W 2020 r. chińska branża złota stanęła na głowie. Import królewskiego metalu spadł niemal do 0, a eksport kilkukrotnie wzrósł. W efekcie po raz pierwszy od lat Chińczycy sprzedawali więcej kruszcu za granicę, niż stamtąd sprowadzali.


W kwietniu do Chin sprowadzono z zagranicy niespełna 5 ton złota, a miesiąc później nieco ponad 3 tony - wynika z danych tamtejszego urzędu statystycznego. W obu przypadkach to o ponad 95 proc. (!) mniej niż rok wcześniej. W ciągu pierwszych 5 miesięcy 2020 r. do Państwa Środka trafiło 119 t (większość zapewne w styczniu), czyli zaledwie 1/4 tego, co w analogicznym okresie roku poprzedniego.
Równocześnie gwałtownie wzrosła sprzedaż złota za granicę. Łącznie eksport wyniósł blisko 33 t, a w samym kwietniu i maju odpowiednio: niespełna 19 t i prawie 5 t. W obu tych miesiącach był zatem wyższy niż import do Chin.
Jest to sytuacja bezprecedensowa w najnowszej historii rynku złota za Murem. Od lat występowała tam zdecydowana dysproporcja między importem a eksportem - Chińczycy wyraźnie więcej metalu sprowadzali, niż sprzedawali za granicą, byli nie tylko największym producentem, ale i konsumentem złota na świecie. W latach 2017-19 import przekroczył 3750 t, a eksport raptem 53 t, był zatem 70-krotnie wyższy.
Apetyt Chińczyków na złoto słabł już w zeszłym roku. Wówczas przyczyn doszukiwano się m.in. w:
- gwałtownym wzroście cen złota (w drugiej połowie roku było o ok. jedną czwartą droższe niż w pierwszej, do czego przyczyniła się zwyżka cen surowca oraz osłabienie juana),
- spadku tempa wzrostu dochodów do najniższego poziomu w tym stuleciu,
- wzroście kosztów życia za Murem, ograniczającym możliwość oszczędzania,
- administracyjnych ograniczeniach importu złota za Mur czy
- mniejszej płynności na chińskim rynku finansowym.
Jednak w tym roku doszło do prawdziwego załamania importu. Czy powyższe czynniki również mogą za tym stać? Pandemia koronawirusa doprowadziła do pogłębienia niektórych z nich: ceny złota jeszcze wzrosły, a dochody setek milionów Chińczyków spadły.
Z drugiej strony mieszkańcy kraju za Murem w obliczu kryzysu zaczęli uważniej oglądać każdego juana, a władze podjęły starania w celu zwiększenia płynności na rynku finansowym. Więcej pieniędzy powinno zatem trafiać na rynek złota, bezpiecznej i stabilnej przystani, szczególnie atrakcyjnej w ciekawych czasach.
Być może przeważyły czynniki duszące popyt, wśród których warto wspomnieć jeszcze o znów przyspieszających cenach nieruchomości - ulubionego aktywa inwestycyjnego za Murem.
Być może to podaż została zduszona przez ograniczenie produkcji i transportu bądź niechęć do sprzedaży złota. Zadziałać mogła też niewidzialna ręka państwa - tak jak to było choćby w ubiegłym roku, gdy Pekin administracyjnie ograniczył import złota. Dlaczego? Żeby powstrzymać odpływ kapitału z Chin, potencjalnie zagrażający stabilności finansowej kraju. W I kwartale Państwo Środka odnotowało deficyt na rachunku bieżącym, więc władze mogły się poczuć nieco zagrożone. Z drugiej strony opublikowane nieco później dane wskazują na umykający władzom napływ kapitału za Mur w tym okresie (po 6 latach regularnej, cichej ucieczki).
Ciekawostka:
— Maciej Kalwasiński (@MKalwasinski) June 25, 2020
W I kwartale, po raz pierwszy od 6 lat, kapitał nie wyciekał po kryjomu z Chin, a wręcz przeciwnie - płynął za Mur. pic.twitter.com/X5lPXEq227
Zapewne zatem gwałtowne zmniejszenie importu złota do Chin jest efektem obniżenia popytu (wynikającego ze spadku dochodów, odbicia cen nieruchomości i spowolnienia inflacji) na żółty metal przy ciągłej sporej podaży (lata wysokiej produkcji krajowej i importu netto).






















































