„S&P500 wrócił z dalekiej podróży” – tak by pewnie skomentował wtorkową sesję znany polski komentator futbolu. Ale rynkowi cynicy powiedzieliby, że znów wygrała taktyka BTFD, w łagodnym tłumaczeniu znana jako „kupowanie na dołku”.


Powodów do wyprzedawania drogich amerykańskich akcji nie brakowało. Komisja Europejska odrzuciła plan włoskiego budżetu, zasiewając ziarno kolejnego kryzysu w strefie euro. Albowiem rząd Italii ani myśli zrezygnować z nieco samobójczego zwiększenia deficytu fiskalnego i długu publicznego. Włoskie obligacje, które ostatnio radziły sobie nadspodziewanie dobrze, dostały w kość. Rentowność italskich 10-latek we wtorek wzrosła o 10 punktów bazowych.
Na dodatek zacięła się niezawodna do niedawna korporacyjna maszyneria Stanów Zjednoczonych. Inwestorów mocno rozczarowały wieści z Caterpillara – akcje spółki przeceniono o 7,5%. Nie chodziło tu o same wyniki, lecz o słabszą od oczekiwań prognozę całorocznych zysków. Zarząd producenta ciężkiego sprzętu budowlanego narzeka bowiem na rosnące koszty materiałów i transportu. Same dodatkowe cła nałożone przez Trumpa w trzecim kwartale kosztowały spółkę 40 mln USD.
Przy takich informacjach napływających na rynek już po godzinie handlu indeks S&P500 zniżkował o przeszło 2%. Ale potem zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Stosujący prostą strategię BTFD (tj. kupuj, gdy spadło) wkroczyli do akcji i zaczęli podnosić indeksy. Nad kreskę nie udało się ich wyprowadzić, ale skala strat została mocno ograniczona.
S&P500 zakończył dzień utratą zaledwie 0,55%. Dow Jones stracił pół procenta, a Nasdaq poszedł w dół o 0,42%. Mamy zatem do czynienia z dość ambiwalentną sytuacją. Choć w trakcie dnia S&P500 był najniżej od maja, to finalne straty były niewielkie. Nie zmienia to jednak faktu, że była to piątka spadkowa sesja z rzędu w wykonaniu S&P500.
Krzysztof Kolany































































