

Minął miesiąc od szoku na rynku walutowym, który wpędził frankowych kredytobiorców w poważny niepokój. Spadek wskaźnika LIBOR częściowo zrekompensował umocnienie franka, chociaż część spłacających raty odczuje ten efekt z opóźnieniem. Nadal jednak wśród banków brak jednomyślności co do tego, jak postępować, gdy suma marży i wskaźnika będzie ujemna.
Już w grudniu szwajcarski bank centralny poinformował, że docelowy poziom dolnej granicy przedziału dla wskaźnika LIBOR 3M CHF ma wynieść -0,75 proc. Przypomnijmy, jak na tę wiadomość zareagowały banki, które udzielały kredytów walutowych. Część z nich zapisała umowach, że w przypadku, gdy wskaźnik jest ujemny do obliczania oprocentowania przyjmowana będzie wartość zero. Inne nie przewidziały takiej ewentualności, ale po analizie sytuacji poinformowały, że będą uwzględniać ujemny LIBOR. Pozostała część pozostała na stanowisku, że mimo braku jednoznacznych zapisów w umowie przy ujemnej stawce z rynku międzybankowego oprocentowanie kredytu będzie składać się wyłącznie z marży.

Styczniowe "uspokajanie raty"
Sytuacja zmieniła się w styczniu, gdy SNB nie tylko zrezygnował z utrzymywania powiązania kursu franka z euro, ale także obniżył docelowy poziom stóp procentowych. Kredytobiorcy nerwowo przeliczali raty i coraz głośniej zaczęło się mówić o różnego rodzaju "instrumentach pomocowych" dla frankowców.
Związek Banków Polskich zaproponował pakiet rozwiązań, które miały doprowadzić do tego, aby obciążenia klientów spłacających zobowiązania walutowe nie wzrosły znacząco. Jego elementem było uwzględnienie przez banki ujemnej stawki LIBOR, która już kilka dni po "czarnym czwartku" znalazła się na poziomie -0,85 proc. Tak szybki spadek wskaźnika LIBOR zrodził jednak kolejny dylemat - jak postępować, gdy po zsumowaniu LIBOR-u i marży wynik będzie ujemny?
ZBP, podsumowując tę kwestię, ogłosił, że "zgodnie z doktryną prawa bankowego stoimy na stanowisku, że udostępnianie kredytu jest i powinno być odpłatne". Jednak z uwagi na niecodzienne okoliczności zaproponował również, "aby do końca 2015 roku przyjąć zasadę, że rozliczenie ujemnej stawki LIBOR, jeśli zaistnieje taka potrzeba, następowało także poprzez odpowiednie obniżenie raty kapitałowej".
Sprawdziliśmy, jak do problemu podchodzą banki, które udzielały kredytów we frankach. Warto podkreślić, że nie wszystkie z nich stanęły już przed koniecznością rozstrzygnięcia dylematu - harmonogram aktualizowania oprocentowania różni się w poszczególnych instytucjach.
Pierwsza grupa - "ujemne oprocentowanie"
Pierwszą grupę stanowią kredytodawcy, którzy zdecydowali się zmniejszać obciążenia klienta, gdy suma marży i wskaźnika LIBOR jest ujemna.
PKO Bank Polski informuje, że "Bank będzie zwracał klientom część raty kapitałowej w przypadkach, gdy ujemna stawka bazowa przekroczy marżę (w przypadku kredytów i pożyczek hipotecznych w CHF udzielonych klientom indywidualnym). Ze względu na niezbędne wdrożenia w systemach IT zmiana ta zostanie wprowadzona pod koniec lutego br. i będzie obowiązywać zgodnie z rekomendacją ZBP do końca 2015 roku".
Nieco inaczej postępować będzie Bank Zachodni WBK. "Jeśli suma stawki LIBOR i marży Banku będzie miała wartość poniżej zera, Bank zastosuje ujemne oprocentowanie. Odsetki ujemne będą kumulowane na rachunku kredytowym, ale nie będą pomniejszały bieżącej raty, tylko, w zależności od typu rat, przyczynią się do szybszej spłaty kapitału lub skrócenia okresu kredytowania."
Druga grupa - "trwają analizy"
Druga grupa banków powstrzymuje się na razie przed wskazaniem szczegółów przyjętej procedury i informuje, że pracuje nad odpowiednim rozwiązaniem. Należą do nich: mBank, Deutsche Bank, Getin Bank, BNP Paribas oraz Credit Agricole. Instytucje te twierdzą, że analizują możliwości prawne i techniczne w obliczu nadzwyczajnych okoliczności.
Spośród wymienionych banków tylko Deutsche Bank podaje datę ewentualnego wejścia w życie nowych procedur - przed kolejną aktualizacją stóp, na początku kwietnia.
Trzecia grupa - nie mniej niż zero
Trzecia grupa banków stoi na stanowisku, że w przypadku, gdy zsumowana marża i wskaźnik LIBOR dadzą wartość ujemną, oprocentowanie powinno wynosić zero. "Każda kolejna aktualizacja oprocentowania dokonana zostanie zgodnie z warunkami określonymi w umowie kredytowej i będzie uwzględniała właściwą stawkę LIBOR. Przy czym ze względu na brak podstaw prawnych do przyjęcia ujemnej wartości oprocentowania nie może być ono niższe niż zero" informuje swoich klientów Bank Millennium.
Bank BPH wskazuje, że "Bank, ustalając oprocentowanie kredytów hipotecznych, uwzględnia ujemną wartość indeksu LIBOR CHF. Oznacza to, że oprocentowanie kredytu może przyjmować wartości niższe niż marża banku, ale nie niższe niż 0%."
Podobny punkt widzenia przyjmuje Raiffeisen Polbank. "Raiffeisen Polbank będzie stosował ujemną wysokość stawki Libor dla kredytów w CHF, jednak nie niżej niż do poziomu 0% łącznego oprocentowania. Bank obniżył również wysokość spreadu walutowego dla tabeli kursowej CHF, stosuje elastyczne podejście do restrukturyzacji zadłużenia oraz nie wymaga dodatkowych ubezpieczeń i zabezpieczeń dla kredytów terminowo obsługiwanych" mówi Adrian Sejdak, Dyrektor ds. Kredytów Hipotecznych w tej instytucji.
Czy klienci zrozumieją?
Dopóki stawka LIBOR będzie oscylować w okolicach obecnego poziomu (-0,9 proc.), grupa kredytobiorców, którzy zetkną się z kwestią "ujemnego oprocentowania", będzie niewielka. Wystarczy jednak kolejny bardziej zdecydowany ruch SNB, by zagadnienie stało się obiektem powszechnego zainteresowania. Klienci będą porównywać podejście poszczególnych banków i zaczną zadawać niewygodne (dla kredytodawców) pytania. Brak jednego stanowiska bankowców może nawet stać się kolejnym zarzewiem sporów i w konsekwencji ogniskiem ryzyka prawnego.
Podobny efekt może przynieść wycofanie się z nadzwyczajnych środków z końcem 2015 roku. Dla przedstawicieli środowiska bankowego sprawa jest zrozumiała - cięcie spreadów, obniżanie rat jest reakcją na niezwykłe rynkowe turbulencje. Jednak klienci, którzy w jednym miesiącu widzą w harmonogramie "ujemne oprocentowanie", a w kolejnym go nie dostrzegą, poczują się co najmniej rozczarowani. Być może będziemy zatem świadkami kolejnego frankowego paradoksu - tymczasowe z założenia "ułatwienia" dla kredytobiorców zagoszczą na stałe w ofertach lub - co byłoby znacznie gorszym wyjściem - staną się przyczyną kolejnych sporów.


























































