Chory młody człowiek zbliża się do wielkiego czerwonego automatu MedBox. Wkłada do niego pieniądze i pokazuje receptę. Po chwili otrzymuje lek na jaskrę. Z zadowoleniem wraca do domu i rozpoczyna kurację marihuaną. Ta technologiczna hipokryzja przez pewien moment warta była 2 mld dolarów. Czy inwestorzy w USA uwierzyli, że legalny dystrybutor narkotyków zarobi krocie po legalizacji marihuany w niektórych stanach, czy może sami leczą się na jaskrę?
![]() |
| źródło: medbox.com |
Dawniej konopie indyjskie na szeroką skalę wykorzystywano do produkcji lin okrętowych, wykorzystywano w medycynie, płacono nią podatki, robiono z niej ubrania oraz papier. Innymi słowy była to użyteczna roślina, którą człowiek uprawiał przez tysiące lat. Niemniej jest to roślina o właściwościach narkotycznych i w związku z tym została zakazana. Nadal można ją legalnie uprawiać dla celów przemysłowych i medycznych, ale jest to działalność ściśle kontrolowana przez państwo.
Wszystko wskazuje na to, że prohibicja na marihuanę powoli się kończy. Posiadanie niewielkiej ilości tego narkotyku dozwolone jest w wielu krajach, m.in. w Czechach i Holandii. W USA już 17 stanów pozwala na posiadanie marihuany, ale tylko w celach medycznych lub "rekreacyjnych". Ostatnio stosowne przepisy wprowadzono w Colorado.

źródło: bloomberg.com
Inwestorzy też palą
Prawdopodobnie na gruncie dobrego klimatu do zmian pewna amerykańska spółka chwilowo została wyceniona przez inwestorów na 2 mld dolarów. MedBox to firma, która od lat produkuje automaty do sprzedaży na ulicy marihuany w celach leczniczych. Można ją kupić tylko za okazaniem recepty, a całą transakcja jest nagrywana. Innymi słowy, to swoisty "bankomat", który wydaje marihuanę. Kioski tego typu umieszczane są w ośrodkach opieki, aptekach i u alternatywnych sprzedawców leków. Produkowana na potrzeby MedBox-u marihuana jest objęta ścisłą kontrolą.
Gdy w połowie listopada MedBox zadebiutował na giełdzie, nikt nie spodziewał się, że kurs jego akcji wzrośnie pięćdziesięciokrotnie. Początkowo zarząd wyceniał firmę na nieco ponad 40 mln dolarów, a jedną akcję kosztowała 4 dolary. Optymistycznie zakładano, że wzrośnie on do ok. 10 dolarów za akcję. Tymczasem inwestorzy zareagowali z dużo większym entuzjazmem. 13 listopada MarketWatch opublikował raport mówiący o tym, że sektor medyczny związany z marihuaną jest dojrzały do inwestowania.
W środę 14 listopada za jedną akcję płacono już ponad 40 dolarów, a dzień później ponad 5 razy więcej. Sytuacja wyglądała tak, jakby tworzyła się nowa "narkotykowa bańka". Jednak już w piątek kurs dramatycznie obniżył się do 20 dolarów za akcję. Zarząd MedBox apelował do inwestorów, aby ci nie kupowali akcji ich spółki. Po pierwsze dlatego, że nie jest tyle warta, a ponadto wskazywali, że rynek na razie nie ma większych szans na rozwój z uwagi na ścisłą kontrolę państwa. MedBox sprzedaje marihuanę jako lek, który wydawany jest na receptę. Uprawa konopi indyjskich w celach "rekreacyjnych" wciąż jest nielegalna. Trudno przewidywać, że liczba chorych potrzebujących "skręta" zwiększy się lawinowo.
Z pewnością nie na tyle, by kapitalizacja spółki osiągnęła poziom 2,2 mld dolarów (to mniej więcej tyle ile warta jest Jastrzębska Spółka Węglowa). Niemniej wyniki finansowe MedBoxu cieszą oko - w 3 kwartale osiągnęła rekordowo wysokie przychody na poziomie 1,3 mln dolarów. Analitycy przewidują, że w 2014 roku wyniosą one łącznie ok. 24 mln dolarów, a zysk przed potrąceniami (EBITDA) wyniesie ponad 10 mln dolarów.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl


























































