W trakcie weekendu rozmowy pomiędzy greckim rządem a przedstawicielami prywatnych wierzycieli zostały przerwane bez osiągnięcia porozumienia. Nieoficjalnie mówi się, że banki zgodziły się umorzyć 70% sumy pożyczek i zadowolą się obietnicą oddania pozostałych 30% za 30 lat. Ale podobno Grecy dodatkowo zażądali 10-letniej karencji odsetek i śmiesznie niskiego oprocentowania w późniejszym okresie.
Właściwie tylko ta informacja mogła doprowadzić do giełdowego tąpnięcia. Ale nic takiego się nie stało. Po lekko spadkowym przedpołudniu zarówno WIG20 jak i główne indeksy europejskie zabarwiły się na zielono. Euro wyraźnie zyskało względem dolara, naruszając poziom 1,30 USD.
Tymczasem kolejne recesyjne wiadomości napłynęły z realnej gospodarki. Styczniowy indeks nastrojów francuskich menedżerów zaskoczył ekonomistów, obniżając się z 94 pkt. do 91 pkt. oddalając się od 100 punktów wyznaczających granicę poprawy koniunktury. Już nawet państwowy instytut statystyczny prognozuje, że Francja znalazła się w recesji.
Ale prawdziwie złe wiadomości miała szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Christine Lagarde ostrzegała, że sytuacja jest krytyczna i wymaga podjęcia wspólnych działań. W tym celu potrzebne jest zwiększenie zasobów MFW, który pożycza pieniądze krajom znajdującym się na skraju niewypłacalności.
Jednakże nadzieje związane z popołudniowym spotkaniem ministrów finansów krajów eurolandu okazały się silniejsze od obaw pesymistów. WIG20 zakończył dzień wzrostem o 0,2%, kosmetycznie poprawiając swe miesięczne maksimum i mamiąc inwestorów widmem formacji podwójnego dna.
Tej niezbyt interesującej sesji towarzyszyły stosunkowo niskie obroty oraz spore różnice w zachowaniu poszczególnych blue chipów. Podczas gdy walory Bogdanki, Lotosu i PKO BP zyskiwały po 3-4%, to akcje PBG i TP przeceniono po 2%.
K.K.



























































