"Niech teraz piłkarze dadzą wam lek na koronawirusa". Czy to przez Messiego nie mamy szczepionki?

analityk Bankier.pl

Krążący po sieci fake news wiąże wysokie zarobki piłkarzy z brakiem gotowości świata na pandemię. To jeden z przejawów błędnego rozumowania ekonomicznego, których w momencie przejścia ze świata „przed” do „po koronawirusie” będzie zapewne przybywać.

„Hiszpańska biolog: Dajecie piłkarzom milion euro miesięcznie, a naukowcom 1800 euro. Szukacie teraz ratunku? Poproście Ronaldo i Messiego, niech oni Wam teraz znajdą lekarstwo” – czytamy na krążącym po sieci obrazku.

Wiadomość ta została dosyć szybko potwierdzona jako fake news. Kobieta na zdjęciu to Isabel García Tejerina, która nie jest hiszpańską biolog tylko byłą szefową resortu rolnictwa i rybołówstwa. Sama fotografia nie jest aktualna, lecz pochodzi z 2018 r., kiedy Tejerina odwiedziła Maroko.

Sam demontaż koronawirusowego fake newsa, w którego sądząc po komentarzach w mediach społecznościowych uwierzyło całkiem sporo osób, to dopiero wstęp do szerszej historii. Nie brak bowiem osób, które zgadzają się z tezą przedstawioną na obrazku. Ich ekonomiczne rozumowanie jest błędne i to na wielu poziomach.

Najlepiej zobrazować to odpowiadając na następujące pytania:

  • dlaczego piłkarze zarabiają dużo,
  • dlaczego w piłce nożnej zarabia się więcej niż w ochronie zdrowia i
  • czy świat przejadł pieniądze, które pomogłyby w walce z koronawirusem?

Dlaczego piłkarze zarabiają dużo?

Istotnie, piłkarze zarabiają dużo, a nawet bardzo dużo. Kilka dni temu tygodnik „France Football” opublikował ranking najlepiej zarabiających piłkarzy świata w 2019 r. Liderami zostali wywołani przez „hiszpańską biolog” do tablicy Leo Messi (131 mln euro) i Cristiano Ronaldo (118 mln euro). W pierwszej dziesiątce znalazło się także miejsce dla Roberta Lewandowskiego (29 mln euro).

Najlepiej zarabiający piłkarze w sezonie 2019/2020 (w mln euro)
Lionel Messi (FC Barcelona) 131
Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) 118
Neymar Jr. (PSG) 95
Gareth Bale (Real Madryt) 38
Antoine Griezmann (FC Barcelona)
38
Eden Hazard (Real Madryt) 35
Andres Iniesta (Vissel Kobe) 34
Raheem Sterling (Manchester City) 33
Robert Lewandowski (Bayern Monachium) 29
Kylian Mbappe (PSG) 27
Źródło: France Football

Dlaczego piłkarze zarabiają tak dużo? Bo kluby i reklamodawcy im tyle płacą. Dlaczego kluby i reklamodawcy im tyle płacą? Kluby, bo widzą w tym sportowy sens (nawet prowadzące zdrowe finanse kluby raczej skupiają się na sukcesach sportowych, a nie generowaniu zysku i wypłacaniu dywidendy), zaś sponsorzy w ten sposób (na ogół) mogą zwiększyć swoją sprzedaż. Łańcuch pytań i odpowiedzi można do woli rozszerzać, ale ostatecznie znajdzie się do głównych „odpowiedzialnych” za wysokie zarobki piłkarzy. To kibice, których setki milionów lub nawet już miliardy obserwują rozgrywki w telewizji, a część z nich do tego chodzi na mecze, odwiedza klubowe muzea, kupuje koszulki itp.

Specyfika futbolu (i wielu innych sportów) sprawia, że coraz większa pula pieniędzy – pochodząca z bogacenia się zainteresowanych piłką społeczeństw lub zarażania tą pasją kolejnych narodów, z Chińczykami i Amerykanami włącznie – musi prowadzić do wzrostu pensji piłkarzy. Zasady gry w piłkę nie zmieniają się i na boisku jednocześnie przebywać może 11 zawodników, zaś cały zespół liczy zazwyczaj ok. 25 zawodników. Nawet doliczając do tego sztab trenerski, pracowników klubu, drużyny rezerw itp. otrzymujemy zawsze relatywnie ograniczone grono.

(fot. SERGIO PEREZ / FORUM)

Futbol to biznes trudno skalowalny i żadne pieniądze nie sprawią, że w jednej chwili do gry będzie można wystawić 3 bramkarzy, 5 obrońców, 6 pomocników i 7 napastników, choć zapewne FC Barcelonę czy Bayern Monachium byłoby na to stać, gdyby płace piłkarzy zostały zamrożone na poziomie sprzed kilku dekad (i to nawet uwzględniając różnice w sile nabywczej). Analogicznie, ograniczony jest czas, który statystyczny kibic jest gotów przeznaczyć na oglądanie meczów (i towarzyszących ich reklam) – siłą rzeczy wybierane są więc mecze drużyn najlepszych, do których niektórzy dokładają zmagania na krajowym podwórku.

Mała dygresja – powyższe rozumowanie nie dotyczy w pełni polskiej piłki, w którą mnóstwo pieniędzy pompują instytucje państwowe lub spółki skarbu państwa. Na Zachodzie raczej nie spotkamy przypadku typu: „Śląsk Wrocław, którego 99 proc. akcji posiada Gmina Wrocław, w ramach rozgrywek PKO BP Ekstraklasy zmierzy się z Zagłębiem Lubin, w 100 proc. kontrolowanym przez KGHM. Mecz odbędzie się na stadionie sfinansowanym z publicznych pieniędzy”.

Dlaczego w piłce nożnej zarabia się więcej niż w ochronie zdrowia?

Wróćmy do tezy zaprezentowanej w fake newsie. Zarzut, że piłkarze zarabiają więcej od specjalistów od ochrony zdrowia to nic innego jak kolejna wariacja „paradoksu wody i diamentu”. Już ponad 2300 lat temu Arystoteles zastanawiał się, „dlaczego woda, która jest niezbędna do życia, jest tania, podczas gdy diamenty są bardzo drogie, choć można się bez nich obejść”?

W obecnych okolicznościach rolę wody spełniają pracownicy szeroko pojętej ochrony zdrowia, diamentami są natomiast piłkarze. Nie brak jednak przykładów, w których wodą są nauczyciele, policjanci, rolnicy czy kierowcy TIR-ów, zaś diamentami piosenkarze, aktorzy, projektanci mody i artyści tworzący sztukę nowoczesną.

Tymczasem to nie użyteczność wody czy diamentu jako ogólnych kategorii dóbr determinuje ich cenę. Cena zależy od użyteczności wynikającej z "konsumowania" konkretnych porcji wody i diamentów. W naszym świecie niezbędnej do życia wody jest dużo, a zbędnych diamentów mało, więc marginalna użyteczność tych ostatnich jest wyższa od marginalnej użyteczności wody. To użyteczność marginalna, a nie całkowita, decyduje o cenie.

Nie zmienia to faktu, że użyteczność płynąca z konsumowania całej wody, jaką w życiu wypijemy, jest większa od użyteczności wszystkich diamentów, które będziemy kiedykolwiek posiadać. Nikt nie wymieniłby możliwości posiadania wszystkich diamentów świata w zamian za całkowitą rezygnację z wody. Nikogo też nie dziwiłoby, gdyby przemierzający Saharę podróżnik wybrał szklankę wody zamiast największego nawet diamentu.

W przypadku piłkarzy i biologów, lekarzy lub innych zawodów uważanych za społecznie pożyteczne w grę wchodzą dwie kwestie. Po pierwsze, liczba osób, które mają odpowiednie warunki, aby zostać czołowymi sportowcami (talent, przygotowanie fizyczne, motywację, łut szczęścia itp.) jest mniejsza od ludzi, którzy po odpowiednim przygotowaniu mogą pracować w laboratoriach. Po drugie, Messi czy Lewandowski „świadczą usługi” jednocześnie dla setek milionów ludzi, przez co występuje efekt skali niedostępny dla lekarzy czy nauczycieli. Na marginesie można dodać, że w polskich warunkach wiele osób wykonujących zawody pożytku publicznego jest zatrudnionych przez państwo – to dodatkowo wpływa na ich płace, które są regulowane odgórnie i w większości przypadków nie pozwalają na lepsze wynagradzanie dobrych pracowników.

Z drugiej strony, należy pamiętać, że cykl zarobkowy przeciętnego piłkarza wygląda inaczej niż u zwykłych ludzi. Przechodzący na zawodowe kontrakty młodzi chłopcy z reguły zarabiają od razu dużo w porównaniu z innymi osobami w danym społeczeństwie. Kariera sportowca trwa jednak najczęściej do ok. 35 roku życia, po czym musi zmienić zawód (raczej na gorzej płatny) lub żyć z tego co zgromadził (niektórzy szybko bankrutują). W innych zawodach zarobki rosną stopniowo, a praca jest wykonywana do późnych lat. Oczywiście zestawianie Roberta Lewandowskiego z nauczycielem biologii w polskiej podstawówce nie ma sensu, ale już porównanie sumy życiowych zarobków między przeciętnym polskim zawodnikiem a lekarzem niektórych specjalności może dać nie tak oczywiste efekty.

Ze względu na specyfikę biznesu, klub piłkarski musi opłacać mniejsze grono pracowników niż firma farmaceutyczna. Trzeba jednak pamiętać, że giganci farmaceutyczni zarabiają jeszcze więcej niż giganci piłkarscy. Z zestawienia Deloitte wynika, że 30 czołowych europejskich klubów wygenerowało w ostatnim sezonie łącznie 11 mld euro przychodów. Dla porównania, szwajcarska firma farmaceutyczna Roche ubiegły rok zamknęła przychodami w kwocie 66 mld euro i zyskiem na poziomie 15 mld euro. Z kolei prezes innego giganta, firmy AstraZeneca, zainkasował za ubiegły rok 18 mln euro - więcej niż większość piłkarzy.

Czy świat przejadł pieniądze na koronawirusa?

W przytoczonym na początku niniejszego artykułu fake newsie pobrzmiewa jeszcze jeden błąd poznawczy. Chodzi o efekt wyniku, który niedawno opisywaliśmy w Bankier.pl w związku z rzekomą „aferą LPP”. Nie brak dziś osób, które podpisałyby się pod stwierdzeniem, że w latach poprzednich należałoby radykalnie przykręcić kurek z pieniędzmi na sport, zwiększając jednocześnie środki na ochronę zdrowia i badania nad nowymi lekami i szczepionkami.

Pomijając techniczne trudności tego manewru (trudno wyobrazić mi sobie, aby miliard ludzi śledziło nie finał mundialu, a operację na otwartym sercu – choć ta druga to wydarzenie bardziej „wartościowe”), który zapewne wymagałby silnej interwencji państwa (zakaz rozgrywek, dotowanie ochrony zdrowia), wciąż pozostaje kwestia oceny przeszłych działań z punktu widzenia dopiero dziś znanych wyników.

Będąc konsekwentnym w tym rozumowaniu, już dziś musielibyśmy wprowadzać w życie rozwiązania, które kiedyś mogą być niezbędne. Pandemia to nie jedyne nieszczęście, które może spotkać świat. W zbiorze kataklizmów znajdziemy wojny (trzeba dotować wojsko!) i powodzie (regulować rzeki!) czy zimy wulkaniczne powodowane erupcjami superwulkanów (niech każdy ma zapas jedzenia na parę lat!) albo kosmiczne kolizje z asteroidami (więcej pieniędzy dla NASA albo przynajmniej Bruce’a Willisa!).

Nie twierdzę, że do trwającej obecnie pandemii nie dało się lepiej przygotować (widać to szczególnie czytając apele polskich szpitali o pomoc). Twierdzę jedynie, że nasz stan przygotowań jest odzwierciedleniem zarówno preferencji konsumentów, jak i decyzji polityków, których ci konsumenci wybrali (oczywiście przy w 100 proc. prywatnej ochronie zdrowia odpowiedzialność spadałaby na konsumentów).

Prawidłowość ta obowiązuje także w skali świata. Nasza struktura produkcji i konsumpcji dostosowana była do tego, że ludzie częściej myśleli o tym, kto zagra w finale Ligi Mistrzów albo czy rząd zwiększy transfery socjalne typu 500+, niż czy już zostanie osiągnięty kolejny postęp w medycynie albo czy szpitale będą miały dostatecznie dużo łóżek z respiratorami.

Widzimy, że dopiero pandemia te potrzeby zmienia – mniej zapalczywi kibice o rozgrywkach piłkarskich mogli nawet zapomnieć, podczas gdy serwisy informacyjne wypełniają informację o zakupach ton sprzętu medycznego. Jest całkiem możliwe, że większe zainteresowanie służbą zdrowia zostanie z nami także po epidemii (więcej na ten temat pisałem w artykule „Jak koronawirus zmieni świat na trwałe”).

Nie uciekniemy jednak od tego, że zawsze gospodarować będziemy ograniczonymi środkami, a ludzkie potrzeby pozostaną nieograniczone. Również horyzonty, które osiągać możemy dzięki rozwojowi nauki zdają się nie mieć końca – poza ziemskimi sprawami zostaje choćby podbój kosmosu. Równocześnie trudno sobie wyobrazić, aby ludzkość nagle zaspokoiła wszystkie podstawowe potrzeby wszystkich ludzi oraz przygotowała się do wszystkich możliwych zagrożeń, a dopiero potem „używała życia”. Rozwój ludzkości nigdy nie przebiegał równomiernie i nie zanosi się, aby bez centralnego sterowania wszystkimi zasobami miało się to zmienić. Całkowity monopol w zarządzaniu gospodarką to scenariusz długoterminowo jeszcze gorszy od trwającej pandemii.

Michał Żuławiński

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 11 leoto

Moze i fake ale ile w nim prawdy

! Odpowiedz
2 19 and00

Tak z ciekawości, fabryki pracują, urzędy też, sporo biur, o sklepach i innych ważnych elementach infrastruktury nie wspomnę, a piłkarze zarabiający w miesiąc tyle co ekspedientka w sklepie w kilkadziesiąt albo nawet kilkaset lat, nie grają nawet przy pustych trybunach???
Panienki

! Odpowiedz
11 8 karbinadel

Jak niewiele trzeba, żeby ludzie totalnie skretynieli. Jeszcze trochę, i będą się modlić, żeby Lenin i Stalin wstali z grobu. A może nawet Hitler - bo też był socjalistą, tyle że narodowym

! Odpowiedz
2 8 and00

Nawet Hitler?
Przy tych 2 to był całkiem grzeczny człowiek

! Odpowiedz
14 66 andregru

"Dajecie piłkarzom milion euro miesięcznie, a naukowcom 1800 euro. Szukacie teraz ratunku? " - MA RACJĘ ŚWIAT ZWARIOWAŁ ! Bez Messiego i innych " gwiazd" świat będzie lepszy lub chociaż normalniejszy .

! Odpowiedz
0 5 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
0 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
4 55 hodler

Mam nadzieję że ten idiotyczny sport umrze śmiercią naturalną bez widzów. Tylko ty masz wpływ na to ile piłkarze zarabiają. Oglądasz piłkę, youtube’a, MMA czy cokolwiek innego to jednocześnie przyczyniasz się do wzrostu popularności i zainteresowania reklamodawców do wspierania reprezentantów danej rozrywki. LUDZKA UWAGA JEST W DZISIEJSZYCH CZASACH BARDZO DROGA.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 27 fakpejsy

Fejk njusy to cala dobe w tv puszczaja!

! Odpowiedz
9 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 3,4% IV 2020
PKB rdr 1,9% I kw. 2020
Stopa bezrobocia 5,7% IV 2020
Przeciętne wynagrodzenie 5 285,01 zł IV 2020
Produkcja przemysłowa rdr -24,6% IV 2020

Znajdź profil