Wywiad: Własna firma uchroni przed wypowiedzeniem

Dla wielu prowadzenie własnej firmy pozostaje w sferze marzeń, choć są i tacy, którzy biorą sprawy w swoje ręce i rejestrują działalność. Zazwyczaj są to małe, jednoosobowe firmy, ale od czegoś przecież trzeba zacząć. Przyszli biznesmeni mają kilka możliwości pozyskania kapitału na start. Jedną z nich jest pomoc w postaci bezzwrotnej dotacji z Urzędu Pracy. O tym, czy warto się o nią starać, o „ludzkich” urzędnikach i plusach bycia na swoim, Twojej-Firmie.pl opowiada Weronika Łach, która dwa lata temu otworzyła własny salon fryzjerski w Legnicy.

Weroniko, na początek standardowe pytanie: dlaczego zdecydowałaś się na założenie własnej działalności?


Odpowiedź także jest standardowa: ponieważ nie mogłam znaleźć pracy. Miałam zrobioną szkołę fryzjerską, ale nie miałam stażu, dlatego też nikt nie chciał mnie przyjąć na stałe. Dorabiałam więc, pracując na czarno w jednym z legnickich salonów fryzjerskich.

Na własny salon namawiał mnie także znajomy moich rodziców. Posiadał lokal, który stał pusty. Teoretycznie miałam więc już miejsce na zakład. Poza tym, kiedy szłam do szkoły fryzjerskiej, to za punkt honoru postawiłam sobie stworzenie własnego salonu. Chociaż miałaby to być mała klitka, ale będę go miała.

Nawet na klitkę trzeba mieć pieniądze. Miałaś pomysł, skąd je wziąć?

Znajomi powiedzieli mi o dotacjach z Urzędu Pracy na rozpoczęcie własnej działalności. Poszłam, wzięłam wniosek i już wiedziałam, że nie mogę takiej szansy zmarnować. W końcu ktoś mi chciał dać pieniądze w prezencie, jak takiej sytuacji nie wykorzystać?

Wielu jej nie wykorzystuje, bo odstrasza ich widmo biurokracji. Jak Ty sobie poradziłaś ze stosem papierów?

Oczywiście potrzebowałam skompletować wszystkie dokumenty, jakich wymagał ode mnie Urząd Pracy. Oprócz wniosku musiałam złożyć m.in. biznesplan, projekt techniczny itp., ale nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że to była ogromna biurokracja. Więcej trudu sprawiało kombinowanie i myślenie, jak najlepiej uargumentować to, żeby otrzymać dotację.

Warto dodać, że ja składałam wniosek o dotację w bardzo korzystnym czasie. Pod koniec roku zostawała bowiem w PUP pula środków, która nie została wykorzystana. Urząd musiałby ją zwrócić, a w przyszłym roku dostałby dofinansowanie mniejsze o zwróconą kwotę. Więc urzędnikom także zależało na wydaniu tych pieniędzy.

Dużo minęło czasu od momentu złożenia wniosku o dotację do jej wypłaty?

Starania o dotację rozpoczęłam na przełomie października i listopada 2007 roku. 6 grudnia miałam natomiast komisję, która zadecydowała o przyznaniu mi dotacji. Pieniądze na koncie miałam już na początku styczniu 2008 roku. Zanim je jednak dostałam, musiałam dostarczyć weksle in blanco moich poręczycieli, którzy zobowiązali się do zwrotu dotacji w sytuacji, gdy nie utrzymam się rok na rynku i nie będę w stanie jej oddać samodzielnie.

Nie miałaś problemu ze znalezieniem poręczycieli?

Na szczęście zawsze mogę liczyć na rodzinę.

Znalazłaś  poręczycieli, otrzymałaś dotację, masz pieniądze na koncie i co dalej?

Jak to co? Zakupy! (śmiech) Aby otrzymać dotację, musiałam także dysponować wkładem własnym. Te środki poszły na kapitalny remont pomieszczenia i przystosowanie go do potrzeb salonu fryzjerskiego. Za pieniądze z dotacji kupiłam całe wyposażenie. Począwszy od luster i foteli, a skończywszy na pędzelkach i lakierach do włosów. Na wszystko musiałam oczywiście brać faktury, które następnie przedstawiałam w PUP. Faktury musiały trafić tam przed dniem otwarcia salonu.

O właśnie! W tym momencie mogę ponarzekać na biurokrację. Miałam bowiem problem z udokumentowaniem części zakupów. W zarysie projektu nie rozpisałam dokładnie wszystkich potrzebnych mi rzeczy. Miałam np.  napisane  „Meble, m.in. szafa, regał”. Ja natomiast potrzebowałam jeszcze komody, półek, kanapy itp. Tych rzeczy nie było jednak wymienionych, więc nie mogłam ich kupić za dotację.

I co zrobiłaś?

Stworzyłam aneks do umowy. Urzędniczki powiedziały mi, jak go napisać. Choć początkowo one same nie wiedziały, co w takiej sytuacji zrobić. Pamiętam, że przez trzy dni dzień w dzień chodziłam do PUP i dowiadywałam się, czy już coś wiadomo w mojej sprawie. Na szczęście okazało się, że mogę zrobić aneks. Musiałam w nim szczegółowo powymieniać, co jest mi potrzebne. Z jednego się cieszę, że nie kazały mi tak kosmetyków wypisywać. W późniejszym okresie dołączyłam jeszcze jeden aneks do umowy.

A czego on dotyczył?

W zarysie przedsięwzięcia należało wpisać szacowane przychody z działalności w pierwszym roku. Początkowo wpisałam tam abstrakcyjną sumę 95 tys. zł. W końcu trzeba było jakoś zachęcić urzędników do przydzielenia mi dotacji. Później wiedziałam jednak, że takiej sumy nie wyrobię, a to wiązałoby się z koniecznością zwrotu pieniędzy do PUP. Stworzyłam więc aneks, w którym zredukowałam planowane przychody do 25 tys. zł.

Mówisz, że miło wspominasz współpracę z urzędnikami. Mam rozumieć, że mogłaś liczyć na ich pomoc  w przechodzeniu przez cały proces starania się o dotację?

Jednocześnie ze mną o taką samą dotację starała się moja mama. Zakładała solarium. Nie ukrywam, że ona głównie szła na pierwszy ogień i kontaktowała się z urzędnikami. Jednak ani ja, ani ona nie miałyśmy złych doświadczeń z urzędnikami. Panie pracujące w PUP w Legnicy od początku do końca krok po kroku mówiły nam, co mamy teraz zrobić i gdzie się udać. To one podpowiedziały mi, żeby zrobić aneksy do umowy.

Wiesz, że w tym momencie obalasz stereotyp polskiego urzędnika, któremu nic się nie chce i tylko utrudnia petentom załatwianie spraw.

W moim przypadku było tak, że ja ich uważnie słuchałam, wiedziałam więc, co mam zrobić dalej. Urzędniczki mówiły mi: proszę iść tam, wypełnić to itp. One mnie kierowały, wskazywały mi nawet numer pokoju i mówiły, w których godzinach najlepiej tam iść, aby szybko i bez kolejki coś załatwić.

Wróćmy jednak do tematu pieniędzy. Czy brałaś pod uwagę inne źródło finansowania niż dotacja? Kredyt, pożyczka od znajomych?

Po pierwsze nie miałam żadnej pracy, nie dostałabym więc kredytu. Po drugie, mogłabym się zapożyczyć u rodziny i znajomych, ale czy miałam pewność, że będę miała później z czego oddać?

Ale dotację też byś musiała oddać...

Tak, ale gdybym nie utrzymała się na rynku. Natomiast zaciągając kredyt lub pożyczając pieniądze, zawsze musiałabym oddać cała sumę wraz z odsetkami w przypadku banku.

A w jakiej wysokości otrzymałaś dotację?

Dostałam 13 500 zł. Gdy starałam się o dotację, dla każdej branży przewidziana była maksymalna kwota, o jaką można się starać przy zakładaniu firmy. Dla salonu fryzjerskiego było to 13 200 zł. Jednak przed samą komisją okazało się, że zostają w PUP wolne środki i mogę zwiększyć kwotę do 13 500zł.

300 zł to raczej niewiele

Wiesz, 300 zł piechotą nie chodzi, a mogę za to kupić np. farby do włosów, półkę czy jakiś regał.

A jak wspominasz sam proces rejestrowania firmy?

Jeżeli podstępnie pytasz o biurokrację, to znów cię rozczaruje. Ja nie miałam takiego ciśnienia, aby założyć firmę w jeden dzień. Fakt, że musiałam odwiedzić kilka urzędów. Wizyty w nich rozłożyłam sobie jednak w czasie. Całe formalności zajęły mi tydzień. Nie pamiętam, abym gdziekolwiek napotkała jakieś kolejki. Urzędniczki mówiły mi, co i jak wypełniać. Praktycznie wypełniały dokumenty ze mną. Nie ukrywam, że byłam mile zaskoczona.

Czy napotkałaś jakąkolwiek trudność podczas zakładania firmy lub starania się o dotację?

Nie pamiętam niczego takiego. Jednak jeden epizod utkwił mi w pamięci. Otóż przed pójściem na komisję która decydowała o przyznaniu dotacji, miałam zadecydować, czy zostanę VAT-owcem. Napisałam, że nie. Jednocześnie w szacowanych dochodach miałam napisane ponad 50 tys. zł rocznie. Na szczęście komisja o nic nie pytała.

A o co pytała?


O to, co Ty na początku rozmowy: dlaczego chcę otworzyć własną działalność i dlaczego salon fryzjerski.

Tak na marginesie to kilka lat temu, jak szłam do szkoły fryzjerskiej, założyłam sobie pewną kolejność. Skończę szkołę, założę swój salon, znajdę męża, wezmę ślub i urodzę dziecko. I to będzie w tej, a nie innej kolejności. Pamiętam, że wszyscy się ze mnie śmiali. Wierzyli, że wyjdę za mąż i urodzę dziecko, ale nikt nie wierzył, że otworzę zakład fryzjerski.

W tym momencie mam 24 lata, ani faceta, ani dziecka w drodze, a salon prowadzę już dwa lata.

Brzmi to jak ogłoszenie matrymonialne: panna z posagiem. Zanim jednak „posag” stał się całkowicie Twoją własnością, urzędnicy musieli chyba sprawdzać, jak korzystasz z unijnych pieniędzy?

Oczywiście. Pierwszą kontrolę z PUP miałam po pół roku prowadzenia salonu. Urzędniczka sprawdzała głównie moje dochody, czy spełnię warunki umowy. Zrobiła także zdjęcia, aby udokumentować, że mam sprzęt, który zakupiłam za pieniądze z dotacji. Drugą kontrolę miałam w marcu 2009 roku. Przyszła ta sama urzędniczka, co poprzednio. Jeszcze raz spisała wszystko i dała mi protokół zakańczający, w którym napisała, że wypełniłam wszystkie warunki umowy.

Tobie udało się założyć własną firmę. Jest jednak grono, szczególnie młodych ludzi, którzy wahają się. Co byś im poradziła?

Jeżeli ktoś jest pewny swoich umiejętności i wie, że potrafi robić coś dobrze, to odpowiedź jest oczywista: zakładać własną firmę. Natomiast w sytuacji, gdy ktoś się obawia i ma spore wątpliwości, lepiej początkowo pójść do kogoś do pracy. Ja sama nie zdecydowałabym się na własną firmę, gdybym wcześniej nie pracowała w salonie fryzjerskim. Była to wprawdzie praca na czarno, ale zawsze to praca w zawodzie.

A jakie masz plany na przyszłość? Może kolejne salony?

Następny salon mam w planach, ale na razie w bardzo dalekich. To jest kolejny punkt na mojej liście, po urodzeniu dziecka. Na razie planuję pójść na kolejne kursy fryzjerskie. Muszę jednak znaleźć osobę do pomocy. Chcę się starać od dotację na stworzenie nowego miejsca pracy.

To może przy okazji wprowadzisz nowe usługi? Ostatnio w prasie można było przeczytać wywiad z właścicielką zakładu fryzjerskiego, w którym pracownice strzygą klientów ubrane tylko w bieliznę. Zdecydowałabyś się na taką innowację?

Ja bym się na to nie odważyła. Legnica to stanowczo za małe miasto na taką innowację. Tutaj fryzjer staje się okoliczną osobą publiczną. Przypomina mi się sytuacja, która zdarzyła się kilka miesięcy temu. Byłam na imprezie ze znajomymi w jednym z legnickich klubów. Przy barze spotkałam swojego stałego klienta, który ze zdziwieniem patrzył, jak odbieram swojego drinka. Więcej się u mnie w salonie nie pojawił. Przypadek?

Ale muszę powiedzieć, że sam pomysł strzyżenia w bieliźnie mi się podoba.

Masz jakieś rady dla tych, którzy planują założenie własnej działalności?

Zakładajcie własne firmy. Przynajmniej będziecie mieli pewność, że nikt nie wręczy wam wypowiedzenia.

Własna firma to nie tylko zyski, ale i obowiązki. Warto jednak być na swoim, tym bardziej,  że możemy pozyskać na to pieniądze. Poza tym, jak pokazuje przykład Weroniki z Legnicy, nie wszyscy urzędnicy są bezduszni i możemy liczyć na ich pomoc. Jeżeli Ty także starałeś się o dotacje i chcesz podzielić się z nami swoją historią, napisz do nas: interwencje@twoja-firma.pl.

Barbara Sielicka
Twoja-firma.pl

 

Barbara Sielicka

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 1 ~www.robertkiyosaki.p

Dowiedz się, jak sprawić, aby pieniądze pracowały dla ciebie i dlaczego nie musisz mieć bardzo wysokiej pensji, aby stać się zamożnym !! www.robertkiyosaki.pl

! Odpowiedz
1 1 ~Ppiskorowska

OO Weronika..swietny wywiad..mam nadzieje ze uda mi sie pojsc w twoim kierunku ;)
:***

! Odpowiedz
1 1 ~WERONIKA

Kto nie zaryzykuje ten nie zyska... Dlaczego odrazu zakładać ze coś się nie uda, ze będzie trzeba ją zawiesić, lub (o zgrozo!) zlikwidować??? Wielu ludziom brak odwagi... Moja mama zakładała firmę w tym samym czasie co ja, i też dostała dotacje... więc wiek moim zdaniem nie gra wielkiej roli... szukała pracy ładnych parę lat i co słyszała??? Że "my szukamy kogoś młodszeg", lub bardziej bezczelnie: "lepiej niech pani sobie szuka miejsca na cmentarzu, niż pracy"... zaryzykowała razem ze mną, i się udało!!!!

Jestem bohaterką tego artykułu, i powiem wam tylko tyle: KTO NIE RYZYKUJE TEN NIC NIE ZYSKA...
Serdecznie pozdrawiam, i DZIĘKUJE BASIU;)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 1 ~pot

A dodaj do tego jeszcze liczbe osob ktora wyemigrowala, to stopa bzrobocia bedzie wyzsza niz przed 2004 rokiem. I gdzie ten wzrost??

! Odpowiedz
0 1 ~JAW

To nie jest żaden sposób na bezrobocie, tylko na statystyki. Kiedy firma traci kontrahentów, albo nie przynosi zysków, jej właściciel nie zarabia jak bezrobotny, ale by takowym się stać musi przejść gąszcz biurokracji by firmę zlikwidować, albo zawiesić. W dodatku opisana sytuacja dotyczy ludzi młodych albo zaczynających działalność. Dostają ulgi i dotacje. Potem wpadają w normalny kierat i najczęściej przegrywają z większymi. Znam mnówtwo takich ludzi, zaś takich którym się udała zaledwie kilku. Zresztą wystarczy spojrzeć na liczby pokazujące bezrobocie. Jakoś ono rośnie, a nie maleje, więc sposób jest wyłącznie na wolniejszy wzrost, a nie likwidację

Pokaż cały komentarz !
Polecane
Najnowsze
Popularne