- Ze spółki wyprowadzono ogromne pieniądze na konta członków zarządu z Korei - dowiedziała się „GF” od osoby, która miała dostęp do danych zarówno Daewoo-FSO, jak i Daewoo Motor Company.
Cała historia zaczęła się w 1995 r., gdy żerańska Fabryka Samochodów Osobowych została sprzedana za 180 mln USD koreańskiemu koncernowi Daewoo. Bez przetargu, na podstawie umowy o wspólnym przedsięwzięciu ze Skarbem Państwa, wraz z kilkunastoma filiami. Wyceny dokonał rzeczoznawca Daewoo. Najwyższa Izba Kontroli nie dopatrzyła się w warunkach umowy żadnych nieprawidłowości. Koreański Daewoo Motor Company rozpoczął międzynarodową ekspansję. A że na rozwój potrzebne były środki, firma zaciągała kolejne kredyty. W 2000 r. miała już 20 mld USD długów, a banki wierzyciele ogłosiły bankructwo przedsiębiorstwa. Rok 2000 r. także Daewoo-FSO kończyło z 2 028 mln zł straty, a w październiku 2001 r. upadłość ogłosiło Daewoo Motor Poland. W szczytowym okresie Daewoo-FSO sprzedawało 14-15 tys. sztuk samochodów. Dziś utrzymuje się tylko dzięki ukraińskiemu kontraktowi na dostawę 4 tys. aut miesięcznie. Od kilku lat Daewoo-FSO bezskutecznie poszukuje inwestora. Rok 2003 zamknęło ze stratą rzędu ponad 750 mln zł.
Tyle suche fakty. Ale są też cienie i blaski tej historii. Przy czy tych ostatnich jest znacznie więcej.
W 1999 r. koreański koncern zamówił w KPMG, firmie audytorskiej i doradczej, raport o kondycji finansowej i perspektywach rozwoju Daewoo Motor Company.
— Raport był zlecony. Zawierał takie wnioski, jakich zażyczył sobie zleceniodawca — powiedziała nam osoba pragnąca zachować anonimowość. — Na tej podstawie banki koreańskie udzielały kredytów Daewoo. Pieniądze szły także na konta Daewoo-FSO, a stamtąd na rachunki zarządzających Koreańczyków.
Kiedy w 2001 r. Daewoo Motor Company upadło, przestały płynąć także pieniądze z Korei.
Naszemu Skarbowi Państwa odebranie władzy w żerańskiej fabryce Koreańczykom zajęło 3 lata, choć dla wielu było jasne, że poprzez stawianie oporu przy próbach oddłużenia Daewoo-FSO chcą oni doprowadzić do upadłości spółki.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy Skarb Państwa odzyskał pełnię włady w przedsiębiorstwie: zaległości podatkowe zamienił na akcje, część udziałów odkupił od Daewoo Motor Company, zamienił kilkadziesiąt mln USD, które winny był Polsce koreański koncern — tym razem nie na akcje, ale na milczenie inwestora. Do Daewoo-FSO powróciła władza państwowa.
- Mieliśmy obiecane od Skarbu Państwa 26 mln zł na podwyższenie kapitału spółki i drugie tyle na odprawy — mówi Marek Dyżakowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników FSO.
— Do tej pory pieniędzy nie otrzymaliśmy. Za to próbowano nam narzucić prezesa, który nie miał pojęcia o kierowaniu tak dużą firmą motoryzacyjną. Straciliśmy kolejne trzy miesiące, zanim na nowego prezesa wybrano Janusza Woźniaka.
Dyżakowski negatywnie ocenia metody negocjacji i zaangażowanie państwa w poszukiwanie inwestora dla FSO.
- Nie gwarantuje żadnej pomocy finansowej, podpisuje z bankami porozumienia, których dotrzymanie będzie niezwykle trudne dla FSO, a minister Piechota mówi w mediach, że MG Rover nie ma szans w tym samym czasie, gdy trwają rozmowy z inwestorem — mówi Dyżakowski.
Leszek Rewers, specjalista ds. restrukturyzacji przedsiębiorstw, uważa, że Skarb Państwa jako właściciel FSO nie jest dobrym rozwiązaniem.
- Powinno się ogłosić upadłość, zaspokoić wierzycieli, powołać nową spółkę z reszty masy upadłościowej i sprzedać — mówi Rewers.
Podobny pomysł pojawił się już w 2002 r.: powołać wolną od długów Daewoo-FSO spółkę New Small Company, która przejmie część majątku fabryki oraz 2 tys. pracowników. Przez kilka miesięcy toczyły się negocjacje z MG Rover. Idea upadła. Obok Brytyjczyków, którzy prowadzą rozmowy wraz z chińskim Shanghai Automotive Industry, kandydatem na kupca jest także ukraiński Awtozaz. Kandydat jest tutaj właściwym słowem, bo — jak twierdzą obserwatorzy procesu negocjacji — „strona polska zachowuje się tak, jakby to FSO było kupcem, a nie przedmiotem kupna”.
W ostatnim dniu sierpnia WZA Daewoo-FSO postanowiło zmienić nazwę firmy na Fabrykę Samochodów Osobowych, czym przypieczętowano odsunięcie Koreańczyków od władzy. Ci jednak nadal mają 80 proc. akcji, a więc także prawo do udziału w zyskach ze sprzedaży fabryki. Nie wyszli na tym źle; 31 sierpnia zdecydowano też o obniżeniu kapitału zakładowego spółki z 5 mld 439 mln zł do 1 mld 153 mln zł. Wartość akcji spadła z 64 zł do 13 zł. Skarb Państwa przejmował akcje spółki po wyższej stawce, koreański inwestor się ich pozbywał. Dziś Daewoo Motor Company nie ma długów wobec polskiej fabryki, nie ma żadnych zobowiązań wobec Skarbu Państwa. Ma 80 proc. akcji, ale umyło ręce od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Państwowy akcjonariusz mniejszościowy został ze spółką o mniejszej wartości, zadłużoną i poprzez udział państwa mniej atrakcyjną dla inwestorów.
Liczne przykłady przedsiębiorstw z udziałem Skarbu Państwa wskazują na to, że zarówno nadgorliwość, jak i zupełny brak kontroli, sprzyjają jedynie skandalom wokół spółek. Nieudolności w tworzeniu warunków umów prywatyzacyjnych, mniej lub bardziej świadomie chybione wybory inwestorów strategicznych chce się zastąpić instytucją złotej akcji. Głośno oprotestowany przez środowiska przedsiębiorców pomysł wprowadzenia prawa złotej akcji do Kodeksu spółek handlowych dawałby Skarbowi Państwa dużą władzę, za którą nie musiałby ponosić odpowiedzialności. Złota akcja działa na zasadzie prawa weta, prawa negatywnego, bez konieczności sprawowania rzeczywistego nadzoru właścicielskiego.
- Złota akcja może być instytucją szkodliwą — mówi Leszek Rewers. — Osoba reprezentująca Skarb Państwa będzie reprezentowała interesy grup nacisku, co zwiększy poziom korupcji. — Należałoby się zastanowić, czy nie ma to na celu obniżenia wiarygodności danej firmy wśród inwestorów, co w przypadku nie tylko spółki giełdowej oznacza spadek jej wartości.
Na razie minister Jacek Socha wstrzymał prace nad zmianami w Kodeksie spółek handlowych dotyczącymi złotej akcji.
- Podobno rozmawiał z Kulczykiem — żartuje Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. — Jeśli weźmiemy za przykład PKN Orlen, złota akcja dawałaby Skarbowi Państwa możliwość blokady decyzji ze względu na bezpieczeństwo energetyczne kraju.
Marta Chmielewska
GAZETA FINANSOWA
























































