

„Jako prezes mam dbać o spółkę, jej rozwój i jej akcjonariuszy” – takimi słowami zakończył prezes Ozon swoją wypowiedź dotyczącą nacisków na jego osobę związanych z zaangażowaniem pieniędzy z JSW. To bardzo ważne słowa, sam prezes zaznaczył bowiem wcześniej, że w jego opinii ani inwestycje w cementownie, ani w Polimex nie mieszczą się w strategii spółki. I w pełni należy mu tutaj przyznać rację. Jego zadaniem jest bowiem pilnowanie założeń wspomnianej strategii, a nie angażowanie się w polityczne projekty. To z tego powinien być rozliczany.
Jeżeli więc prezesa Ozona rzeczywiście wyrzuci się za próbę obrony interesów JSW – a więc realizowanie swoich obowiązków – będzie to mocny sygnał dla akcjonariuszy mniejszościowych. Akcjonariuszu, zarząd JSW nie jest od tego, by podnosić wartość JSW, a od tego, by realizować polityczne cele. Owszem, można zarobić na ruchach notowań spółki, z inwestowaniem w wartość nie ma to jednak nic wspólnego, to nie bowiem o budowanie wartości w Jastrzębskiej chodzi. A o politykę.
JSW mogłaby te pieniądze zainwestować w rzeczy przybliżające ją do realizacji strategii, bądź podnoszące wydajność. Innym pomysłem byłoby zwiększenie funduszu, który ma służyć na zabezpieczenie spółki w razie dekoniunktury. To byłoby budowanie wartości. Ewentualnie mogłaby wypłacić dywidendę, to bowiem robi poważna duża spółka wówczas, gdy ma nadmiar gotówki. Tymczasem kompletnie nieuzasadniona strategią "inwestycja" wewnątrz holdingu (a tym byłoby zaangażowanie w Polimex) to praktyki z odmętów rynku, gdzie duży akcjonariusz kompletnie nie liczy się z mniejszym. Traktuje go tylko jako dawcę kapitału, który po "wydojeniu" jest mu tylko przeszkodą, a nie partnerem.
Tekst jest komentarzem do artykułu "»Polimeksowa« przecena akcji na JSW".




























































