Szef sztabu izraelskiej armii gen. Ejal Zamir powiedział w niedzielę, że Izrael od dwóch lat znajduje się w stanie przedłużającej się sytuacji nadzwyczajnej, która według niego potrwa jeszcze długo – podał portal Times of Israel.


- Najbardziej potrzebujemy teraz wytrwałości i cierpliwości. To potrwa jeszcze długo – musicie być na to przygotowani – dodał Zamir podczas narady sytuacyjnej, którą odbył z innymi oficerami.
Izraelskie wojsko potwierdziło, że w nocy z soboty na niedzielę przeprowadziło atak na hotel w centrum Bejrutu. Według armii zginęło w nim pięciu wysokich rangą dowódców irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).
- Nigdzie na Bliskim Wschodzie nie ma bezpiecznego miejsca dla ramion irańskiego zła – ani w Bejrucie, ani gdziekolwiek indziej – powiedział Zamir.
Dwóch izraelskich żołnierzy zginęło w niedzielę nad ranem w ataku Hezbollahu w południowym Libanie. W tym czasie północ Izraela była ostrzeliwana rakietami i dronami z terytorium Libanu.
Wcześniej izraelska armia informowała, że w ataku na Bejrut zginął jeden z kluczowych dowódców sił Al-Kuds, elitarnej jednostki Korpusu Strażników Rewolucji.
Sponsorowany przez Iran libański Hezbollah, który w poniedziałek wciągnął Liban do wojny z Izraelem, jest nadzorowany przez irańskich oficerów łącznikowych, wywodzących się z Korpusu Strażników Rewolucji.
Al-Kuds to elitarna jednostka Korpusu specjalizująca się w operacjach zagranicznych i wspieraniu irańskiej „osi oporu”, do której należą m.in. Hezbollah oraz szyickie bojówki w Syrii i Iraku.
- Hezbollah jest skrajnym ramieniem irańskiej ośmiornicy. Płaci i będzie nadal płacił za to wysoką cenę – zapowiedział Zamir. (PAP)
baj/ adj/























































