Tydzień temu dodałem jeszcze: „Wydaje się, iż w drugiej połowie tygodnia ponownie do głosu dojdą inwestorzy grający na umocnienie Dolara, co powinno doprowadzić do spadku kursu w kierunku 1,2800 a nawet 1,2700. Taki 6-figurowy spadek byłby porównywalny do podobnej fali zanotowanej dwa lata temu, o czym od wielu tygodni wspominam.”.
Zakładany scenariusz zrealizował się niemal w stu procentach. Zabrakło 60 pips do pełnej realizacji i tylko 30 pips, by posiadane przez nas opcje PUT weszły w cenę i dały zarobić. Niestety tym razem nie udało się.
Zastanawiają mnie komentarze większości analityków, którzy podkreślają, iż umocnienie Dolara widoczne na początku roku było dla nich całkowitym zaskoczeniem. W mojej ocenie całkowitym zaskoczeniem była niechęć do Dolara z końcówki 2006 roku, zaś obecną sytuację traktuję jako powrót do normalności.
Niestety przy spekulacji na rynku walutowym nie wystarczy mieć racji, by zarobić. Potrzebne jest jeszcze szczęście, którego tym razem zabrakło. Zabrakło albo dodatkowego 30 pipsowego spadku kursu spot, albo jednego dnia więcej do wygaśnięcia opcji, by udało się odzyskać przynajmniej połowę kwoty wydanej na zakup wspomnianych opcji PUT.
Być może przy kolejnej okazji uda się zarobić, ryzykując tak jak poprzednio nie więcej niż 30-50 pips.
Na wykresie świec dziennych można dostrzec, iż najbliższym wsparciem (drugie zniesienie Fibonacciego – 61,8%)jest poziom 1,2815. Oporem powstrzymującym Przy zbliżaniu się do tego poziomu można zaryzykować otwarcie krótkiej pozycji spot/futures bądź też zakup opcji PUT.
Na wykresie świec tygodniowych wskaźnik MACD sygnalizuje nam odwrócenie trendu ze wzrostowego na spadkowy. Oznacza to, iż, znacząco wzrosło prawdopodobieństwo dalszego umacniania Dolara – nawet w kierunku 1,2500. Na razie jednak możliwe jest korekcyjne odbiciem kursu w górę w kierunku 1,2980-1,3000, o którym przed chwilą wspominałem.
Tak więc powoli wracamy do stanu normalności. Dolar zaczyna wracać do łask i nawet zapowiedź Prezydenta Stanów Zjednoczonych zwiększenia sił zbrojnych w Iraku nie była w stanie powstrzymać pędu inwestorów do zakupu „zielonego”. Co ciekawe, gdyby informacje te pojawiły się w grudniu, rynek z pewnością by oszalał, a kurs Euro-Dolar wzrósłby do 1,40 a może nawet i wyżej.
Teraz sprawy się mają dokładnie na odwrót. Wszelkie złe informacje dla Dolara są ignorowane przez rynek, natomiast nawet drobne pozytywne informacje są wyolbrzymiane. Mamy więc do czynienia z podręcznikową hossą na amerykańską walutę, która obok Funta może stać się jedną z najsilniejszych na świecie w najbliższych tygodniach i miesiącach.
Zapraszamy do zapoznania się z pełnym tekstem raportu.



























































