LPP nie boi się działania na giełdzie
Rozmowa PG z DARIUSZEM PACHLĄ,
członkiem zarządu LPP
- Pierwsze notowanie akcji LLP na GPW odbędzie się 16 maja.
Kiedy zapadła ostateczna decyzja w tej sprawie?
- Rada Giełdy zadecydowała o tym 9 maja.
- Debiut planowany był na początek marca. Czy opóźnienie, które łączyło się również z brakiem możliwości korzystanie ze środków finansowych pozyskanych emisji, spowodowało zawieszenie planowanych inwestycji?
- Absolutnie nie. Realizowaliśmy wszystko zgodnie z planem, korzystając wyłącznie z własnego kapitału.
- Jakie są to zatem inwestycje?
- Rozwijamy sieć salonów sprzedaży, których obecnie mamy 17, a jeszcze w maju zostaną otwarte kolejne dwa. Dążymy do tego, aby dysponować łączną powierzchnią salonów ok. 8 tys. m kw. do końca tego roku. Planujemy rozwinąć także eksport spółki, który jak dotąd stanowi tylko ok. 10 proc. przychodów. Jest to kanał dystrybucji, który w najbliższym czasie umożliwi nam rozszerzenie naszej działalności. Produkty spółki trafiają do Republiki Nadbałtyckiej, Ukrainy, Rosji, Czech, Słowacji, Węgier oraz do krajów byłej Jugosławii.
- Drugi termin zapisów na walory nowej emisji spółki okazał się zbędny. Wszystkie 300 tys. akcji zostało objętych już w pierwszym terminie - i jest to niewątpliwym sukcesem firmy. Ale czy spółka nie jest rozczarowana faktem, iż akcje zostały objęte po minimalnej cenie, czyli 48 zł?
- Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby cena sprzedaży walorów okazała się wyższa, ponieważ chodzi o kapitał niezbędny dla rozwoju spółki. Zdajemy sobie jednak sprawę, że cena zależy również od sytuacji na rynku, a ta - jak wiadomo - nie jest najlepsza. Niektóre ze spółek wycofały się nawet z publicznej sprzedaży oczekując "lepszych czasów".
- Warunki emisji LPP były nietypowe. Inwestor zainteresowany nabyciem akcji sam oceniał cenę, po której chciałby je nabyć (oczywiście powyżej podanego minimum). Skąd taki pomysł?
- Cały proces doprowadzenia spółki do giełdy był aranżowany przez COK BH i to właśnie on podpowiedział nam wspomnianą metodę. Uznaliśmy, że nie ma powodów, by nie zaufać partnerowi o tak dużym doświadczeniu na rynku i przystaliśmy na tę propozycję.
- Po rezultach zapisów widać, że zainteresowanie spółką było bardzo duże. Konieczna nawet była ich redukcja. Czy nie sądzi więc Pan, że gdyby zarząd ustalił cenę akcji na poziomie wyższym niż 48 zł, nie przystając tym samym na propozycję COK BH, spółce udałoby się pozyskać znacznie więcej kapitału?
- Dzisiaj możemy tylko mówić, że być może tak by się stało, ale są to tylko domysły. Skorzystaliśmy z takiej, a nie innej metody i dobrze się stało, bo sprzedaliśmy wszystkie oferowane akcje.
- Jak spółce udało się przekonać inwestorów do nabycia walorów już w pierwszym terminie?
- Spotykając się z inwestorami, głównie instytucjonalnymi, staraliśmy się przybliżyć specyfikę działania firmy. Przybliżenie to pozwoliło na zrozumienie przez decydentów, że nie jest to spółka branży lekkiej - jest to firma, która w zasadzie nie ma odpowiednika na polskiej giełdzie. W organizacji pracy oraz w pomyśle na biznes posługujemy się sprawdzonymi wzorcami wykorzystywanymi przez wiele zachodnich firm, które od lat, właśnie tak jak my działają. Wszelkie próby tłumaczenia specyfiki funkcjonowania naszej spółki innymi metodami mogłyby nie dotrzeć do potencjalnych odbiorców walorów.
- Do jakiej więc branży LPP powinno być klasyfikowane?
- Do sektora handlowego, ponieważ my z produkcją odzieży nie mamy wiele wspólnego. Jedynie ją projektujemy i sprzedajemy.
- Na jakim rynku akcje spółki będą notowane?
- Ze względu na wymogi formalne będziemy notowani na rynku równoległym, w systemie notowań ciągłych.
- Początkowo walory miały być notowane w systemie dwóch fiksingów.
- Owszem. Podpisaliśmy jednak umowę z animatorem emitenta i Rada Giełdy podjęła korzystną dla nas decyzję.
- Jak ocenia Pan wyniki finansowe spółki za 2000 r. (zysk netto w wysokości 6,1 mln zł) oraz pierwszy kwartał br. (1,6 mln zł)?
- Podsumowanie roku ubiegłego jest dobre, ale nie do końca nas satysfakcjonujące, ponieważ dynamika zysków w porównaniu z rokiem 1999 spadła. Był to jednak proces nieuchronny ze względu na inwestycje prowadzone na szeroką skalę. Jeśli chodzi natomiast o pierwszy kwartał bieżącego roku, to uzyskaliśmy zysk netto trzykrotnie wyższy od pierwszych trzech miesięcy ubiegłego roku i przyrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 30 proc.
- Zdarzało się, że spółki wchodząc na giełdę generowały bardzo dobre wyniki finansowe. Tymczasem już po pierwszym kwartale funkcjonowania na parkiecie okazywało się, że wyniki są znacznie gorsze od wcześniejszych, a nawet są generowane straty. Czy LPP nie obawia się takiej sytuacji?
- Nie. Ale właśnie z tego powodu prezentowaliśmy wyniki finansowe firmy za ostatnie pięć lat. Uważam, że w części przypadków, o których pani mówi, spółki "pompowały" swoje zyski. W naszym przypadku taka sytuacja nie miała miejsca.
- Na jakim poziomie Pana zdaniem będzie oscylował kurs akcji spółki. Nie obawia się Pan gwałtownego spadku?
- Jesteśmy optymistami. Dekoniunktura na giełdzie jest już w takim stadium, że dużo gorzej być nie może. Ponieważ wchodzimy na giełdę prezentując dobre wyniki liczymy, że kurs akcji spółki będzie rósł wraz z parkietem.
- Jak widzi Pan spółkę powiedzmy za dwa lata?
- Chcielibyśmy być wiodącym dostawcą odzieży w Polsce do krajów ościennych. Pod koniec 2002 r. planujemy dysponowanie salonami o łącznej powierzchni 12 tys. m kw. we wszystkich większych miastach Polski.
Rozmawiała ILONA DOMAŃSKA


























































