Sudan Południowy: Wymuszone, kruche zawieszenie broni

Władze Południowego Sudanu oraz przywódcy trwającej od ponad miesiąca zbrojnej rebelii zawarli rozejm, ale nie myślą na razie o pokoju. Zawieszenie broni wymusił na nich Zachód, który już trzeci rok utrzymuje to najmłodsze państwo świata.

Nie wysechł jeszcze atrament na podpisach złożonych w czwartkową noc pod rozejmowym porozumieniem, a w piątek przywódcy rebelii już oskarżyli rządowe wojsko, że ostrzeliwuje ich w stanach Jonglei i Unity, łamiąc zawieszenie broni zanim jeszcze weszło ono w życie.

Przedstawiciele władz z Dżuby wzruszyli tylko ramionami. Nie padł żaden strzał, przynajmniej z naszej strony - odparł rzecznik władz Ateny Wek Ateny.

Rozejm, jaki zawarliśmy w Addis Abebie, nie rozwiązuje jeszcze żadnego z problemów. Potrzebujemy nie rozejmu, ale nowej umowy politycznej - powiedział korespondentowi Reutersa jeden z uczestników południowosudańskich rozmów, które toczą się w stolicy Etiopii. Zawieszenie broni zostało podpisane tylko dlatego, że wymuszono je i na nas, i na władzach - dodał.

Jeden z afrykańskich dyplomatów pośredniczących w rokowaniach wyznał dziennikarzowi brytyjskiej gazety Daily Telegraph, że do pokoju w Południowym Sudanie droga jest jeszcze bardzo daleka.

Znam ich aż za dobrze i wiem, że tylko międzynarodowy nacisk, nie tylko ze strony Afryki, ale przede wszystkim USA i Wielkiej Brytanii, może zmusić ich, by zaczęli ze sobą poważnie rozmawiać - powiedział rozmówca "DT".

Wojna domowa w Południowym Sudanie wybuchła w połowie grudnia, gdy prezydent kraju Salva Kiir, wywodzący się z ludu Dinków (najliczniejszego w kraju), oskarżył b. wiceprezydenta Rieka Machara (wywodzącego się z ludu Nuerów) o próbę zbrojnego przewrotu. Prywatna niechęć i spór o władzę błyskawicznie przerodziły się w konflikt narodowościowy i narodowościowe pogromy. Armia rządowa rozpadła się na oddziały Dinków, wiernych prezydentowi, i Nuerów, którzy przechodzili na stronę buntowników.

Początkowo w wojnie domowej górę wzięli rebelianci, opanowawszy największe i najważniejsze stany Jonglei, Unity i Górny Nil, na terytorium których znajdują się trzecie z najbogatszych złóż ropy naftowej na południe od Sahary.

W styczniu w sukurs rządowi z Dżuby przyszła jednak Uganda, która podesłała 2 tys. żołnierzy i lotnictwo. Z pomocą dla Dżuby przyszli też partyzanci z sudańskiego Darfuru, należący do największej z tamtejszych armii - Ruchu Sprawiedliwość i Równość.

Głównie za sprawą Ugandyjczyków w zeszłym tygodniu południowosudańskie wojska rządowe odbiły z rąk rebeliantów stanowe stolice Malakal, Bor i Bentiu. Po kilkutygodniowych walkach miasta zostały doszczętnie zrabowane i niemal zrównane z ziemią.

Dopiero wziąwszy górę nad rebeliantami i negocjując z pozycji siły, strona rządowa zgodziła się podpisać z nimi rozejm. Zawarte w czwartek porozumienie przewiduje jedynie przerwanie walk, a rebeliantom nie udało się wymusić na władzach zgody na uwolnienie 11 najbliższych towarzyszy przywódcy buntu Rieka Machara, aresztowanych w połowie grudnia w Dżubie.

Wypuszczenie ich na wolność było warunkiem, od którego rebelianci uzależniali w ogóle podjęcie rokowań. Ale było to w czasach, gdy to oni mieli przewagę na wojnie. Rozejm z Addis Abeby przewiduje jedynie, że aresztowani towarzysze Machara będą mogli uczestniczyć w dalszych rokowaniach politycznych (mają się one zacząć za dwa tygodnie w Addis Abebie). Sojusznicy Machara staną jednak przed sądem w Dżubie, a jeśli zostaną uznani za winnych spisku, zostaną wtrąceni do więzienia.

Rebeliantom nie udało się też wymusić na Ugandzie, by zobowiązała się wycofać swoje wojska z Południowego Sudanu (umowa, nie wymieniając jej z nazwy, jedynie ją do tego wzywa).

W trwałość rozejmu zdają się nie wierzyć ani przedstawiciele władz, ani rebelianci. Minister obrony Kuol Manyang Juuk natychmiast po podpisaniu rozejmu wyznał, że powątpiewa, by Machar miał władzę nad wszystkimi oddziałami zbrojnymi Nuerów i czy wszystkie posłuchają jego rozkazu o przerwaniu walk.

Wątpliwości dotyczą przede wszystkim Białej armii zbrojnych milicji Nuerów, biorących nazwę od barwy popiołu, jakimi partyzanci nacierają swoje ciała dla ochrony przed komarami. Kilkudziesięciotysięczna Biała armia nie podlega formalnie Macherowi, ale gdy bywał w potrzebie, przychylni mu wodzowie i kapłani Nuerów nieraz przysyłali mu na pomoc podległe im milicje. Biała armia nie jest formalnie stroną rozejmu, a zwolennicy Machara nie ukrywają, że ich celem jest zdobycie dla niego prezydentury.

To jest wojna między Kiirem i Macharem o władzę i obawiam się, że rozejm będzie w niej jedynie chwilową przerwą powiedział niezależnej gazecie Sudan Tribune znawca Sudanu Messay Mindaya.

Do kruchości południowosudańskiego rozejmu przyczynia się międzynarodowa sytuacja polityczna. Przywódcy Zachodu straszą sankcjami, ale ich uwagę odciąga Bliski Wschód, Afganistan i kłopoty gospodarcze. Uganda, jeden z regionalnych żandarmów, stała się stroną w konflikcie. W drugim z regionalnych mocarstw, Etiopii, w 2012 r. zmarł wieloletni przywódca Meles Zenawi, żandarm Rogu Afryki, który bezwzględnie narzucał mu swoją wolę. Następca Zenawiego, Hajle Mariam Desalegn nie cieszy się już takimi wpływami w sąsiedztwie.

Wojciech Jagielski

wjg/ fit/ mc/

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Polecane
Najnowsze
Popularne

GPW: największe wzrosty i spadki

EUCO 4,8500 49,2%
COALENERG 0,1580 43,6%
VENTUREIN 1,4000 40,0%
BIOMEDLUB 3,4000 -32,0%
MERCATOR 25,3000 -21,2%
LUBAWA 1,2400 -20,5%
Akcje: 208 wzrosło, 142 spadło, 40 bez zmian.
Wolumen: 121 883 771 akcji, obrót: 1 619 653 011 zł
Aktualizacja: 2020-04-07 17:04:58