Po szalonym rajdzie z początku lipca chińskie byki znalazły się w odwrocie. W środę akcje w Szanghaju i Shenzhen taniały najmocniej od dnia koronawirusowej korekty.


Shanghai Composite stracił dziś 4,5 proc., jego bliźniak z Shenzhen 5,4 proc., a zrzeszający największe spółki z obu parkietów CSI300 4,8 proc. Najmocniej zniżkował technologiczny Chinext, który poszedł w dół aż o 5,9 proc. Były to najmocniejsze spadki na chińskich giełdach od 3 lutego, gdy inwestorzy wrócili na parkiet po świątecznej przerwie i musieli się zmierzyć z rozwojem epidemii koronawirusa.
Chińskie walory traciły dziś już po raz czwarty w ciągu ostatnich pięciu dniu. Wcześniej rynek był rozgrzany do czerwoności rynek - podczas kilkudniowego rajdu na początku lipca zyskał kilkanaście procent przy bardzo wysokich obrotach.
Gwałtowny wzrost zaniepokoił władze, które podjęły próbę schłodzenia entuzjazmu inwestorów (m.in. poprzez media czy działania regulatora rynku), by zapobiec powtórce z lat 2014-15, gdy na chińskich giełdach pęczniała i pękła bańka spekulacyjna. Dziś dodatkowo w największą gwiazdę tamtejszych parkietów - producenta słynnego baijiu Kweichow Moutai - uderzył państwowy People’s Daily. "Alkohol jest przeznaczony do picia, a nie spekulacji czy korupcji" - cytuje rządowe chińskie medium Bloomberg. Akcje tąpnęły o niemal 8 proc.
Wzrostom nie sprzyja również ponowny wzrost napięcia na linii Waszyngton-Pekin. Spadki w ostatnich dniach mogą być również przejawem realizacji zysków po szalonym rajdzie. Nie muszą koniecznie oznaczać końca hossy - Pekin wolałby, żeby wyceny giełdowe stopniowo rosły, co poprawi nastroje Chińczyków i zachęci ich do zwiększenia wydatków. Na razie konsumpcja wciąż kuleje i spowalnia odradzającą się po kryzysie gospodarkę. Może się oczywiście okazać, jak nie raz bywało, że władze "przedobrzyły" - operacja się udała, pacjent zmarł - i byki nieprędko wrócą na rynek.
Maciej Kalwasiński























































