Dolina niesamowitości ma się dobrze

Malwina Wrotniak2020-11-13 06:00, akt.2020-11-13 07:54redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2020-11-13 06:00
aktualizacja
2020-11-13 07:54
Dolina niesamowitości ma się dobrze
Dolina niesamowitości ma się dobrze
/ Disney Research

Disney pokazał światu nowego robota ze spojrzeniem człowieka. Ludzkie, ale nie za bardzo - takie, zdaniem naukowców, powinny być nowo powstające maszyny. Jeśli granica zostanie przekroczona, biznes może polec w starciu z irracjonalnym strachem.

Potrafi gapić się na ciebie, jakby miał przejrzeć twoją duszę – pisał niedawno serwis technologiczny Gizmodo o nowym produkcie Disney Research. Gaze, bo tak nazwano robota, ma twarz na pierwszy rzut oka przypominającą ludzką, ale pozbawioną skóry. Najbardziej ludzkie w tej głowie jest spojrzenie – gałki oczne pokryte powiekami, pracują w dobrze nam znany sposób. Disneyowski robot z całkiem człowieczą szczęką, wykonuje oddechy, mruga i płynnie rusza głową. Jest na tyle realistyczny, że dostarcza rozmówcy osobliwego wrażenia kontaktu z obiektem, który myśli. Ten animatroniczny bohater, sterowany zza oka kamery, ma za zadanie dostarczać wrażeń w przyszłych produkcjach filmowych.

Piękne? Zdania są podzielone. Humanoidalne roboty mają swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. Niechęcią tych ostatnich zajęli się nawet naukowcy. Zasadne o tyle, że podczas gdy Gaze ma bawić, wiele tego rodzaju technologii ma pełnić utylitarne funkcje prospołeczne. Wcielą się w role fizycznego i mentalnego wsparcia dla osób starszych, mniej samodzielnych czy samotnych.

Jak człowiek, byle nie za bardzo

Już kilkadziesiąt lat temu wypracowano teorię, zgodnie z którą zaufanie do robotów zwiększa się wraz z mocniejszym upodobnianiem maszyn do ludzi, ale tylko do pewnego momentu. Robot nazbyt przypominający człowieka zaczyna budzić negatywne uczucia. Niepokój, a czasami odrazę.

Pojęcia „dolina niesamowitości” po raz pierwszy użył japoński inżynier Masahiro Mori w latach 70. XX wieku. Prowadził on w tamtych czasach badania reakcji ludzi na wygląd zewnętrzny robotów. W największym skrócie: ustalono wtedy, że roboty nazbyt przypominające ludzi wywołują u człowieka dyskomfort, czasami wręcz odrazę. Gdy podobieństwo w wyglądzie zewnętrznym zaczyna się robić zbyt duże, człowiek podświadomie dodaje do imitacji ciała człowieka także ludzki rozum, a to wywołuje dziwny dyskomfort i sympatia wobec takiej maszyny znacząco słabnie. Tym sposobem wpadamy w tzw. dolinę niesamowitości (ang. uncanny valley). Ilustruje to charakterystyczny wykres.

fot. / / Opracowanie własne Bankier.pl

Teoria Moriego, jak każda inna, ma swoich krytyków, ale opisane przez Japończyka zjawisko do dzisiaj jest punktem odniesienia w rozprawach o przyszłości humanoidów, czyli o stosunku, jaki mogą mieć do nich ich potencjalni użytkownicy. – Dolina niesamowitości to jeden z etapów naszego oswajania się z tym rodzajem technologii i jeden z elementów dyskusji o tym, jak będzie ostatecznie wyglądała relacja człowiek-technologia – tłumaczy Jowita Michalska, prezes Digital University, zawodowo zajmująca się wpływem technologii na ludzkie życie.

Relacje człowieka i robotów bada Agnieszka Wykowska, Polka pracująca we Włoskim Instytucie Technologii w Genui. W tym roku międzynarodowe media rozpisywały się o niej za sprawą wyników współprowadzonych badań opublikowanych w naukowym wydawnictwie „Science Robotics”. Zespołowi naukowców udało się zdiagnozować, że stosunek do robotów może być różny w zależności od sposobu, w jaki pracuje ludzki mózg. Wykorzystując badanie EEG można zatem z wyprzedzeniem wykryć, czy i jakie intencje (zupełnie mechaniczne czy jednak zbliżone do ludzkich) dana jednostka będzie przypisywała robotom. Ustalenie tego faktu może być pomocne na przykład w kontekście upowszechniania mechanicznych pomocników w zakładach opieki zdrowotnej, ale też uprzedzać biznesowe ruchy firm, które chcą zaaplikować „ludzkie” maszyny w domach konsumentów.

Jak tłumaczy polska naukowiec na łamach zagranicznych mediów: żyjemy w erze coraz większej obecności robotów i ważne, byśmy rozumieli ludzkie postawy wobec takich maszyn.

Humanoid z okładki

Zespół w Genui prowadził badania, wykorzystując do tego celu robota iCub. O maszynie z dziecięcą buzią, która miałaby naśladować ludzkie ruchy i wchodzić w interakcje z człowiekiem świat po raz pierwszy usłyszał w 2009 roku. Jako open-sourcowe rozwiązanie, metrowy iCub służy wielu naukowcom i do dziś pozostaje jedną z bardziej charakterystycznych maszyn „z ludzką twarzą”.

Od czasów, w których Reuters nazywał ten wynalazek „urzeczywistnieniem obrazów do tej pory znanych głównie z filmów science-fiction” minęło raptem kilkanaście lat. Dostatecznie dużo, by wydać na świat wiele nowych wydań maszyn na wzór człowieka.

Jednym z mówców podczas tegorocznej konferencji „Masters&Robots” była Sophia. Robot-kobieta, który może się pochwalić obywatelstwem Arabii Saudyjskiej. Najgłośniejsze dzieło hongkońskiej firmy Hanson Robotics wielokrotnie publicznie konwersowało ze znanymi personami (od Angeli Merkel po Willa Smitha), za każdym razem w podobnym stopniu zdumionymi, że rozmówca udziela odpowiedzi nie tylko autonomicznie, ale też na temat. Żeby za przekazem werbalnym podążał też wizualny, pod skórą Sophii umieszczono 24 czujniki, pracujące niezależnie nad produkcją jak najbardziej naturalnego wyrazu robo-twarzy.

fot. / / mastersandrobots.tech

– Sophia jako prowadząca na M&R panel dyskusyjny miała pokazać nam, że nasze życie będzie coraz bardziej przeplatać się z technologią, że będziemy z nią w dialogu – tłumaczy Jowita Michalska, organizatorka Masters&Robots. Jest personifikacją naszych marzeń o przyszłości sztucznej inteligencji – pisali organizatorzy konferencji o swoim krzemowym gościu. Faktycznie, Sophia uchodzi za przykład najbardziej zaawansowanych prac nad SI m.in. ze względu na wyjątkowe podobieństwo do człowieka, zdolność do imitowania ludzkich zachowań i prowadzenia całkiem ludzkiej konwersacji. Przetarła szlaki swoim następcom, już cztery lata temu trafiając na okładkę modowego magazynu „Elle”.

Sophia graces the cover of ELLE Magazine #Sophiarobot

Posted by Hanson Robotics Limited on Friday, December 2, 2016

Pamiętacie ostatni odcinek serialu „Black Mirror”, w którym znana piosenkarka wypuszcza do sprzedaży małego robota na własne podobieństwo, z zaszytą w środku sztuczną inteligencją, żeby fanki mogły mieć swoją idolkę przy sobie i przyjaźnić się z nią? W rzeczywistym świecie Sophia namawia do wydania 149 dolarów na „Małą Sofię”, niespełna 30-centymetrowego robota wzorowanego na… robocie-siostrze, który potrafi rozmawiać, poruszać się, śpiewać piosenki, grać w gry i opowiadać dowcipy, zmieniając przy tym wyraz twarzy zupełnie jak człowiek. „Jest ciekawa świata i chce, żebyś pomógł jej uczyć się nowych rzeczy. Możecie uczyć się razem”, przekonuje Sophia jako narratorka w materiałach towarzyszących zbiórce na platformie Indiegogo, kierowanych głównie do dziewczynek w wieku 8+. „Little Sophia” ma je bawić i uczyć – programowania, pracy ze sztuczną inteligencją, technologii i nauk ścisłych.

Bo o ile zastosowanie robotów przemysłowych, przejmujących od człowieka zwykle co najwyżej kształt pracujących ramion, sprowadza się przede wszystkim do automatyzacji procesów produkcji, o tyle zastosowanie robotów humanoidalnych co do zasady zmierza w inną stronę. O wielu z nich mówi się jako o „robotach społecznych”, pracujących przede wszystkim w interakcji z człowiekiem, ucząc się interpretacji jego nastrojów i poprawiając precyzję odpowiadania na jego potrzeby.

Nauczyć czuć

Do rozpoznawania ludzkich emocji - na podstawie analizy wyrazu twarzy i tonu głosu - został stworzony Pepper. Maszyna ze stajni SoftBank Robotics zadebiutowała w 2014 roku i od tamtego czasu świat zobaczył ją w wielu wcieleniach – jako recepcjonistę, przy obsłudze klientów w barach sushi czy bankach, niosącego pomoc w zakładach opieki, ale też w roli kwestującego podczas 25. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Opolu. Nie będąc zbyt wierną kopią ludzkich kształtów, a jedynie nawiązując do nich w swojej budowie, bywa nazywany robotem półhumanoidalnym. Mimo to, a może właśnie dzięki temu Pepper okazał się trafionym produktem masowego użytku w japońskich domach – już w 2017 roku stacja BBC mówiła o tysiącach egzemplarzy tego przeznaczenia.

Wada Peppera – trudniej z nim o normalny spacer. Problemu z chodzeniem, bieganiem czy tańcem nie ma Asimo, słynny produkt koncernu Honda, który w tym roku świętuje 20. urodziny. Jego historia zaczyna się jeszcze w latach 80. poprzedniego stulecia i jak poprzednie – ma wiele wspólnego z koncepcją wspomożenia człowieka technologią. Ostatnia wersja nie tylko osiąga prędkość 9 km/godz., ale – jak chwalą się producenci – porozumiewa się językiem migowym, potrafi odkręcić termos, żeby nalać herbaty i przewiduje kierunek ruchu przechodzącego obok człowieka. 130-centymetrowa maszyna mierzy nie więcej, żeby jak najlepiej sprawdzać się przy pomocy – pchać wózek inwalidzki i  wspomagać osobę przykutą do łóżka.

Gdy chory lub stary i słaby upadnie, detektor ruchu „przyprowadzi” Baxtera z pytaniem, czy potrzeba pomocy. Robot autorstwa firmy Rethink Robotics przygotuje posiłek albo chętnie zabierze się za wspólne malowanie. Poradzi sobie w domu i w pracy. – Jeśli zakład produkcyjny korzysta z większej liczby automatów, można przeszkolić jednego Baxtera i przenieść jego wiedzę do pozostałych egzemplarzy za pomocą pamięci USB – pisze w „Świecie Robotów” Martin Ford. – Robota można przydzielić do różnorakich zadań, takich jak składanie lub przenoszenie części pomiędzy taśmami, pakowanie produktów czy nawet pracy w przemyśle metalurgicznym.

W branży aktorskiej zadebiutuje niedługo wzorowana na dwudziestokilkuletniej Azjatce Erica. „Twórcy androida zapewniają, że nauczyli Erikę gry aktorskiej. Dodali również, że robot uczy się, obserwując otoczenie, potrafi też świetnie symulować emocje, śmiać się i płakać”, informowała latem tego roku Polska Agencja Prasowa. Powstający film science-fiction ma być pierwszą produkcją, w które swoją rolę zagra inteligentny robot. Jak Erika radzi sobie z wyzwaniami, widać podczas wywiadu, którego udzieliła dziennikarzom „The Guardian”.

„Mam na imię Erica. Guardian opublikował film dokumentalny na mój temat i zdaje się, że wielu z widzów ma do mnie pytania, więc… postaram się na niektóre z nich odpowiedzieć w tym wideo” – mówi skierowana w stronę kamery we wstępie do nagrania.

Poza mainstreamem

Humanoidy wywołują znacznie więcej skrajności niż inne wcielenia sztucznej inteligencji, chociaż stanowią jedynie wycinek całego rynku. Statystycznie za hasłem robotyzacja, automatyzacja czy nawet sztuczna inteligencja znacznie częściej stoją maszyny, sieci neuronowe czy algorytmy niż fizyczne byty rodem z serialu „West World”, które coraz trudniej odróżnić od człowieka.

– Gdy ktoś przygotowuje prezentację na konferencję i potrzebuje jakiegoś szybkiego odwołania do sztucznej inteligencji, to na jego slajdzie znajdzie się albo humanoidalny robot, albo roboty przy linii produkcyjnej, albo dłoń Terminatora stykająca się końcówką palca z dłonią ludzką – zwraca uwagę dr Aleksandra Przegalińska w książce „Sztuczna inteligencja. Nieludzka, arcyludzka”. Zaraz potem wyjaśnia, że taki kierunek nie do końca jest uzasadniony. – Jeśli chodzi o proporcje pomiędzy tym, ile jest na świecie projektów dotyczących sztucznej inteligencji, które mają postać robotów, a ile sieci neuronowych, to trzeba powiedzieć, że tych drugich jest przytłaczająca większość – podkreśla.

Nie zmienia to faktu, że rozwój robotów humanoidalnych, wzorowanych na wyglądzie i możliwościach ludzkiego ciała, przybiera na skali. Z danych opublikowanych przez MarketWatch wynika, że światowy rynek humanoidów zwiększy wartość z 497,3 mln dolarów w 2020 do 2,2 mld dolarów w 2026 roku.

Produkt na pograniczu zachwytu i strachu bywa dla siebie najlepszym nośnikiem marketingowym. Pod warunkiem, że z klientem nie spotka się w dolinie niesamowitości.

Źródło:
Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak
redaktor naczelna Bankier.pl

Redaktor naczelna Bankier.pl. Autorka wielu publikacji z zakresu finansów, ukazujących się na łamach serwisu od 2008 roku. W przeszłości dziennikarz specjalizujący się w tematyce ubezpieczeń, doceniona Nagrodą Polskiej Izby Ubezpieczeń dla Środowiska Dziennikarskiego. Autorka emigracyjnych projektów "Tam mieszkam" i "Zawróceni", uhonorowana Nagrodą im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii. W 2016 r. wydała książkę "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą". Absolwentka studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Tematy
Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Advertisement

Komentarze (3)

dodaj komentarz
januszbizensu
Humanoidy nie mają szans się rozwinąć są w większości tworzone przez ludzi, którzy mają raczej słabe pojęcie o praktycznych zastosowaniach i bardzo wyidealizowane spojrzenie na rzeczywistość. Dlatego przez następne 100 lat będzie się tworzyć bzdety i podkładać im idiotyczne skrypty a niczego praktycznego nie będą Humanoidy nie mają szans się rozwinąć są w większości tworzone przez ludzi, którzy mają raczej słabe pojęcie o praktycznych zastosowaniach i bardzo wyidealizowane spojrzenie na rzeczywistość. Dlatego przez następne 100 lat będzie się tworzyć bzdety i podkładać im idiotyczne skrypty a niczego praktycznego nie będą w stanie wykonać. Jak 40 lat temu powstał blade runner, polecam zobaczyć jak to miało wyglądać wedle propagandy. Tak na marginesie te same głupoty teoretyzowali ludzie na uczelniach. Co z tego wynikło przez 40 lat badań i rozwoju? Robot humanoid nawet drzwi nie potrafi otworzyć bez odpowiedniego ustawienia parametrów / danych i wytworzenia mu warunków gdzie sobie poradzi z prostą czynnością.

Generalnie to branża dołuje z powyższych powodów i muszą się posiłkować propagandą / dotacjami rządowymi. To jest żałosne.
lorelie
W USA jest super. Po zniesieniu wiz nikt jednak tam nie wyjechał , a przecież amerykanie i afroamerykanie uważali że dla Europejczyków mieszkanie w przyczepie kempingowej to american dream :)
po_co
Masz rację bo szalejący wirus i zamknięte granice niemal wszystkich państw na świecie absolutnie się do tego nie przyczyniły. Poza tym brak wiz nie oznacza emigracji.
Możesz polecieć do USA na dłuższe wakacje ale to tyle, po 90 dniach wracasz do Polski.

Powiązane: Nowe technologie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki