Kieruje pan firmą, która jest przykładem skutecznie przeprowadzonej konsolidacji. Czy spełniła ona wszystkie pokładane nadzieje?
Istotnie, obecny kształt firma zawdzięcza konsolidacji grupy spółek dawnego Polimeksu-Cekopu i Mostostalu Siedlce. Była to konsolidacja nietypowa, dość skomplikowana i pierwsza odwrotna fuzja na polskim rynku. Dotyczyła bowiem fuzji spółki giełdowej, jaką był wówczas Mostostal Siedlce ze spółką nienotowaną - Polimeksem-Cekopem.
Celem podstawowym operacji było upublicznienie tej drugiej spółki. Wybraliśmy dla niej optymalną ścieżkę, czyli wykorzystanie faktu, że spółki zależne Polimeksu-Cekopu były już spółkami giełdowymi. Z ich grona wybraliśmy najsilniejszy podmiot – Mostostal Siedlce – i zdecydowaliśmy o wniesieniu wszystkich aktywów Polimeksu właśnie do niego - akcjonariusze Polimeksu otrzymali akcje Mostostalu. Tak więc dzisiejsza firma jest wynikiem inkorporacji wszystkich aktywów spółki-matki przez zależną wcześniej spółkę-córkę. Jeśli uwzględnić, że Polimex-Cekop od końca lat 90. aż do 2002 r. był w fatalnej sytuacji ekonomiczno-finansowej i dopiero wychodził z kryzysu, to jako strona przejmująca (a de facto przejmowana) nie mógł budzić zachwytów akcjonariuszy Mostostalu Siedlce, firmy dobrze radzącej sobie na rynku. Mało kto wierzył, że to się uda, zwłaszcza że i krajowe uregulowania prawne okazały się niezbyt przystawać do tak nietypowych okoliczności. Oponentów nie brakowało, jednak teraz wszyscy są przekonani, że było warto. Dowodzi tego choćby kurs akcji Polimeksu-Mostostalu SA. Kiedy finalizowaliśmy fuzję, płacono ok. 15 zł za akcję, dziś, od paru miesięcy cena akcji oscyluje na poziomie 90-100 zł.
Czemu właściwie służyła fuzja? Czy tylko ratowaniu skóry Polimeksu?
Z całą pewnością nie była to sztuka dla sztuki. Konsolidacja posłużyła budowie silnej, wielofunkcyjnej firmy, zdolnej konkurować na rynku polskim i europejskim z renomowanymi firmami inżynieryjno-budowlanymi o ugruntowanej pozycji. To stało się faktem – dziś legitymujemy się obrotami na poziomie 2 mld zł rocznie i, mając na uwadze, że działamy w branżach o dużym potencjale wzrostu, z pewnością nie zabraknie nam sił i środków, aby z powodzeniem dalej inwestować we własny rozwój, czy to organiczny, czy dzięki akwizycjom. Wspinamy się na pozycję lidera, liczymy się na rynku międzynarodowym, akcjonariusze mają powody do satysfakcji, zatrudniamy 7,5 tys. pracowników, niezawodnie i terminowo regulujemy wszystkie zobowiązania - to jest podstawowy wymiar sukcesu i efekt konsolidacji.
Czy obecny jej kształt to już optimum, czy też w polu widzenia jest kontynuacja tego procesu?
Firma ma dziś solidne fundamenty ekonomiczne, finansowe, wysokie notowania na rynku. To baza dla dalszego rozwoju. Naszym celem jest utrzymanie wysokiej pozycji w generalnym wykonawstwie w branżach: chemicznej, paliwowej, energetyce, ochronie środowiska i budownictwie przemysłowym. Mamy też wszelkie atuty, aby być rozgrywającym w takich obszarach, jak konstrukcje stalowe, kraty podestowe, serwis przemysłowy i pozostałe usługi (naszą specjalnością jest np. cynkowanie ogniowe wyrobów stalowych). Najnowsze nasze plany wiążą się z realizacją projektów ze sfery budownictwa kolejowego i drogowego.
By być silnym i konkurencyjnym we wszystkich tych branżach, musimy na wszelkie możliwe sposoby dążyć do obniżania kosztów własnych. By być większym – planujemy dalsze przejmowanie firm. Oba te cele realizowane są między innymi poprzez konsolidację spółek grupy kapitałowej. Obecnie zaawansowany jest proces inkorporacji notowanej na giełdzie spółki zależnej ZREW SA. Myślę, że do końca roku uporamy się z tym zadaniem.
Jakie branże zarząd szczególnie będzie miał na oku, prowadząc politykę przejmowania firm zewnętrznych?
W grę wchodzą przede wszystkim spółki pracujące na rzecz energetyki oraz budownictwa kolejowego i drogownictwa. O konkretach, z racji publicznego charakteru spółki, za wcześnie jednak mówić.
Czy tempo przemian – przekształceń własnościowych i restrukturyzacji - w polskiej chemii i elektroenergetyce, jak również tempo realizacji krajowych programów inwestycji infrastrukturalnych i komunalnych (np. w dziedzinie budowy dróg, linii kolejowych, lotnisk, oczyszczalni ścieków, spalarni śmieci itd.) firmie takiej, jak ta daje dostateczne podstawy do rozważania optymistycznych scenariuszy?
Moim zdaniem, trudno dzisiaj o optymizm. Zaawansowanie procesów restrukturyzacji i prywatyzacji ciężkiej chemii czy elektroenergetyki budzi niepokój. Za tym idzie wyraźny poślizg w realizacji niezbędnych inwestycji. Uważam za niedopuszczalne dalsze utrzymywanie ujemnego bilansu wymiany handlowej Polski z zagranicą w sferze produktów chemicznych. Importujemy co roku chemikalia za ok. 8 mld euro. To powinno jednoznacznie przemawiać za szybkim tworzeniem warunków do inwestowania w branżę chemiczną. Pierwszym krokiem powinna być wszakże restrukturyzacja i prywatyzacja sektora ściśle związana z koniecznymi pakietami inwestycyjnymi. Po drugie, musimy stworzyć w Polsce system regulacji prawnych, które przyciągnęłyby inwestorów. Jak długo bowiem można zaspokajać głód gospodarki na wyroby chemiczne importując półprodukty i gotowe produkty? Narażamy się na marginalizację i dekompozycję własnego potencjału wytwórczego. Dlaczego wartość dodana ma trafiać za granicę, a wpływy podatkowe zasilać budżety innych krajów? Dlaczego, skazując się na import, mielibyśmy bez reszty oddawać innym nasz rynek i godzić się na wysoką stopę bezrobocia?
Jako firma inżynieryjno-budowlana jesteśmy naturalnym partnerem dla inwestorów, którzy chcieliby realizować inwestycje przemysłowe w Polsce. Wierzę, że przełom nastąpi. Dowodzą tego programy przyjęte np. w przemysłach rafineryjnym i petrochemicznym. Takie programy mają Grupa Lotos i PKN Orlen. To szansa dla obu tych firm, ale też jedyna w swoim rodzaju szansa dla wykonawców niezbędnych inwestycji. Mając na uwadze właśnie takie przedsięwzięcia, Polimex-Mostostal tworzy odpowiedni potencjał wykonawczy. Po to właśnie przeprowadzaliśmy głęboką restrukturyzację i konsolidację spółki i grupy, aby zabrać się do tego pociągu. Myślę, że mimo przeszkód, ruszy on wreszcie i będzie się rozpędzał.
A inwestycje w energetyce?
Są przesądzone. Energetykę trzeba będzie w szybkim tempie modernizować, bowiem wymuszą to europejskie standardy ochrony środowiska. Alternatywą byłoby zamykanie kolejnych przestarzałych elektrowni. Budować trzeba nie tylko nowoczesne bloki, ale infrastrukturę przesyłowo-rozdzielczą o odpowiedniej przepustowości. Podobnie jest z paliwami płynnymi – nie wystarczy mieć gwarantowane źródła zaopatrzenia w ropę. Potrzebne są coraz nowocześniejsze instalacje do głębokiego przerobu surowca, magazyny i sprawna, rozwinięta sieć dystrybucyjna.
W obu wypadkach – energetyki i sektora paliw płynnych – kłania się ta sama kwestia: bezpieczeństwo energetyczne. Można je różnie rozumieć, dyskusje na ten temat zdają się nie mieć końca, a tęgie głowy pochylają się nad kolejnymi definicjami. Ale bezpieczeństwo energetyczne można też pojmować bardzo prosto: to zagwarantowanie przysłowiowemu „Kowalskiemu”, że w domu będzie miał prąd o odpowiednim napięciu, o każdej porze dnia i nocy, że nie będzie musiał się martwić o gaz w sieci, czy benzynę na najbliższej stacji paliw. Wielkie inwestycje w sektorach paliwowym i energetycznym potrzebne są właśnie po to, aby podobne deklaracje składane Kowalskiemu miały pełne pokrycie. Jesteśmy gotowi brać udział w przedsięwzięciach, w kraju czy za granicą, które miałyby temu służyć.
I jeszcze jedno. Warunkiem powodzenia jest nie tylko wykreowanie mądrej strategii gospodarczej, ale też konsekwencja w realizacji, bezwzględne chronienie jej przed manipulacjami kolejnych ekip politycznych. Dlaczego Nokia wyrosła na taką potęgę w małej przecież Finlandii? Bo politycy, bez względu na ich opcje, honorowali decyzje poprzedników. Pamiętajmy o tym, że strategia gospodarcza nie mieści się w ramach parlamentarnych kadencji, że potrzebny jest na nią okres 20-30 lat. Nie grajmy nią, jak komu wygodnie, by schlebiać takiej czy innej klienteli wyborczej.
Wróćmy jednak na własne podwórko. Posługujemy się w tej rozmowie branżowym podziałem. Wydaje się jednak, że właściwie ma on drugorzędne znaczenie. Z punktu widzenia sposobu realizacji inwestycji: energetyka, chemia, przemysł ochrony środowiska czy gospodarka odpadami, to podobne lub powtarzalne rozwiązania techniczne i wykonawcze wymagające zbliżonych kompetencji. My takie mamy.
Umiejętności, jak słyszę, są. A odpowiedni – w rozumieniu tzw. zdolności przerobowych - potencjał wykonawczy? W końcu gra idzie niekiedy o naprawdę wielkie inwestycje.
Nie ukrywam, że aranżacja potencjału wykonawczego dla realizacji zaawansowanych przedsięwzięć jest ogromnym wyzwaniem. Odczuwamy to choćby przy dwóch projektach dla przemysłu koksowniczego, wartych po 400 mln zł każdy. Następne projekty są „w rozdaniu”. Pięć akcji ofertowych dotyczy modernizacji branży energetycznej, w tym budowy instalacji odsiarczania spalin (IOS). W tle rzeczywiście pojawia się pilna konieczność rozbudowy potencjału wykonawczego.
Unia Europejska utożsamiana jest często jako wręcz niespożyte źródło pieniędzy na inwestycje infrastrukturalne. Okazuje się, że nie zawsze potrafimy z niego czerpać…
Myślę, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest niestabilność polityczna w kraju (skutki – patrz choćby zastój w programie autostradowym). Zdecydowanie na plus wyróżnia się na tym tle sposób i poziom absorpcji środków na inwestycje lokalne. Okazuje się, że samorządy, choć narzekają na zbiurokratyzowane procedury, potrafią nieźle spożytkować pulę dostępnych pieniędzy unijnych na inwestycje w regionalną infrastrukturę: oczyszczalnie ścieków, nowoczesne kotłownie, drogi itp. Jestem jednak optymistą: stopniowo uczymy się poruszać w tej nowej przecież rzeczywistości. Pozytywnym przykładem jest nowelizacja prawa zamówień publicznych, która wyraźnie rozluźniła gorset rygorów dotyczących uczestnictwa w projektach o takim charakterze.
Aby startować w największych przedsięwzięciach niezbędne są nie tylko kompetencje, ale również odpowiednie zaplecze finansowe i referencje. Niedostatki potencjału kapitałowego wielokrotnie już spychały krajowe firmy do roli co najwyżej podwykonawców w wielkich lukratywnych kontraktach. Czy Polimex-Mostostal wolny jest już od podobnych zagrożeń?
Tu wracamy do znaczenia konsolidacji. Ona daje nam siłę, nie tylko dzięki połączeniu komplementarnych potencjałów wykonawczych wielu firm, ale też ich zasobów kapitałowych. Bardzo dobry standing finansowy, to dobre relacje z bankami, dla których jesteśmy w pełni wiarygodnym partnerem, i które nie wahają się udzielać nam gwarancji bankowych nawet na bardzo duże projekty. Wspominałem o realizowanych kontraktach na wykonanie baterii koksowniczych za 400 mln zł. Niewiele niższą wartość (ok. 280 mln zł) ma umowa na budowę instalacji odsiarczania spalin dla elektrowni „Rybnik” – skala tych przedsięwzięć mówi sama za siebie.
Jeśli zaś chodzi o nasze referencje, to w wielu dziedzinach (np. ochrona środowiska, budowa oczyszczalni ścieków itp.) są one mocne, o czym najlepiej świadczą liczne wygrane kontrakty. Mamy też wystarczająco dobre rekomendacje, jeśli chodzi o projekty dla sektora naftowego i chemicznego (patrz modernizacja instalacji olefin w Płocku, czy realizacja, w charakterze generalnego wykonawcy, instalacji dla Basell-Orlen Polyolefins). Tam, gdzie są one niewystarczające, decydujemy się wchodzić w układy konsorcjalne (vide instalacja odsiarczania spalin dla „Rybnika” realizowana w konsorcjum z Austrian Energy, dostawcą technologii, my realizujemy projekt). Obecnie rozważamy projekty konsorcjalne dla dużych przedsięwzięć inwestycyjnych w rafineriach w Gdańsku i Płocku.
Zdobywamy doświadczenie w drogownictwie i budownictwie kolejowym. Usilnie pracujemy nad tym, aby znaleźć się w towarzystwie doświadczonych partnerów, którzy pozwoliliby nam spełnić wymogi przetargów na realizację również takich projektów. Tu też widzę obiecujące perspektywy dla Polimeksu-Mostostalu. Budowanie silnej spółki i grupy nie byłoby jednak możliwe bez wysokich kwalifikacji kadry i mądrej pracy oraz zaangażowania wszystkich pracowników spółki i grupy. To dzięki nim możemy osiągać tak ambitne cele i z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Rozmawiał Krzysztof Fronczak
























































