Poniedziałkowe otwarcie na europejskich giełdach przyniosło dość czytelny podział na kraje bezpośrednio uwikłane w spór dyplomatyczny wokół Grenlandii oraz resztę kontynentu. Inwestorzy wyraźnie wyprzedają akcje na rynkach państw, które wysłały swoje kontyngenty wojskowe na północ, podczas gdy kraje pozostające poza konfliktem notują znacznie łagodniejsze spadki.


Inwestorzy z niepokojem zareagowali na nową odsłonę wojny handlowej wytoczonej przez Donalda Trumpa. Nowe cła, nałożone przez USA są odpowiedzią na wysłaniem na Grenlandię niewielkie grupy żołnierzy w ramach ćwiczeń „Arctic Endurance” przez osiem państw UE. Indeksy giełd z państw, kóre w ćwiczeniach nie biorą udziału - w tym Polska - radziły sobie relatywnie lepiej.
Źródłem poniedziałkowych spadków na europejskich giełdach była weekendowa zapowiedź amerykańskiego prezydenta. Donald Trump ogłosił na platformie Truth Social plan nałożenia 10-procentowych taryf celnych na import z ośmiu europejskich państw (m.in. Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii). Cła, które mają wejść w życie 1 lutego, są karą za wysłanie żołnierzy na Grenlandię w ramach ćwiczeń „Arctic Endurance”. Co więcej, Trump zagroził podniesieniem stawek do 25 proc. w czerwcu, o ile kraje te nie sfinalizują z USA umowy „zakupu wyspy”.
Giełdy buntowników z wyboru
Największa presja podażowa dotknęła rynki skandynawskie oraz kluczowe gospodarki strefy euro, które biorą udział w ćwiczeniach pod wodzą Danii. Kwadrans przed godziną 10.00 w Kopenhadze indeks OMX Copenhagen 25 nurkował o 2 proc., będąc jednym z najsłabszych na kontynencie. Niewiele lepiej wyglądała sytuacja w Helsinkach, gdzie HEX tracił 1,56 proc., oraz w Sztokholmie, gdzie tamtejszy OMX Stockholm zniżkował o 1,47 proc.
Nerwowo jest w reszcie Europy. Paryski CAC 40 tracił 1,23 proc., a niemiecki DAX osuwał się o 1,02 proc., przy czym jeszcze mocniej, bo o ponad 1,8 proc., przeceniane były mniejsze spółki z indeksu SDAX. Holenderski AEX notował spadek rzędu 0,87 proc. Stosunkowo najspokojniej na tym tle wygląda sytuacja w Londynie, choć i tamtejszy FTSE 100 świecił na czerwono, ale tracąc 0,4 proc.
GPW i reszta radzą sobie relatywnie lepiej
Na tym tle giełdy państw, które nie zdecydowały się na wysłanie wojsk na Grenlandię, wykazują się dużą odpornością i radzą sobie relatywnie lepiej, unikając głębokiej wyprzedaży. W Warszawie indeksy tracą znacznie mniej niż u zachodnich partnerów – szeroki WIG zniżkował o 0,4 proc., a WIG20 o 0,53 proc.
Relatywną siłę wykazywała rynki południowe i środkowoeuropejskie. Węgierski BUX utrzymywał spadki na ograniczonym poziomie (0,5 proc.). Hiszpański IBEX 35 tracił 0,63 proc. Z kolei austriacki ATX był nawet na lekkim plusie (0,1 proc.) co w obliczu ponad dwuprocentowych spadków w Danii czy blisko dwuprocentowych przecen w Niemczech (SDAX), rysowało dość wyraźny kontrast, z którego wyłamywał się jednak włoski FTSE MIB. Włochy swoich żołnierzy nie wysłały jednak flagowy indeks giełdy w Mediolanie tracił przeszło 1,6 proc.
Trzeba jednak zaznaczyć, że premier Włoch Giorgia Meloni nazwała w niedzielę „błędem” groźbę prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczącą nałożenia ceł na przeciwników jego planu zajęcia Grenlandii, i dodała, że przedstawiła mu swoje stanowisko w tej sprawie. „Uważam, że nałożenie dziś nowych sankcji byłoby błędem” – powiedziała premier Giorgia Meloni dziennikarzom podczas wizyty w Seulu.
Czy to kolejne TACO?
Warto zauważyć, że eskalacja napięć nastąpiła w momencie, gdy rynki znajdowały się na rekordowych lub blisko rekordowych poziomów, co naturalnie także wzmacniało presję w kierunku realizacji zysków i przepływu kapitału do klasycznych bezpiecznych przystani, jak metale szlachetne, których ceny w poniedziałek biły kolejne rekordy.
„Wykorzystywanie gróźb taryfowych w ramach sojuszu to rodzaj szoku zaufania, który może prowadzić do wyższej premii za ryzyko. Napięcia wokół Grenlandii wskazują na głębszą linię podziałów geopolitycznych niż ubiegłoroczne spory” – oceniła Charu Chanana, główna strateg ds. inwestycji w Saxo Markets, cytowany przez PAP.
Mimo agresywnej retoryki Waszyngtonu, część ekspertów studzi emocje. Patryk Pyka, dyrektor w DI Xelion, zauważył, że inwestorzy zdążyli już przywyknąć do stylu negocjacji Donalda Trumpa, który zazwyczaj zaczyna od mocnego uderzenia.
Nadzieją dla rynków jest rozpoczynające się Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Obecność prezydenta USA oraz europejskich przywódców może stać się okazją do deeskalacji napięć. Niektórzy stratedzy liczą na powtórkę schematu nazwanego sarkastycznie „TACO” (Trump Always Chickens Out), sugerując, że po serii gróźb amerykański lider może ostatecznie pójść na ustępstwa.
W poniedziałek nie ma sesji na Wall Street z uwagi na dzień Martina Luthera Kinga, więc nie będziemy mogli śledzić reakcji rynku kasowego na wydarzenia z weekendu. Notowania kontraktów terminowych na tamtejsze indeksy sugerują jednak niepokój inwestorów. Futures na S&P500 traciłu w granicach 1 proc., kontrkaty na Nasdaq100 zniżkowały jeszcze więcej bo o około 1,3 proc. Futures na średnią przemysłową Dow Jones tracił 0,8 proc.

























































