oka na przepisy dotyczące zaledwie polskiej giełdy pokazuje, jak ściśle ten obszar jest regulowany. Ustawa o obrocie instrumentami finansowymi liczy sobie 175 stron. Ustawa o ofercie publicznej ma 77 stron a ustawa o funduszach inwestycyjnych 162 strony. Ustawy o nadzorze nad rynkiem kapitałowym i finansowym mają w sumie 73 strony. Daje to prawie pół tysiąca stron, a do tego dochodzą regulamin giełdy i zasady obrotu, które liczą prawie 200 stron.
Ponadto funkcjonowanie rynku finansowego regulują liczne rozporządzenia ministra finansów, a także ustawy niedotyczące ściśle rynku finansowego. Widać zatem, że przepisy ustalające funkcjonowanie giełdy, domów maklerskich i obrót instrumentami finansowymi są bardzo obszerne. Ponadto nie można zapominać o prawie regulującym funkcjonowanie banków oraz zakładów ubezpieczeń.
Polskie prawo musi być zgodne z unijnym, dlatego zmiana regulacji przez instytucje unijne będzie pociągała za sobą konieczność modyfikacji krajowego prawa. Więcej europejskiego prawa oznacza więcej prawa w Polsce.
Źródła kłopotów leżą gdzie indziej
Kryzys ostatnich lat wywołał największe zmiany w regulacjach zarządzania ryzykiem w systemie bankowym. Trzecia odsłona reguł bazylejskich zgodnie z pobożnymi życzeniami polityków będzie wreszcie zabezpieczać kredytodawców przed wstrząsami. Jednak historia norm bazylejskich sugeruje coś całkiem innego.
Początki przepisów, które obecnie przybrały formę Basel III, datuje się na lata siedemdziesiąte minionego wieku. Wtedy powstał Konkordat Bazylejski, który ewoluował w Basel I, Basel II a teraz przyjmie postać Basel III. Przez blisko czterdzieści lat historii tego prawa kryzysy bankowe wciąż powracały i nic nie wskazuje na to, że ulegnie to zmianie. Podobnie nieskutecznie funkcjonują pozostałe regulacje, jak chociażby walka z krótką sprzedażą, mająca podtrzymywać wysokie ceny aktywów. Przekonujemy się o tym zawsze, kiedy kończy się sztucznym boom gospodarczy wywołany przez nadmierną akcję kredytową.
Potrzeba więcej rynku?
Naturalną receptą na nadmiar regulacji jest zwrot w kierunku wolnego rynku. Jednak problem polega na tym, że przy dzisiejszej konstrukcji systemu finansowego rezygnacja z przepisów jest nie do przyjęcia. Chociażby likwidacja prawa regulującego zarządzanie ryzykiem przy obecnej konstrukcji systemu bankowego doprowadziłaby do niemalże nieograniczonej akcji kredytowej, zagrażającej stabilności nie tylko banków, lecz także papierowych walut.
Rezygnacja z zakazu wykorzystywaniu informacji poufnych i chronionych lub manipulowania kursami akcji miałyby trudny do przewidzenia wpływ na giełdy. Zresztą można zaryzykować stwierdzenie, że na giełdach funkcjonujących na podstawie prawa prywatnego podobne przepisy byłyby koniecznością.
Żadne nowe przepisy nie zabezpieczą systemu finansowego i gospodarki przed kryzysami, jeżeli nie dotkną źródła problemów, którym jest nadmierna akcje kredytowa w oderwaniu od realnych oszczędności. System finansowy potrzebuje banków funkcjonujących na zdrowych zasadach i konsekwentnego delewarowania. Nowe prawo, które walczy z objawami choroby, lecz nie dotyka jej przyczyn, to droga zmierzająca donikąd.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl


























































