
Źródło: SXC
W świetle tych wydarzeń wyłonił się spór pomiędzy Eurometalem a Polimeksem ukazujący brutalne praktyki, jakie są stosowane wobec małych i średnich firm. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z sytuacją, w której branżowe molochy wykorzystują swoją pozycję do nadużyć?
Walka Dawida z Goliatem
Eurometal to spółka, która była jednym z podwykonawców Polimeksu i na przestrzeni 2010 roku wykonywała palowanie pod budowany wiadukt. Teraz Eurometal żąda od Polimeksu zapłaty zaległych 600 tys. zł i składa wniosek o upadłość giganta. Polimex w komunikacie prasowym broni się przed zarzutami i tłumaczy, że odstąpił od umowy z Eurometalem w związku z niewywiązywaniem się z terminów oraz niesatysfakcjonującą jakością wykonywanych robót. Dodaje, że w latach 2011 i 2012 podejmowano próby ugodowego rozstrzygnięcia sporu, lecz zostały one odrzucone przez przedstawicieli Eurometalu.
W opublikowanym dziś oświadczeniu prasowym Eurometal przedstawia opinię Politechniki Gdańskiej i kategorycznie zaprzecza, że prace nie zostały wykonane w założonym terminie lub były niewystarczającej jakości. W ocenie zarządu umowa została wypowiedziana celowo i cały proceder miał skutkować poprawieniem wyników na nierentownych kontraktach. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że 29 listopada kierownictwo Polimeksu wpisało w dzienniku budowy, iż z uwagi na warunki atmosferyczne wstrzymuje prace, po czym 22 grudnia wypowiedziało umowę spółce Eurometal.
| »Polimex-Mostostal: wnioskowi o upadłość nie został nadany bieg w sądzie |
Budowlany „chleb powszedni”?
„Jest to typowa praktyka dużych firm dążących do uzyskania dodatnich wyników finansowych” - możemy przeczytać w dalszej części oświadczenia podpisanego przez dyrektora generalnego Eurometalu, Marcina Maliszczuka. Proceder miał polegać na doszukaniu się najmniejszego uchybienia ze strony podwykonawców, a następnie wypowiedzeniu im umowy bez wypłacenia należnych środków. Gigant miał następnie oferować ugodę i zapłatę połowy należnych świadczeń licząc, że spółka będzie wolała odzyskać choć część pieniędzy, aniżeli ryzykować zarówno pieniądze jak i czas poświęcony długotrwałym procesom sądowym.
Eurometal nie zamierza się jednak poddać i poszedł z Polimeksem „na noże” – złożył wniosek o upadłość „Goliata”. Wierząc informacji prasowej autorstwa Polimeksu, wnioskowi nie został nadany bieg ze względu na istotne braki formalne. Eurometal odbija jednak piłeczkę i obiecuje, że jeżeli rzeczywiście istnieją takie braki formalne, niezwłocznie uzupełni dokumenty.
W załączonej do oświadczenia Eurometalu korespondencji nie brakuje ostrych słów. „Zmuszeni jesteśmy twierdzić, że nie orientuje się Pan co się dzieje na Pana budowach albo ma Pan nieprecyzyjne informacje” - pisze w jednym z listów do dyrekotra zatrudnionego w Polimeksie Marcin Maliszczuk, dyrektor ds. realizacji Eurometalu. Dalej możemy również przeczytać o „nieudolności” i "celowym niewywiązaniem się z umowy".
Polimex poproszony przez Bankier.pl o ustosunkowanie się do oświadczenia Eurometalu przedstawił własną wersję wydarzeń. Według firmy, terminem ukończenia zlecenia miała być data 12.09.2010 r., jednak podwykonawca nie był w stanie ukończyć projektu w tym czasie. "Po upływie uzgodnionego terminu, wykazując dobrą wolę, uzgodniliśmy z podwykonawcą nowy termin zakończenia robót do 08.10.2010 r. Niestety również ten termin nie został przez Eurometal dotrzymany" - wyjaśnia Paweł Szymaniak, dyrektor Biura Komunikacji i Promocji Polimeksu. W ostateczności umowa została wypowiedziana 22 grudnia 2010 roku, około trzy miesiące po terminie realizacji.
Jedno jest pewne: zarząd Polimeksu ma nóż na gardle. Sytuacja spółki jest bardzo ciężka i przy długach sięgających poziomu 2,5 mld złotych ociera się o upadłość. Pomocną dłoń podał spółce rząd – poprzez Agencję Rozwoju Przemysłu oraz PKO BP. W świetle sporu z Eurometalem taka pomoc wydaje się jeszcze bardziej kontrowersyjna – czy spółka podejrzana o stosowanie opisanych wyżej praktyk i tym samym skazująca mniejsze przedsiębiorstwa na straty a nawet bankructwo zasługuje na pomoc? O tym, czy rzeczywiście doszło do nadużyć, zdecyduje niezawisły sąd.
Marcin Świerkot
Analityk Bankier.pl




























































