W Mińsku w niedzielę odbyła się demonstracja pod hasłem "Marsz Nowej Białorusi". Na placu Niepodległości w centrum miasta zebrały się tłumy protestujących z biało-czerwono-białymi flagami.


„Przecież ona nie jest twoja” – plakat z takim hasłem nieśli młodzi ludzie w centrum Mińska. Chodzi im o Białoruś. „Jest nasza!” – mówią.
To nawiązanie do słów prezydenta, który zapowiedział, że „Białoruś jest nasza, ukochana, a ukochanej się nie oddaje”.
Onkolodzy Białorusi mieli z kolei transparent z napisem: „Raka należy usunąć”. Co do tego, co mają na myśli, nikt tu nie ma wątpliwości. „Odejdź! Odejdź” i „Niech żyje Białoruś!” – brzmi na całe centrum Mińska.
More than 250K already at the Independence square in Minsk! It’s more than in 1990 when people protested for Independence.
— Franak Viačorka (@franakviacorka) August 23, 2020
Belarus will be free. pic.twitter.com/cUKTIKuKqo
"Marsz Nowej Białorusi" ma te same postulaty, co rekordowy kilkusettysięczny protest w Mińsku w ubiegłą niedzielę – uwolnienie więźniów politycznych i wszystkich zatrzymanych w czasie protestów, dymisja prezydenta Łukaszenki, przeprowadzenie nowych wyborów.
Milicja wielokrotnie wzywała uczestników do rozejścia się, tłumacząc, że akcja jest nielegalna, jednak tłum reagował na te apele gwizdami.
Centrum miasta było otoczone przez dziesiątki ciężarówek przewożących siły OMON i wojska wewnętrzne. Na obrzeżach placu Niepodległości rozmieszczono również armatki wodne i samochody ze zwojami drutu kolczastego.
Przed rozpoczęciem demonstracji MSW skierowało do obywateli komunikat z apelem, by nie uczestniczyli w masowych akcjach. Komendant stołecznej milicji przekazał, że posiada informacje o przygotowywanych prowokacjach.
Z komunikatem wystąpiło także ministerstwo obrony. Resort oświadczył, że biało-czerwono-białe flagi to symbol kolaborantów z okresu II wojny światowej.
„Nie możemy patrzeć spokojnie, jak pod flagami, pod którymi faszyści organizowali masowe mordy Białorusinów, Rosjan, Żydów, innych narodowości, dzisiaj organizowane są akcje w tych świętych miejscach (miejscach pamięci z okresu II wojny światowej – PAP). Nie możemy do tego dopuścić!” – oświadczono w komunikacie resortu obrony.
„W przypadku naruszenia porządku i spokoju w tych miejscach – będziecie mieć do czynienia nie z milicją, lecz z armią” – napisano.
Ok. godz. 15.30 (14.30 w Polsce) w internecie pojawiło się wezwanie do uczestników protestu, by ruszyli marszem w kierunku hotelu Planeta. Znajduje się on naprzeciw Obelisku – pomniku Mińska Miasta-Bohatera, upamiętniającego II wojnę światową.
Łukaszenka z bronią w ręku przyleciał do swojej rezydencji w Mińsku
Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka przyleciał w niedzielę wieczorem helikopterem do swojej rezydencji w Mińsku. Na nagraniu udostępnionym w serwisie Telegram widać szefa państwa ubranego w kamizelkę kuloodporną i niosącego broń.
Nagranie zamieścił kanał prowadzony przez służbę prasową prezydenta - Puł Pierwogo. "Łukaszenka godzinę temu przyleciał na miejsce wydarzeń. Do Pałacu Niepodległości! Prezydent ma na sobie kamizelkę kuloodporną. W rękach - automat" - napisano.
O nagraniu informuje też np. portal TUT.by. Jak podano, prezydent "idzie z automatem w rękach po terenie Pałacu Niepodległości". Mówi też "zostań" i pyta "nikogo tam już nie ma, tak?" - czytamy.
Александр Лукашенко не улетел, а прилетел! Да еще и в каком обличии! Видео: Пул первого pic.twitter.com/GqlgihK4iA
— МБХ Медиа (@MBKhMedia) August 23, 2020
Agencja Interfax-Ukraina zwraca uwagę, że automat jest bez magazynku.
W pobliżu siedziby szefa państwa trwał w niedzielę masowy protest, którego uczestnicy domagali się uwolnienia więźniów politycznych i wszystkich zatrzymanych w czasie protestów po niedawnych wyborach prezydenckich, dymisji Łukaszenki, przeprowadzenia nowych wyborów.
TUT.by relacjonuje, że w Mińsku zaczął gorzej działać internet. Cytowany przez ten portal operator A1 wyjaśnił, że "w związku z zapewnieniem bezpieczeństwa narodowego" na żądanie władz ograniczono przepustowość sieci 3G na terytorium niektórych regionów Mińska.
Rzeczniczka Łukaszenki: Prezydent nie zamierzał uciekać
Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka nie zamierzał uciec z Pałacu Niepodległości; przebywał tam ze swoimi dziećmi – poinformowała w niedzielę wieczorem rzeczniczka głowy państwa Natalja Ejsmant.
„Tak jak obiecał, prezydent nie zamierzał nigdzie uciekać z Pałacu Niepodległości, gdzie przebywa ze swoimi dziećmi” – oświadczyła Ejsmant. Jej wypowiedź opublikował prowadzony przez służbę prasową kanał Puł Pierwogo w komunikatorze Telegram.
Wcześniej opublikowano tam nagranie, na którym prezydent ubrany w kamizelkę kuloodporną i trzymając w dłoni automat (bez magazynku) wysiada ze śmigłowca. Na innym filmie wychodzi przed Pałac Niepodległości, gdzie w poprzek ulicy ustawili się funkcjonariusze OMON i pojazdy wojskowe Rubież ze specjalnymi rozkładanymi osłonami, służące do rozpędzania demonstracji. „Poradzimy sobie z nimi! Jesteście zuchami!” – mówił prezydent do funkcjonariuszy.
Według Ejsmant „uczestnikom mitingu, którzy zamierzali dokonać swego rodzaju szturmu na pałac, nie starczyło odwagi”. „Szybko się odwrócili i pobiegli w przeciwnym kierunku” – oświadczyła.
W istocie uczestnicy demonstracji podeszli i około godziny stali naprzeciwko funkcjonariuszy. Potem się rozeszli.
Ejsmant potwierdziła, że Łukaszence towarzyszył jego 15-letni syn Mikałaj. Na zdjęciach widać go w kamuflażu i trzymającego w ręku karabin maszynowy.
Według szacunków niezależnych mediów w mitingu i marszu w niedzielę mogło uczestniczyć nawet 200 tys. ludzi.
Marsz protestu bez doniesień o interwencji milicji
Wielotysięczny miting i marsz protestu odbył się w niedzielę bez interwencji milicji - nie ma informacji o zatrzymaniach.
❗️Priviet Belarus ⚪️🔴⚪️✌️ #StandWithBelarus #NowaBiałoruś #Belarus Protestujący pokojowo ludzie naprzeciw uzbrojonych oddziałów wojska i milicji pic.twitter.com/3yO8VPrUru
— ✌️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ ⭐️⭐️⭐️ (@propeertys) August 23, 2020
Uczestnicy manifestacji wcześniej zebrali się na placu Niepodległości i przeszli do hotelu Planeta.
Na Prospekcie Zwycięzców, prowadzącym do Pałacu Niepodległości, rozmieszczono kilkanaście samochodów MSW i siły specjalne milicji OMON, które blokują przejście.
Według szacunków mediów niezależnych liczba uczestników protestów mogła przekroczyć 100 tys. Najbardziej śmiałe szacunki mówią nawet o 200 tys. ludzi.
Muzeum wojny i pomnik Miasta-Bohatera chronione przez siły bezpieczeństwa
Pomnik Mińska Miasta-Bohatera i muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w centrum Mińska zostały otoczone szczelnym kordonem żołnierzy oraz zasiekami z drutu kolczastego.
W kierunku znajdującego się obok pomnika hotelu Planeta zmierza obecnie kolumna protestujących mieszkańców Mińska.
Wcześniej na placu Niepodległości w centrum Mińska zgromadziło się co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi, domagających się m.in. dymisji prezydenta Alaksandra Łukaszenki, nowych wyborów i zwolnienia więźniów politycznych. Wcześniej ministerstwo obrony oznajmiło w komunikacie, że w przypadku protestów w miejscach pamięci narodowej do akcji wkroczy wojsko, a nie milicja. Według resortu obrony protest pod „kolaboranckimi” biało-czerwono-białymi flagami uwłacza pamięci narodu białoruskiego, który poniósł ogromne straty w czasie II wojny światowej.
Biało-czerwono-biała flaga nawiązuje do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego i prób utworzenia niepodległego państwa białoruskiego w 1918 r. W czasie okupacji niemieckiej rzeczywiście była używana przez siły kolaborujące z III Rzeszą. Na początku lat 90. flaga narodowa była flagą państwową. Z inicjatywy Aleksandra Łukaszenki zmieniono ją na flagę nawiązującą do BSRR (Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej) - w kolorze czerwono-zielonym.
30+ km "Freedom chain" in solidarity with Belarus from Vilnius downtown to Belarus border is about to start. Famous people, including former and current presidents of Lithuania, will join. pic.twitter.com/BVSDsVlQKV
— Franak Viačorka (@franakviacorka) August 23, 2020
Ławrow: Na Białorusi są siły, które chcą zrealizować scenariusz ukraiński
Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow oświadczył w niedzielę, że na Białorusi są siły, które próbują sprowokować tam rozlew krwi i zrealizować scenariusz ukraiński. Zdaniem szefa rosyjskiej dyplomacji na Białorusi widać oznaki unormowania sytuacji.
"Widoczne są oznaki normalizacji sytuacji, które są bardzo ważne, ale też wiemy, że nie wszystkim to się podoba" - powiedział minister. Zapewnił, że "istnieją ci, którzy chcą nurt pokojowy, którym obecnie przebiega rozwój wydarzeń na Białorusi, uczynić siłowym; sprowokować krew, przekierować wszystko na scenariusz ukraiński".
Moskwa - dodał Ławrow - ma pytania dotyczące formowania Rady Koordynacyjnej opozycji białoruskiej. W szczególności, zdaniem Rosji, w skład tej Rady weszli ludzie, którzy negatywnie odnoszą się do rozwijania Państwa Związkowego Białorusi i Rosji.
Szef MSZ Rosji zarzucił kandydatce w wyborach prezydenckich na Białorusi Swiatłanie Cichanouskiej, że choć opuściła swój kraj, to nadal wygłasza oświadczenia polityczne, jego zdaniem "dość ostre".
Cichanouska - dodał - żąda kontynuowania strajków i protestów. Ławrow zwrócił też uwagę, że Cichanouska coraz częściej wypowiada się w języku angielskim. Jego zdaniem oznacza to, że "adresat - być może główny adresat - znajduje się na kierunku zachodnim" i że może to być próbą przekonania krajów zachodnich, by nadal zwracały uwagę na sytuację na Białorusi.
Według Rosji "nadzwyczaj perspektywiczny" jest dialog na temat reformy konstytucji Białorusi. Ławrow powiedział, że taką propozycję składał podczas swoich ostatnich spotkań w zakładach pracy prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka.
Białorusi "nie trzeba narzucać żadnych recept" - zapewnił minister. Jednocześnie powiedział, że Rosja chce być przydatna dla Białorusi.
Powtórzył, że Moskwa uważa obecną sytuację za "wewnętrzną sprawę" sąsiedniego kraju. "Nie będziemy przeciwni żadnej decyzji, jaką podejmą władze białoruskie w kwestii dialogu ze swą ludnością" - oświadczył.
"Ale kiedy Zachód mówi, że skuteczne będzie tylko pośrednictwo z udziałem krajów zachodnich, to wszyscy mają świeżo w pamięci, jak to wyglądało na Ukrainie, gdzie pośrednictwo zachodnie skutkowało tym, iż nasi partnerzy okazali się niezdolni do porozumienia" - dodał.
Szef MSZ Rosji wypowiadał się w niedzielę na młodzieżowym forum edukacyjnym. Tego dnia w Mińsku trwa marsz z udziałem co najmniej kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy wciąż protestują przeciw oficjalnym wynikom wyborów prezydenckich z 9 sierpnia br.
Z Mińska Justyna Prus (PAP)
just/ akl/

























































