Obyś żył w ciekawych czasach – mówi przysłowie (przekleństwo?), którego autorstwo przypisuje się Chińczykom. Mijający miesiąc pod względem „chińskim” jest z całą pewnością jednym z najciekawszych w historii. Do gospodarczo-dewaluacyjno-giełdowego galimatiasu doszła jeszcze kwestia sprzedaży obligacji. Amerykańskich obligacji.


„Chiny sprzedają amerykańskie obligacje” – to konstytutywne dla niemal każdego scenariusza finansowej apokalipsy/ekonomicznego przebiegunowania świata trafiło na czołówki mainstreamowych mediów.
Jak donosi Bloomberg, powołując się na anonimowe „osoby bliskie całej sprawie” w tym miesiącu Chińska Republika Ludowa znacząco obniżyła stan posiadania obligacji rządu USA. Celem tej operacji było pozyskanie dolarów potrzebnych na obronę juana po dewaluacyjnym szoku sprzed dwóch tygodni.
Zobacz także
Sprzedaż miała dokonywać się zarówno bezpośrednio, jak i przez pośredników z Belgii i Szwajcarii. Co ciekawe, jeden z rozmówców Bloomberga stwierdził, że rząd w Pekinie poinformował o swoich działaniach Waszyngton.
Skala sprzedaży nie została oficjalnie ujawniona – pierwsze wskazówki otrzymamy najwcześniej w połowie października miesiąca, kiedy amerykański Departament Skarbu poda dane o stanie posiadania zagranicznych wierzycieli. Z ostatnich danych (za czerwiec ) wynika, że Chiny wciąż były największym zagranicznym posiadaczem amerykańskiego długu (1,271 mld dolarów). Do kwoty tej należy doliczyć 200 mld dolarów z kwoty przypisywanej Belgii – powszechnie już uważa się, że Chińczycy prowadzą operacje również za pośrednictwem firmy brukselskiej firmy Euroclear.
Według szacunków banku Societe Generale, w ostatnich dwóch tygodniach Chiny sprzedały aktywa o wartości przynajmniej 106 mld dolarów. To kwota niewielka w porównaniu z ogromem chińskich rezerw (3,65 bln dolarów na koniec lipca), lecz odpowiadająca zmniejszeniu stanu posiadania amerykańskich obligacji (Chiny+Belgia w danych Departamentu Stanu) z ostatnich 7 miesięcy.
























































