

OPEC podjął w czwartek na szczycie w Wiedniu decyzję o tym, że nie ograniczy wydobycia ropy, aby podnieść ceny surowca - poinformował saudyjski minister ds. ropy Ali an-Naimi po pięciogodzinnym posiedzeniu. Rynek zareagował na to dalszymi spadkami cen ropy.

12 krajów zrzeszonych w Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) podjęło decyzję o utrzymaniu produkcji surowca na dotychczasowym poziomie, czyli 30 mln baryłek dziennie - podano w komunikacie opublikowanym na zakończenie szczytu.
Szczyt odbył się w okresie, w którym ceny ropy spadły o 30 proc. w ciągu pięciu miesięcy i osiągnęły najniższy poziom od czterech lat. W czwartek po południu na wieść o decyzji OPEC kurs spadł ponownie, do około 70 dol. za baryłkę.
ReklamaZobacz także
Rosja ma kłopot
Dla Kremla to fatalna wiadomość. Wpływy ze sprzedaży ropy i gazu stanowią dwie trzecie rosyjskiego eksportu oraz odpowiadają za połowę budżetu państwa. Na przestrzeni lat każdy spadek cen ropy o 1 dolara oznaczał 1,4 mld dolarów mniej wpływów podatkowych.
Jak wynika z medialnych doniesień, tegoroczny budżet Rosji bilansuje się przy cenach ropy na poziomie 100-105 dolarów. Zdaniem analityków, Moskwa jest w stanie „przetrzymać” krótkookresowy spadek cen poniżej założonego poziomu, jednak im dłużej ceny pozostaną niskie, tym większy problem będzie miał Kreml.
Dodatkowo modernizację krajowego sektora naftowego utrudniają zachodnie sankcje, co może przyczyniać się do dalszego spadku wydobycia. Sankcje nałożone na banki ograniczają natomiast możliwości finansowania kolejnych inwestycji.
W ubiegłym roku do rosyjskiego budżetu wpłynęło prawie 200 mld dolarów ze sprzedaży ropy naftowej i około 30 mld dolarów ze sprzedaży gazu ziemnego. Eksperci ośrodka analitycznego Capital Economics uważają, że aby rosyjski budżet był zrównoważony, cena baryłki Ural nie może być niższa, niż 105 dolarów.
Stabilne ceny surowca kluczowe dla kondycji gospodarek
"Biorąc pod uwagę niepokoje związane z szybkim spadkiem cen ropy w ostatnich miesiącach, uzgodniliśmy, że stabilne ceny surowca - utrzymujące się na poziomie, który nie wpłynie na globalny wzrost gospodarczy - ale jednocześnie pozwalające producentom na uzyskiwanie przyzwoitych dochodów i inwestowanie (...), mają fundamentalne znaczenie dla dobrej kondycji światowej gospodarki" - głosi komunikat.
"W związku z powyższym, w interesie przywrócenia równowagi na rynku, zdecydowaliśmy utrzymać produkcję (ropy) na poziomie 30 mln baryłek dziennie, tak jak było to uzgodnione w grudniu 2011 roku" - oznajmia dalej OPEC.
Komunikat wyjaśnia też, że produkcja pozostanie na dotychczasowym poziomie również dlatego, że mimo iż przewidywany jest wzrost popytu na ropę w roku 2015, to jednak zostanie on zaspokojony przez wydobycie surowca w krajach niezrzeszonych w OPEC, które zgodnie z prognozami powinny zwiększyć wydobycie o 1,36 mln baryłek dziennie.
Decyzja nie była zaskoczeniem
Ta decyzja nie była zaskoczeniem - pisze "Le Monde". Wyjaśnia, że krajom Zatoki Perskiej, które porozumiały się wcześniej, zależy na utrzymaniu limitu dziennej produkcji. Zgoła odwrotnie niż najbiedniejszym członkom OPEC - czyli Wenezueli i Iranowi - którzy obawiają się, że ponowne spadki cen spowodują ogromny uszczerbek w ich budżecie.
Na kilka miesięcy przed szczytem kartelu oczywiste stały się głębokie podziały między członkami OPEC; jednym zależało na podniesieniu cen surowca poprzez zmniejszenie jego podaży, a innym na zachowaniu udziału w rynku i utrzymaniu produkcji na obecnym poziomie.
Tuż przed rozpoczęciem posiedzenia minister spraw zagranicznych Wenezueli Rafael Ramirez powiedział, że jego kraj liczy na podniesienie ceny ropy do 100 dol. za baryłkę, co oznaczałoby zmniejszenie produkcji o około 2 mln baryłek dziennie.
Ramirez dodał jednak, że zgodzi się na redukcję wydobycia o 1,5 mln dziennie, a podobne warunki przedstawiła przed szczytem delegacja Ekwadoru.
Jednak w przeddzień szczytu saudyjski minister ds. ropy powiedział, że Rada Współpracy Zatoki Perskiej osiągnęła konsensus w sprawie wydobycia ropy. W skład Rady Współpracy Zatoki Perskiej wchodzą Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Kraje te mogą tolerować niskie ceny ropy ze względu na wysokie rezerwy.
We wtorek fiaskiem zakończyły się rozmowy między Arabią Saudyjską i Wenezuelą, członkami OPEC, a nienależącymi do kartelu Rosją i Meksykiem. Zebrani wyrazili jedynie zaniepokojenie cenami ropy, lecz Naimi powiedział, nie komentując przebiegu spotkania, że oczekuje, iż "rynek ropy w końcu sam się ustabilizuje".
Spadki cen surowca są szczególnie dotkliwe dla gospodarek uzależnionych przede wszystkim od eksportu ropy, jak objęte sankcjami gospodarczymi Rosja i Iran.
Saudyjczycy oznajmili nieoficjalnie już kilka tygodni przed szczytem w Wiedniu, że mogą tolerować przez dłuższy czas cenę ropy na poziomie nawet 70 dol. za baryłkę. Naimi przed czwartkowym spotkaniem powiedział: "Dlaczego to Arabia ma zmniejszyć produkcję? Stany Zjednoczone też są teraz wielkim producentem; dlaczego oni nie jej zmniejszą?".
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej ceny utrzymają się na pewno na niskim poziomie w ciągu pierwszej połowy 2015 roku. Wiadomo już bowiem, że podaż surowca nie zmniejszy się, a nic nie wskazuje na to, by główni konsumenci, czyli Europa i wschodzące gospodarki (jak Chiny i Indie) miały szybko wyjść ze stagnacji gospodarczej i zwiększyć popyt.
Do obecnego przesycenia na rynku ropy doszło na skutek wysokiej produkcji gazu łupkowego w USA, większego od oczekiwań wydobycia w krajach OPEC oraz słabego popytu na ropę na całym świecie.
Kraje zrzeszone w OPEC to Algieria, Angola, Ekwador, Iran, Irak, Kuwejt, Libia, Nigeria, Katar, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Wenezuela.
PAP/fit/ mc/inni/Bankier.pl/mz


























































