Rząd zamierza obciążyć składkami do ZUS część umów-zleceń. W teorii ma to przynieść ok. 400 mln zł dodatkowego dochodu do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zmianie ulegnie tzw. zbieg tytułów do ubezpieczenia. Składki zapłacą też członkowie rad nadzorczych. Koniec składkowego eldorado prawie na pewno oznacza wzrost bezrobocia.
Nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych zakłada, że osoby posiadające kilka umów-zleceń nie będą mogły korzystać z tzw. zbiegu tytułów do ubezpieczenia. Obecnie jest tak, że jeśli ktoś wykonuje zlecenia na podstawie kilku umów, to zwykle płaci składki do ZUS od umowy opiewającej na najniższą kwotę.
Od pozostałych pobiera się wtedy tylko podatek. Dochodziło do takich paradoksów, że dana osoba posiadająca dwie umowy – jedną na 500 zł, a drugą na 5 tys. zł – składki do ZUS odprowadzała tylko od tej pierwszej. Teraz ma się to zmienić. Umowy będą sumowane, a podstawą wymiaru składek ma być wartość minimalnego wynagrodzenia, czyli 1680 zł brutto.
Druga rewolucja to obciążenie składkami do ZUS osób, które otrzymują wynagrodzenie z tytułu zasiadania w radach nadzorczych. Rząd szacuje, że mamy w Polsce 60 tys. takich osób, które nierzadko mają wysokie dochody, ale nie odprowadzają od nich składek na ubezpieczenia społeczne.
ReklamaZobacz także
W sumie zmiany te mają przynieść ok. 400 mln zł dodatkowego dochodu do ZUS, a także zabezpieczyć przyszłość emerytalną osób, które będą tymi składkami obciążone. Skutki jednak mogą być odwrotne do zamierzonych.
Prędzej zatrudni na czarno, niż zapłaci składki
Z badań przeprowadzonych na zlecenie ZPP wynika, że 30% przedsiębiorców po wprowadzeniu tych zmian zmniejszy wynagrodzenie lub zatrudnienie w swoich firmach. Blisko 13% zaoferuje swoim pracownikom pracę na czarno, a ponad 21% zamierza zoptymalizować podatkowo pracowników poprzez zatrudnianie tylko tych, którzy zdecydują się na otwarcie własnej działalności gospodarczej. Mniej niż 3% deklaruje zmianę ich umów na umowy o pracę.
Na podstawie umów cywilno-prawnych pracuje w Polsce ponad 800 tys. osób. Zwykle wybierają oni tę formę zatrudnienia (lub wybierana jest ona za nich) ze względu na duże koszty związane z obciążeniami odprowadzanymi do ZUS. Umowy cywilno-prawne są po prostu tańsze od umów o pracę. Ponadto są bardziej elastyczne.
Można odnieść wrażenie, że rząd nie dostrzega tej prostej zależności – ludzie uciekają od umów o pracę, bo ta na wstępie obciążona jest podatkami wynoszącymi ok. 41% kwoty, którą pracodawca musi przeznaczyć na jednego pracownika. Problem popularności umów cywilno-prawnych by nie istniał, gdyby zmniejszono te obciążenia do rozsądnej wysokości.
60 tys. osób może stracić pracę
Ze składkami do ZUS od umów cywilno-prawnych związany jest także inny kłopot, na który uwagę zwraca PKPP Lewiatan. Zbyt krótkie vacatio legis, które w tym wypadku ma wynosić tylko 3 miesiące, może doprowadzić do paraliżu wielu przedsiębiorstw, które nie będą wstanie tak szybko przygotować się do zmian zwiększających koszty ich działalności. Długoterminowe kontrakty np. na ochronę lub sprzątanie zostaną rozwiązane z dnia na dzień, bo ich dalsze wykonywanie stanie się nieopłacalne. Taką możliwość dają przepisy Kodeksu cywilnego.
Tysiące ludzi straci pracę – z szacunków PKPP Lewiatan może to być nawet 60 tysięcy osób, a to oznacza wzrost bezrobocia rejestrowego o ok. 0,4 pp. Stąd apel nie tyle o wstrzymanie się od obciążenia składkami tych umów, ale wydłużenia vacatio legis do minimum roku.
Walka z umowami śmieciowymi to walka z wiatrakami. Nie da się całkowicie wyeliminować ich z życia gospodarczego, bo w wielu przypadkach są one korzystne dla pracowników i pracodawców. Rząd niezwykle dużą wagę przywiązuje do zabezpieczenia dochodów wielu ludzi na starość, ale prawie całkowicie bagatelizuje ich obecną sytuację finansową. Tylko poważna reforma Kodeksu pracy, cięcie wydatków budżetowych oraz zmniejszenie składek na ubezpieczenia społeczne może doprowadzić do radykalnego obniżenia stopy bezrobocia, a tym samym – wzrostu dochodów większości społeczeństwa. Wbrew pozorom budżetowi państwa też wyszłoby to na dobre.
Łukasz Piechowiak


























































