Kilka tysięcy głosów zapisanych w protokołach wyborczych jako oddanych na Karola Nawrockiego w rzeczywistości dostał Rafał Trzaskowski. Ale były też pomyłki w drugą stronę - czytamy w środowym wydaniu "Gazety Wyborczej".


"GW" zwraca uwagę, że - jak oszacował prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego - Nawrocki zyskał tak niecałe 3 tys. głosów, Trzaskowski - 2 tys. Zaznacza, że inni eksperci podają inne dane, ale to zależy, jakie przyjęli kryteria szukania "pomyłek" w protokołach. Skala jest jednak podobna.
Jak wskazuje gazeta, w drugiej turze wyborów prezydenckich Nawrocki, dostał oficjalnie 10 606 877 głosów, a Trzaskowski - 10 237 286. Różnica między nimi wynosi 369 591 głosów. Dziennik zaznacza, że aby wybory prezydenckie wygrał Trzaskowski, Państwowa, Komisja Wyborcza musiałaby znaleźć w sumie co najmniej 184 796 głosów, które w protokołach komisji zostały błędnie przypisane Nawrockiemu, a naprawdę dostał je kandydat KO.
"Dlatego te kilka tysięcy źle przypisanych głosów jest bez żadnego znaczenia dla ustalenia wyniku wyborów. Ale mają fundamentalne znaczenie dla tych, którzy je oddali. Każde z tych kilku tysięcy osób ma prawo mówić, że ich głos został błędnie policzony albo wręcz sfałszowany" - czytamy na łamach "GW". (PAP)
bpk/ lm/


























































