Legnica to miasto od wieków kojarzone z handlem. Już w XII stuleciu krzyżowały się tutaj ważne szlaki handlowe średniowiecznej Europy. Przede wszystkim Legnica kojarzy się wielu ze swoistym eldorado dla handlu polsko-rosyjskiego.
Handel między Polakami a Rosjanami, choć nielegalny, kwitł w najlepsze przez całe lata stacjonowania wojsk. I jedni, i drudzy bez problemu odnajdywali się w relacjach handlowych. Legnica znana była jako miasto najtańszego radzieckiego złota, a bezpośredni pociąg przywoził i wywoził na handel różne towary. Taka sielanka trwała do 1993 roku, gdy to ostatni rosyjski żołnierz opuścił mury miasta.
Brutalna rzeczywistość handlu
W miejsce polsko-rosyjskiej wymiany handlowej rozwinął się prawdziwy handel detaliczny. Obecnie w Legnicy znajdują się galerie handlowe, liczne hipermarkety oraz inne różnego rodzaju punkty handlowe. Obok nich w mieście funkcjonują cztery targowiska należące do gminy. W centrum miasta natomiast prywatny właściciel wydzierżawił grunt, na którym ponad 20 lat temu powstało małe targowisko, nazywane przez wielu Manhattanem.
Dawniej miejsce to było uważane za targowisko rzeczy luksusowych, na które nie wszystkich mieszkańców było stać. Mimio to handel rósł w siłę. Obecnie wiele stoisk świeci pustkami, a kolejne są zamykane. Co się więc stało, że miasto słynące niegdyś z drobnych kupców, teraz pozwala na ich klęskę?
Co boli zwykłego handlarza?
Kupcy z Manhattanu znaczny spadek obrotów obserwują od momentu powstania pierwszego supermarketu w centrum miasta. Później jeden po drugim zaczęły pojawiać się następne. Drobni handlarze protestowali przeciwko ich budowie, twierdząc, że takie molochy szybko wykończą niewielkie przedsiębiorstwa. Protesty okazały się nieskuteczne.
Zapytani o to, co utrudnia im handel, jednym tchem wymieniają: wysokie opłaty z tytułu dzierżawy, wysokie składki ZUS, podatki, nadmierną biurokrację, ekspansję supermarketów, a także widoczne zubożenie społeczeństwa. Te wszystkie czynniki powodują, że część stoisk jest pusta.
- Praca w handlu to ciężki kawałek chleba. Wiosna czy lato, jesień czy zima - trzeba stać na dworze i handlować, a ruch coraz mniejszy. Urzędów jednak to nie obchodzi. Składki trzeba płacić, czynsz trzeba płacić, towar kupić tylko skąd na to wszystko brać pieniądze, jak człowiek czasami dziennie tylko kilka złotych utarguje – mówi jeden z legnickich kupców.
Co jakiś czas pojawia się jednak nowa osoba, która otwiera stoisko. Są to zazwyczaj bezrobotni, którzy otrzymali dotację na założenie własnej działalności gospodarczej. – Urząd Pracy powinien się zastanowić, komu i na jaką działalność daje dotacje. Tutaj to wygląda tak, że przychodzi młoda osoba i otwiera stoisko. Oczywiście z cenami preferencyjnymi, aby przyciągnąć klientów. W ciągu roku sprawia, że stary kupiec upada, bo nie jest w stanie konkurować. A młody po roku i tak się zamyka – zauważają legniccy handlarze.
Tak powstają handlowe pustynie
Na Manhattanie początkowo było ponad 40 stoisk handlowych, obecnie zostało 27. Dzierżawa płacona właścicielowi jest jednak stała, niezależna od liczby otwartych stanowisk. W sytuacji, gdy z miesiąca na miesiąc budek ubywało, pozostałym handlarzom podnoszono czynsz. W styczniu tego roku sięgnął on 1180 zł. Kupcy postanowili więc działać i wystosowali pismo do właściciela gruntu, którym jest Tesco, z prośbą o zmniejszenie czynszu. Obecnie płacą niecałe 900 zł miesięcznie.
Jeden z handlarzy zwraca jednak uwagę - To i tak duża kwota, jak dla nas. Oprócz czynszu płacimy także za wywóz śmieci, za światło i ochronę. Doliczmy to, co musimy oddać do ZUS, do skarbówki. Trzeba także opłacić księgową i kupić towar, który po nałożeniu naszej marży staje się niekonkurencyjny w porównaniu chociażby do towarów w galeriach handlowych. Często musimy jeszcze dokładać pieniądze do tego interesu. Poza tym kilka bud się jeszcze zamknie i znów dojdziemy prawie do 1200 zł. A nikt już takich kosztów nie wytrzyma.

„My chcemy tylko spokojnie handlować”
Niektórzy z handlujących ma Manhattanie obawiają się, że nie dotrwają do końca roku. Krążą również plotki, że prędzej czy później targowisko zostanie zlikwidowane. Nikt jednak nie wie, co w zamian miałoby powstać w tym miejscu. Nie można bowiem postawić tam budynku, ponieważ okna sąsiedniej kamienicy wychodzą na targowisko.
- Właściciel z pewnością jest zmuszany do jakiegoś innego zagospodarowania tego placu. Oby jak najpóźniej. To są nasze miejsca pracy. Tu nie pracują ludzie bogaci, my handlujemy, żeby przeżyć – mówi Ewa Plewińska, prezes Stowarzyszenia Kupców Manhattan. – My chcemy tylko spokojnie handlować. Tymczasem starzy kupcy się zamykają, a przychodzą nowi, którzy też po roku zwijają interes. A koszty niestety rosną – dodaje Ewa Plewińska.
- Co się z nami stanie, jak nas stąd wysiedlą? Dokąd pójdziemy? Wielu z nas ma już swoje lata. Większość swojego zawodowego życia spędziliśmy, handlując na Manhattanie. Teraz mamy zakładać nowe interesy? Szukać pracy? Gdzie, jak w Legnicy nawet młodzi nie mogą jej znaleźć – mówi na zakończenie jeden z kupców.
Przedsiębiorcom potrzeba więcej woli działania
Udaliśmy się do Urzędu Miasta Legnicy, aby dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja najmniejszych przedsiębiorców w mieście, z naciskiem oczywiście na kupców. Z uzyskanych danych wynika, że z roku na rok spada nie tylko liczba nowo zakładanych przedsiębiorstw, ale także firm likwidowanych. Przyczyną spadku liczby nowych przedsiębiorstw może być kryzys oraz niestabilna sytuacja finansowa wielu podmiotów. Nie można jednak wykluczyć, że problem tkwi w bierności wielu przedsiębiorców.
Liczba przedsiębiorstw w ewidencji działalności gospodarczej
|
| 2007 | 2008 | 2009 |
| Wpisy do ewidencji działalności gospodarczej | 1083 | 1050 | 1005 |
| Wykreślenia z ewidencji działalności gospodarczej | 1077 | 900 | 841 |
- Kupcy to grupa szczególna. Na targowiskach, które znajdują się na terenie należącym do gminy, aby wspierać handlarzy, nie podnosi się np. wysokości stawek opłaty targowej czy też podatku od nieruchomości. Natomiast Manhattan jest własnością prywatną, Rada Miasta nie ma więc wpływu na wysokość tamtejszego czynszu – mówi Elżbieta Kil, kierownik Referatu Działalności Gospodarczej Urzędu Miasta Legnicy.
Natomiast na pytanie, dlaczego w samym centrum miasta powstaje tak wiele galerii handlowych, które niszczą małych kupców, usłyszeliśmy odpowiedź. - Myślę, że te galerie nie do końca są konkurencją dla kupców z targowiska. Są osoby, które swoje potrzeby zaspokajają w centrach handlowych, ale są i tacy, którzy przywiązali się do okolicznych kupców i nie zrezygnują z zakupów u nich. Ja sama chodzę do osiedlowego sklepiku, mimo że supermarket mam niedaleko. Ale do osiedlowego kupca się przywiązałam i tam lubię robić zakupy – odpowiada Elżbieta Kil.
Kierownik Referatu Działalności Gospodarczej wskazuje także, że problemem kupców z Manhattanu jest również brak chęci do inwestowania i działania. Poza tym, jeżeli wiedzą, że w każdej chwili, z zachowaniem terminu wypowiedzenia, mogą być zmuszeni do opuszczenia tego terenu, powinni już zacząć szukać innego miejsca.

Legniccy kupcy mogliby być swoistą wizytówką miasta, gdyby tylko odpowiednio zagospodarować ów plac: inna nawierzchnia i drewniane kramy z pewnością zmieniłyby oblicze tego miejsca. Tu jednak pojawia się problem. Kupcy nie mają z czego finansować takiej inicjatywy, urząd miasta nie pomoże, bo to już nie jego teren, a prywatny inwestor z pewnością ma już inne plany co do tego miejsca.
O kłopotach drobnych handlarzy i ich coraz słabszej pozycji na rynku słyszymy nie od dziś. Z pewnością potrzebna jest im pomoc, bowiem są oni mniej konkurencyjni w stosunku do wielkich sieci handlowych. Sami kupcy nie mogą jednak tylko stać biernie i czekać na wsparcie. W handlu liczy się kreatywność i umiejętność przyciągnięcia uwagi klientów. To swoista dżungla, a - jak wiadomo - tutaj przetrwa tylko najsilniejszy.
Barbara Sielicka
b.sielicka@firma.bankier.pl


























































