Interwencja zbrojna USA w Wenezueli była jedynie preludium do hegemonicznej polityki prezydenta Donalda Trumpa w Ameryce - uważa szwajcarski dziennik „Neue Zuercher Zeitung”. Jak podkreślono, administracja Trumpa jest gotowa podjąć wysokie ryzyko, aby zrealizować swoje ambicje.


Gazeta zwróciła uwagę, że obecnie to Chiny wzmacniają swoje wpływy w Ameryce Łacińskiej, inwestując w porty i ziemię oraz budując sojusze z przywódcami takimi jak prezydent Wenezueli Nicolas Maduro. „Stratedzy bezpieczeństwa Trumpa chcą ograniczyć ten wpływ” - podkreślono.
W „NZZ” zaznaczono, że nieprzypadkowo to właśnie Wenezuela, rządzona przez międzynarodowo potępiany reżim i utrzymująca bliskie relacje z Chinami, Rosją, Kubą i Hezbollahem, stała się pierwszym celem nowej polityki mocarstwowej Waszyngtonu na zachodniej półkuli. „Akcja wojskowa w Wenezueli pokazuje również, że administracja Trumpa jest gotowa podjąć wysokie ryzyko, aby zrealizować swoje hegemoniczne ambicje” - oceniła gazeta z Zurychu.
„NZZ” wskazuje jednocześnie na sprzeczności w amerykańskim uzasadnieniu działań wobec Caracas. „Dlaczego Trump zdecydował się na aresztowanie Maduro, a jednocześnie ułaskawił byłego prezydenta Hondurasu Juana Orlando Hernandeza, skazanego w USA za współpracę z kartelami narkotykowymi?” - pyta dziennik. Zwraca też uwagę na koncentrację Waszyngtonu na walce z handlem kokainą w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone same mierzą się z kryzysem opioidowym.
Zdaniem gazety ze Szwajcarii ogólna strategia USA jest jednak jasna: pod rządami Trumpa Stany Zjednoczone ponownie postrzegają cały kontynent amerykański jako swoją główną strefę wpływów. „Trump czuje się zachęcony do nasilania kampanii nacisku na różne państwa regionu, m.in. Kubę, Meksyk i Kolumbię” - dodano.
W sobotę siły amerykańskie uprowadziły z Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żonę, po czym przetransportowały ich do USA. Sąd federalny w Nowym Jorku w poniedziałek postawił im formalne zarzuty, w tym uczestnictwa w „zmowie narkoterrorystycznej” i sprowadzania kokainy do Stanów Zjednoczonych. Oskarżeni nie przyznali się do winy.
Donald Trump wielokrotnie podkreślał, że Stany Zjednoczone „potrzebują Grenlandii”. W niedzielę stwierdził, że USA potrzebują wyspy dla obrony, dodając, że jest ona „otoczona przez chińskie i rosyjskie statki”. We wtorek kilku europejskich przywódców, w tym premier Donald Tusk, zaznaczyło, że decyzje dotyczące przyszłości Grenlandii mogą podejmować wyłącznie Dania i władze wyspy.(PAP)
ipa/ sp/
























































