Złoty ostatni raz słabł w takim tempie, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę. Wystarczyła jedna decyzja Rady Polityki Pieniężnej, by kurs euro podskoczył o kilkanaście groszy.


Środowa decyzja o 75-punktowej obniżce stóp procentowych była szokiem dla uczestników rynków finansowych. Tak samo jak jej oficjalne uzasadnienie, z którego w zasadzie nic nie wynikało.
[Aktualizacja: 16:25] Glapiński: Nie będziemy interweniować, bo nie będziemy się wyzbywać rezerw. Może to być odpływ kapitału spekulacyjnego. Taki kurs złotego, jaki jest w tej chwili jest dobry. Jeśli spadek kursu się utrzyma, to nie będziemy się martwić. [...] Kurs przed wyborami może się destabilizować. Rakiety, jakieś odłamki, mogą spaść na nasze terytorium, bo za naszą granicą jest wojna i to też wpływa na złotego.
[Aktualizacja: 15:30] Podczas przemówienia prezesa NBP Adama Glapińskiego kurs euro ruszył mocno w górę. O 15:30 za euro płacono już prawie 4,62 zł. To o ponad 5 groszy więcej niż jeszcze dziś rano. W ten sposób euro jest najdroższe od połowy kwietnia.
Przewodniczący RPP w swym wystąpieniu bagatelizował kwestię kursu walutowego oraz de facto zapowiedział kontynuację cyklu obniżek stóp procentowych. Za "restrykcyjną" politykę monetarną uznał też sytuację, gdy realna stopa procentowa pozostaje ujemna.
Załamanie notowań złotego przy dolarze umacniającym się wobec euro miało też fatalne skutki na innych „złotowych” parach walutowych. Za dolara w czwartek rano trzeba było zapłacić 4,3144 zł, a więc o ponad 5 groszy więcej niż dzień wcześniej i najwięcej od blisko pięciu miesięcy. Względem lipcowego minimum kurs USD/PLN podniósł się już o ponad 30 groszy.
Przeczytaj także
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,8328 zł, czyli o 5,7 groszy wyżej niż na zakończeniu środowych notowań. Helwecka waluta po raz ostatni tak droga była w połowie marca. W podobnym tempie zyskiwał funt brytyjski, po południu notowany po 5,3772 zł – najwyżej od czterech miesięcy.
„W odwodzie” pozostają jeszcze krajowi politycy, którzy właściwie codziennie proponują nowe wydatki publiczne niemające pokrycia w dochodach podatkowych. To przekłada się na jeszcze większe potrzeby pożyczkowe rządu, które w znacznej mierze będą musiały zostać zaspokojone za granicą. A to nie jest dobra wiadomość dla złotego oraz perspektyw inflacyjnych.























































