Grudniowe kontrakty na ropę crude zakończyły wtorkowe notowania na poziomie 47,37 dolara za baryłkę, czyli 1,72 dolara poniżej poniedziałkowego zamknięcia. Jest to kurs o 14% niższy, niż ustanowiony niedawno na poziomie 55,67 USD rekord wszechczasów. W Londynie kurs baryłki ropy brent spadł o 2,21 dolara do poziomu 43,71 dolara.
Tegoroczna hossa cen ropy wymusiła na kartelu OPEC wzrost wydobycia surowca do granic możliwości. Odbudowała się także produkcja koncernów wydobywających ropę w Zatoce Meksykańskiej. Wcześniej była ona tam ograniczona z powodu kilku huraganów, jakie przeszły nad Zatoką w lecie. Dało to pozytywny efekt w postaci odbudowy nadwątlonych wcześniej zapasów tego surowca. Amerykański Urząd ds. Energii w ciągu ostatnich sześciu tygodni sygnalizował kolejne wzrosty zapasów ropy. Analitycy oczekują, że także środowy raport (10 XI) przyniesie informacje o kolejnym wzroście zapasów. W reakcji na to fundusze typu hedge pozamykały swoje długie pozycje na ropie.
Analitycy uważają jednak, że ceny ropy mogą ponownie zacząć rosnąć, jeśli będą podstawy do przewidywania, że tegoroczna zima będzie ostra. Niskie temperatury spowodują bowiem wzrost popytu na ropę w USA, Niemczech i Japonii.
M.D.



























































