Ceny aluminium, które we wrześniu sięgnęły najwyższego poziomu od ponad dziesięciu lat, mogą w najbliższym czasie się ustabilizować. Spadki cen nie są raczej oczekiwane. Istotnym czynnikiem, mającym wpływ na wzrost notowań aluminium w ostatnim czasie jest m.in. obawa o podaż metalu w Chinach - wskazują analitycy. Oceniają, że notowane na GPW spółki, które korzystają z surowca, mogą mieć trudności z utrzymaniem marż, nawet przy podniesieniu cen swoich produktów.
![Ceny aluminium raczej nie spadną. Prawdopodobnym scenariuszem stabilizacja [Analiza]](https://galeria.bankier.pl/p/2/6/744c2ab1d84ae6-948-568-0-32-995-597.jpg)
![Ceny aluminium raczej nie spadną. Prawdopodobnym scenariuszem stabilizacja [Analiza]](https://galeria.bankier.pl/p/2/6/744c2ab1d84ae6-948-568-0-32-995-597.jpg)
"Analizując ryzyka podażowe oraz biorąc pod uwagę silny popyt branży budowlanej oraz elektroenergetycznej (OZE) na aluminium trudno doszukiwać się powodów, dla których mielibyśmy obserwować spadki notowań w perspektywie przynajmniej do końca roku” – powiedział PAP Biznes analityk Trigon DM Łukasz Rudnik.
"Notowania aluminium w ostatnim czasie dynamicznie zwyżkowały, a na początku bieżącego tygodnia sięgnęły poziomu 3 tys. USD za tonę po raz pierwszy od 2008 roku. Zwyżka ta wynikała przede wszystkim z obaw o podaż aluminium w Chinach" - oceniła analityk surowcowy DM BOŚ Dorota Sierakowska.
Jej zdaniem, reakcja inwestorów na doniesienia z Chin była nerwowa i chociaż na razie fundamenty rynkowe nie uzasadniają spadków cen, w kolejnych tygodniach ceny aluminium mogą już dążyć do stabilizacji.
"Potencjał do zwyżek jest coraz mniejszy, zważywszy na fakt, że jesteśmy już blisko historycznych maksimów z 2008 r." - dodała Sierakowska.
Notowania aluminium na LME są na poziomie najwyższym od ponad dziesięciu lat. W połowie września cena metalu wynosiła ok. 2,9 tys. USD za tonę, czyli od początku roku wzrosła o ok. 46 proc.
W raporcie z 13 września Moody’s ocenił, że ceny większości metali mogą przekroczyć historyczne poziomy, ale w 2022 r. prawdopodobne jest wygasanie tempa wzrostu cen surowców. Eksperci spodziewają się, że ceny aluminium pozostaną podwyższone co najmniej do połowy 2022 r.
Z kolei w opublikowanym pod koniec sierpnia raporcie Goldman Sachs podniósł cenę docelową w horyzoncie 3/6/12-miesięcznym dla aluminium do odpowiednio: 2,8 tys./3 tys./3,2 tys. USD za tonę.
Zdaniem analityka Trigon DM, można wyróżnić kilka kluczowych czynników zarówno podażowych, jak i popytowych, które wpływały w ostatnim czasie na notowania aluminium. Wśród podażowych – w jego ocenie - warto zwrócić uwagę na pucz wojskowy w Nowej Gwinei, ograniczenia dostaw prądu w Chinach oraz możliwe cięcia produkcji aluminium, czy cła eksportowe na metale produkowane w Rosji.
Istotny rozwój sytacji na rynku aluminium w Chinach
W ocenie analityków, jednym z głównych czynników, mających wpływ na niedawne wzrosty cen aluminium, są restrykcje związane z koniecznością ograniczenia zużycia energii w Chinach.
"W ostatnich tygodniach Chiny narzuciły ograniczenia na huty w prowincji Yunnan, odpowiadającej za około 10 proc. produkcji aluminium w Państwie Środka. Restrykcje są związane z koniecznością ograniczenia zużycia energii, bowiem huty we wspomnianej prowincji zużywały jej wyraźnie więcej niż średnia dla całego kraju. Według firmy Antaike, do sierpnia produkcja aluminium w Yunnanie została zmniejszona już o milion ton" - poinformowała Sierakowska.
Analityk Trigon DM zwrócił uwagę na koszty nośników energii elektrycznej (węgiel energetyczny, gaz) oraz ograniczenia w dostawach prądu w Chinach, które pojawiają się w ostatnich tygodniach na skutek niedoborów węgla energetycznego.
"Dla przykładu, do produkcji 1 tony aluminium pierwotnego zużywa się ok. 14 MWh energii elektrycznej. (...) W Chinach koszt energii elektrycznej dla przemysłu wynosi 0,635 CNY/kWh (ok. 100 USD/MWh), co implikuje koszt energii elektrycznej potrzebnej do wyprodukowania 1 tony aluminium pierwotnego na poziomie 1.400 USD/t" - powiedział analityk.
Ponadto - jak dodał - Chiny borykają się obecnie ze zmniejszoną podażą węgla, co wpływa na ograniczenia w dostawach prądu dla przemysłu w niektórych prowincjach, a branża obawia się potencjalnych inspekcji w hutach aluminium, które mogłyby wpływać na ograniczenie produkcji tak, jak ma to miejsce w przypadku sektora stalowego.
Rudnik wyjaśnił, że jest to związane z wysoką emisją CO2 na tonę - podczas gdy w przypadku stali poziom ten wynosi ok. 2 t CO2, w produkcji aluminium jest to ok. 12 t CO2.
"Jeżeli Chiny zdecydują się nałożyć na sektor aluminiowy ograniczenia produkcyjne, będziemy mieli do czynienia z dalszą zwyżką cen tego surowca, ponieważ niedobory wewnętrzne będą uzupełnione importem" - ocenił analityk Trigon DM.
"Na rynku aluminium mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Aluminium jest kluczowym surowcem, potrzebnym w transformacji energetycznej – ale jednocześnie, huty aluminium zużywają duże ilości energii. Istnieje tu więc pewne sprzężenie zwrotne, z którym Chiny próbują sobie obecnie poradzić. Chociaż na razie produkcja jest ograniczana, to warto pamiętać, że podaż aluminium jest łatwa do zwiększenia, gdyby pojawiła się taka potrzeba" - powiedziała analityk DM BOŚ.
Zdaniem Sierakowskiej, rozwój sytuacji na rynku aluminium w Chinach będzie miał nadal duże znaczenie.
"Rozwój sytuacji w Chinach pozostaje na pierwszym planie. Niemniej, oczywiście oprócz samych decyzji chińskich władz, istotne będą również poziomy zapasów aluminium, które w ostatnim czasie zniżkowały, oraz perspektywy dotyczące rozwoju gospodarczego na świecie" - dodała.
Na ceny wpływają czynniki podażowe, jak i popytowe
Wśród czynników podażowych – w ocenie Łukasza Rudnika z Trigon DM - warto zwrócić uwagę także m.in. na pucz wojskowy w Nowej Gwinei.
"W ubiegłym tygodniu na rynek dotarła informacja o dokonaniu puczu wojskowego w Nowej Gwinei, która jest drugim co do wielkości producentem boksytu, z którego produkuje się tlenek glinu, a następnie aluminium pierwotne” – powiedział analityk.
"Według doniesień medialnych produkcja w tamtejszych kopalniach oraz załadunki w porcie odbywają się normalnie i nie wpływa to obecnie na zakłócenia podażowe, jednak nie można wykluczyć takiego scenariusza w przyszłości, pod co mogą grać inwestorzy finansowi” – dodał.
Rudnik wskazał, że roczna produkcja boksytu w Nowej Gwinei wyniosła w ubiegłym roku ok. 82 mln ton, co przy globalnej produkcji 371 mln ton daje ok 22-proc. udział w rynku. Dodał, że szacuje się, że ok. 5 ton boksytu jest potrzebne do produkcji 1 tony aluminium pierwotnego, co oznacza, że surowiec pochodzący z Nowej Gwinei pozwala na produkcję ok. 13,5 mln ton aluminium pierwotnego. Chiny z kolei importują rocznie ok. 110 mln ton boksytu, z czego 47 proc. pochodziło w ubiegłym roku właśnie z Gwinei.
Innym czynnikiem podażowym, istotnym w rozpatrywaniu wzrostu cen, mają być wprowadzone przez Rosję w sierpniu i mające obowiązywać do końca 2021 r. cła na eksport metali. Dla aluminium cło eksportowe zostało ustalone na poziomie 15 proc., ale nie mniej niż 254 USD/t.
"Rosja produkuje rocznie ok. 3,9 mln ton aluminium pierwotnego, co - biorąc pod uwagę 65,3 mln ton światowej produkcji, w tym 37,3 mln ton produkcji w Chinach - stanowi 6 proc. udziału w światowej produkcji i 14 proc. w światowej produkcji poza Chinami. Prawdopodobnie tamtejsi producenci będą chcieli przerzucić cło eksportowe przynajmniej częściowo na swoich odbiorców" - powiedział Rudnik.
W jego ocenie, czynniki podażowe wspierały notowania aluminium na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy, natomiast wzrosty notowań w pierwszym półroczu wynikały z rosnącego popytu branży budowlanej, motoryzacyjnej, czy przemysłu elektrycznego, które odpowiadają za 25 proc., 23 proc. i 12 proc. globalnego wykorzystania aluminium.
Poza tym, aluminium niekiedy bywa stosowane jako substytut przez producentów kabli i przewodów - i to właśnie dywergencję pomiędzy cenami metali analityk Trigon DM wskazał jako inny czynnik wpływający na ceny aluminium w pierwszym półroczu 2021 r.
"Cena miedzi na początku roku była czterokrotnie wyższa niż w przypadku aluminium, natomiast w latach 2015-2019 współczynnik ten wynosił pomiędzy 3-3,25x. Ok. 8 proc. aluminium sprzedawane jest w postaci kabli i przewodów, natomiast wyroby płaskie walcowane stanowią 33 proc., wyroby wyciskane 32 proc., odlewy 21 proc. Obecnie od strony popytowej w dalszym ciągu widzimy duże wsparcie z sektora budowlanego oraz branży elektroenergetycznej (OZE). Wartość inwestycji zapowiedzianych przez China State Grid (chiński odpowiednik naszego PSE) w ciągu pięciu najbliższych lat ma wynieść 900 mld USD, czyli o ok. 50 proc. więcej niż w poprzedniej 5-latce. Spółka podkreślała, że część inwestycji w przesył będzie bazować na przewodach aluminiowych" - powiedział Rudnik.
Analityk ocenił, że z dużym popytem mamy do czynienia również w przypadku branży automotive, ale producenci zmagają się jednocześnie z problemami z dostępnością komponentów.
"Pomimo dużego popytu i długich backlogów producentów, przeważają problemy z dostępnością głównie półprzewodników, dlatego w UE poziom produkcji motoryzacyjnej pozostaje o ok. 20-25 proc. niższy niż w 2018 r., czy 2019 r. O skali problemów w tym zakresie świadczy chociażby fakt, że w weekend Toyota zwiększyła skalę cięć wrześniowej produkcji do 430 tys. pojazdów wobec 360 tys. oczekiwanych jeszcze w połowie poprzedniego miesiąca" - dodał.
Marże Alumetalu i Grupy Kęty pod presją
Spółkami z GPW, których działalność związana jest z aluminium są m.in. Grupa Kęty i Alumetal.
"Mając obraz globalnej sytuacji i trendów na rynku aluminium można zastanowić się nad perspektywami dla polskich spółek przemysłowych z tego obszaru. Zarówno Grupa Kęty, jak również Alumetal, będą mieć do czynienia w najbliższym czasie z rosnącymi cenami energii elektrycznej oraz gazu" - ocenił Łukasz Rudnik.
Analityk przypomniał, że dla Grupy Kęty aluminium pierwotne stanowi koszt, jednak w przypadku segmentu wyrobów wyciskanych spółka ma możliwość przeniesienia wzrostu cen na klienta. Ryzyko spadku marży obejmuje natomiast portfel zamówień w segmencie systemów aluminiowych.
"W przypadku segmentu systemów aluminiowych portfel zamówień wynosi 3-6 miesięcy, w tym okresie portfel ten jest narażony na ryzyko spadku marży, zanim będzie możliwość przeniesienia rosnących ceny aluminium w nowych kontraktach. Na chwilę obecną klienci akceptowali wprowadzane przez spółkę podwyżki w związku z wysokim popytem na wyroby końcowe. Należy jednak pamiętać, że główny konkurent Grupa Norsk Hydro jest w pełni zintegrowany pionowo (produkcja boksytu, tlenku glinu, aluminium pierwotnego i wyrobu końcowego) i korzysta głównie z energii pochodzącej z elektrowni wodnych, co poprawia jego konkurencyjność na rynku" - powiedział.
Rudnik zauważył, że historycznie Grupa Kęty dokonywała zakupu wlewek aluminiowych w Rusalu, więc tutaj istnieje ryzyko wzrostu cen aluminium na skutek ceł eksportowych w Rosji.
"Zatem jeżeli lider rynkowy, jakim jest Norsk Hydro przestanie podwyższać ceny wyrobów finalnych, konkurenci również będą mieć ograniczone pole w tym zakresie" - dodał analityk.
Alumetal z kolei, którego odbiorcą są głównie klienci z branży automotive, nie kupuje aluminium pierwotnego, ale złom aluminiowy. Jego cena jest jednak w pewnym stopniu skorelowana z notowaniami giełdowymi - jeśli cena pierwotnego aluminium idzie w górę, to złom też sprzedawany jest drożej.
Jak ocenił analityk Trigon DM, wyższa cena złomu w kolejnych miesiącach oznacza, że spółka będzie musiała przerzucić ten wzrost w cenie na klienta, by utrzymać marże benchmarkowe. Ponadto, pomimo sygnalizowanego przez branżę motoryzacyjną dużego popytu, problemy produkcyjne związane z półprzewodnikami sprawiają, że realizowane odbiory stopów aluminiowych w danym kwartale mogą być niższe niż początkowo zakładano kwartał wcześniej, w związku z czym trudne może być osiągnięcie 60 tys. ton sprzedaży kwartalnej w perspektywie do końca roku.
"Pamiętajmy, że baza pierwszego półrocza 2021 r. jest bardzo wysoka - spółki miały na magazynie tańszy surowiec, odradzał się popyt, a nie wszyscy konkurenci zdążyli uruchomić w pełni moce produkcyjne, więc Alumetal, czy Grupa Kęty mogły realizować bardzo dobre marże. Nawet przy podniesieniu cen przez spółki nie uda się pewnie utrzymać ich w perspektywie drugiego półrocza" - dodał Rudnik.
Dominika Antoniak (PAP Biznes)
doa/ osz/
























































