[Aktualizacja 11.02, godz. 09:25] 30 tysięcy warszawiaków może spodziewać się w najbliższym czasie mało przyjemnego listu z magistratu. Będzie to informacja o konieczności zapłaty podatku - podaje Radio Zet.
W zeszłym roku ponad 30 tys. warszawiaków otrzymało z Urzędu Miasta dobrą wiadomość. Ze względu na trudną sytuację materialną lub osobistą ratusz umorzył im dług wobec miasta. Najczęściej dotyczyło to osób zalegających z niezapłaconym mandatem za jazdę bez biletu komunikacją miejską. Z takiej decyzji w 2016 roku mogło cieszyć się ponad 20 tys. warszawiaków.
Stołeczny magistrat dał powody do radości także trzem tysiącom najuboższych rodzin. Zostali objęci specjalnym programem, w którym ratusz anulował im połowę zaległego czynszu, a drugą połowę rozłożył na raty. Teraz wszyscy, którym umorzono dług, mogą spodziewać się kolejnej wiadomości z ratusza. Już mniej przyjemnej.
Zmiana interpretacji na niekorzyść podatnika
Pod koniec października zeszłego roku do miasta stołecznego wpłynęło pismo z
Ministerstwa Finansów zatytułowane „Zmiana interpretacji podatkowej”. Urzędnicy
resortu Mateusza Morawieckiego informują w nim, że „dłużnik zaoszczędził na wydatku, który musiałby zostać przez niego poniesiony,
gdyby nie umorzono mu długu. W wyniku
takiego świadczenia w majątku dłużnika nie pojawił się wprawdzie realny dochód,
ale zaoszczędzenie wydatków musi być
traktowane na równi z przyrostem majątku”. Podatnicy muszą więc
zapłacić podatek.
Wcześniejsza interpretacja resortu finansów z 2015 roku stwierdzała, że
umorzenie długu nie powoduje powstania przychodu, który powinien zostać opodatkowany. Jednak taką interpretację prawa podatkowego rok później resort uznał za
nieprawidłową.
MF: niech teraz proszą o umorzenie podatku
A chodzi o niemałe kwoty. W minionym roku stołeczny ratusz umorzył dłużnikom zaległości na kwotę 12 mln zł. Ich opodatkowanie może przynieść ponad 2 mln zł do budżetu państwa. Wydaje się jednak wątpliwe, czy pobieranie podatku od osób w trudnej sytuacji materialnej jest właściwe. Zwłaszcza, że nie doszło nawet do transferu jakichkolwiek pieniędzy.
Na tę kwestię w interpelacji do Ministerstwa Finansów zwrócił na uwagę poseł Marcin Kierwiński. Resort Mateusza Morawieckiego, odpowiedział posłowi w bardzo zaskakujący sposób. Sugeruje, by „podatnicy w złej sytuacji materialnej zwrócili się do organu podatkowego z wnioskiem o umorzenie tej zaległości podatkowej”. Sugestia ministerstwa bardzo zaskakuje. Czy dłużnicy, którzy teraz zaoszczędzą na umorzonym podatku przez organy podatkowe, znów będą musieli zapłacić podatek od tego, że teoretycznie ich majątek wzrósł? W myśl logiki pisma ministerstwa z zeszłego roku niestety tak.
Stołeczny Ratusz szacuje, że wysłanie deklaracji podatkowej PIT-8C do wszystkich osób, którym umorzono dług w 2016 roku, będzie kosztować miasto ćwierć miliona złotych - informuje radio Zet.
Ja nie mam nic. Ty nie masz nic. Ale musimy od tego zapłacić podatek
do urzędu skarbowego. Tak w skrócie wygląda logika interpretacji prawa
podatkowego według Ministerstwa Finansów. Logika mocno zaskakująca, w
myśl której zaoszczędzenie na wydatku powoduje wzrost naszego majątku.
Nie ma tu żadnego przepływu finansowego. Osoba nie przelewa długu na
konto ratuszu, bo jej na to nie stać. A miasto nie otrzymuje zaległości
na swoje konto. Umarza dług, bo rozumie trudną sytuację dłużnika. W
Polsce trzeba być jednak przygotowanym na zapłacenie słonego podatku od
słodkiej wiadomości, jaką jest umorzenie długu. Aż strach pomyśleć,
kiedy resort finansów dojdzie do wniosku, że kupno naszej ulubionej
czekolady w promocji to też zaoszczędzenie wydatku, który spowodował
wzrost majątku.
Wiceminister finansów Paweł Gruza poinformował, że planowane jest wydanie rozporządzenia o zaniechaniu poboru podatków od umorzonych czynszów oraz wprowadzenie rozwiązań ustawowych w tej sprawie od roku 2018.



























































