„Jak się dowiedzieliśmy, nowy fundusz TFI Investors zamierza zebrać od inwestorów ok. 100 mln zł. Będzie miał charakter zamknięty, a zapisy na jego udziały zaczną się ok. połowy maja. Jeden certyfikat inwestycyjny ma kosztować 1 tys. zł. Fundusz nie będzie inwestował bezpośrednio na rynku nieruchomości, lecz za pieniądze inwestorów kupi akcje wybranych firm notowanych na giełdzie w Sofii lub Bukareszcie. Nie tylko z branży budowlanej, choć Grzegorz Mielcarek z TFI Investors przyznaje, że to obecnie najatrakcyjniejszy segment gospodarki Bułgarii i Rumunii. Zamiary drugiego przyszłego debiutanta - nieruchomościowego funduszu TFI KBC - owiane są jeszcze mgłą tajemnicy” czytamy w Gazecie Wyborczej.
„Nieruchomościowi powiernicy to ostatnio prawdziwy hit. W Polsce działa już osiem funduszy inwestujących mniejszą lub większą część pieniędzy w mieszkania, powierzchnie handlowe lub akcje giełdowych spółek budowlanych. Zebrały w sumie już ponad 3 mld zł” wskazuje Gazeta Wyborcza.
Nieruchomościowe fundusze mają zwykle charakter zamknięty, wyjątkiem jest ING Budownictwo i Nieruchomości. Zapisywać się na certyfikaty można tylko w określonym czasie, a największe ryzyko związane jest z koniecznością zamrożenia pieniędzy na kilka lat, ponieważ w międzyczasie może przyjść załamanie rynku. Fundusze nieruchomości działają mniej więcej przez 8-10 lat i certyfikaty wykupują od uczestników dopiero w momencie likwidacji funduszu. Oczywiście jest możliwość kupna certyfikatów na giełdzie, ale oferowana za nie cena jest zwykle niekorzystna.
Więcej informacji na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, a artykule Macieja Samcika „1000 zł na domy w Rumunii i Bułgarii”



























































