Potęga morska na Oceanie Indyjskim, liczące się centrum handlowe i postępowy sułtanat − Oman przeżył w swojej historii już kilka fascynujących etapów. To, co brzmi jak bajka, działo się w ostatnich 30 latach.
Sułtan Kabus ibn-Said, wyłączny władca kraju na wschodnim koniuszku Półwyspu Arabskiego, wpisał się w ostatnich dziesięcioleciach w jedną z najbardziej zadziwiających historii świata. Mianowicie, aby umożliwić przeprowadzenie pilnych reform w swojej ojczyźnie, usunął z tronu własnego ojca. Tym samym uczynił Sułtanat Oman jednym z najbardziej postępowych państw w tej części świata, oazą spokoju i wypoczynku dla turystów z całego globu. Na przełomie niewielu dziesięcioleci Oman zmienił swoje oblicze z zaspanego kraju pustyni w nowoczesną metropolię.

O Omanie przeciętny turysta wie raczej niewiele. Zazwyczaj jedynie, że to naftowy potentat (rzeczywiście paliwo jest tu tańsze od wody). Patrząc na Maskat, trudno uwierzyć, że jeszcze w 1970 roku, w kraju było jedynie 10 km dróg asfaltowych, działały trzy szkoły podstawowe (żadnej średniej) oraz funkcjonował jeden szpital, nota bene prowadzony przez amerykańskich misjonarzy. Dzisiaj wielu odcinków autostrad moglibyśmy mieszkańcom Omanu pozazdrościć, nie brak tu również dobrych szpitali, zaś jeśli chodzi o edukację, to szkoła jest już w każdej miejscowości, nauczanie jest bezpłatne. Kto zaś chce studiować poza granicami państwa, może liczyć na stypendium.
Z drugiej strony przywiązani do tradycji Omańczycy wcale nie zmieniają tak szybko swoich upodobań, zwłaszcza jeśli chodzi o ubiory. Panie nadal preferują zakrywające włosy chusty zwane lihaff, a niekiedy nawet zakrywające twarz burki. Panowie chodzą w długich, sięgających kostek diszdaszach (w instytucjach państwowych, a także w szkołach jest to wręcz ubiór obowiązkowy!), zaś na głowach noszą charakterystyczne czapeczki zwane kumma lub turbany massar. Od święta do pasa przypina się też nóż − kandżar. Jego rękojeść wykonywano kiedyś z rogu nosorożca, natomiast pochwę pięknie zdobiono srebrną nitką. Kopie takich noży (oryginały są zbyt drogie) to teraz ulubiona pamiątka turystów, natomiast stylizowany kształt kandżaru zobaczymy dosłownie wszędzie. Widnieje w godle tego kraju, na narodowej fladze, znaczkach pocztowych, monetach, koszulkach, przypominają go nawet budki telefoniczne.

To, co zobaczyć trzeba
Dla większości turystów pobyt w Omanie zaczyna się zwykle od stolicy, tu bowiem lądują międzynarodowe samoloty. Niestety, nie ma szans na zwiedzanie znajdującego się w mieście pałacu sułtańskiego, za to koniecznie trzeba pospacerować bulwarem Corniche, wieczorem obleganym przez mężczyzn spędzających czas na rozmowach i paleniu wodnej fajki, zwanej sziszą.
Nadmorski Maskat to największe miasto tego kraju zbliżonego wielkością do Polski (309 tys. km²). Żyje w nim prawie 700 tys. osób (cała populacja Omanu wynosi ok. 3 mln). Kiedy w XVI wieku zajęli te tereny Portugalczycy, wykorzystywali je jako bazę do kontroli dróg morskich do Indii. Później, od końca XVIII wieku, był to rejon wpływów brytyjskich. Niepodległością Oman cieszy się od roku 1970.
Sporo tu cudzoziemców przyjeżdżających do pracy. Wszechobecni są zwłaszcza Hindusi i Pakistańczycy, ale nie brak też przybyszy z Europy (ci zajmują zwykle wysokie specjalistyczne stanowiska). W odróżnieniu od innych krajów Zatoki Perskiej, takich jak np. Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie miejscowi raczej nie wykonują podrzędnych prac fizycznych, Omańczycy normalnie robią to, co i cudzoziemcy. Rząd zresztą dba o ochronę rynku pracy dla swoich obywateli. Dla przykładu, w ramach tzw. procesu omanizacji narzuca się, iż min. 60 proc. zatrudnionych w firmie muszą stanowić rodowici Omańczycy.
Krajobraz Omanu
Urok Omanu to w dużej mierze krajobrazy. Surowe, wypalone słońcem góry, w wielu miejscach bardzo wysokie (prawie 3 tys. metrów), przecinają wadi − wyschnięte koryta sezonowych rzek, po deszczu raptownie wypełniające się wodą. Samo wybrzeże też jest bardzo urokliwe: na niemal bezludnych plażach biały piasek kontrastuje z lazurem wody a tutejsze rafy należą do najciekawszych na świecie. Na szczęście ogromne żółwie, zwane zielonymi, można spotkać nie tylko pod wodą, ale także na brzegu. W okolicy Ras Al Junayz, na plaży chronionej obecnie jako rezerwat, od czerwca do sierpnia, co noc zjawia się i po 700 sztuk tych gadów, gdyż przypływają one tutaj składać jaja. Jeśli wcześniej jaj nie wygrzebią dzikie psy, po około 2 miesiącach wykluwają się pięciocentymetrowe młode. Tylko nielicznym z nich udaje się bezpiecznie dotrzeć do morza. Po prostu często stają się łupem drapieżnych krabów lub ptaków. Na szczęście pomagają im ludzie. Znalezione w ciągu dnia żółwiki przetrzymuje się w miednicach i wypuszcza do morza pod osłoną nocy, co zwiększa ich szansę na przeżycie. Po osiągnięciu dorosłości (mniej więcej po 25 latach) urodzone na omańskiej plaży samice znowu wracają w to samo miejsce składać kolejne jaja.

Pustynne atrakcje
Atrakcji omańskiej północy jest więcej m.in. Wahiba Sands. Na obszarze o długości 200 km i szerokości 80 km znajdują się ogromne, sięgające 200 m wysokości ruchome wydmy, po których urządzane są tzw. jeepsafari. Omańska pustynia jest również rajem dla poszukujących meteorytów, ponieważ spada ich tu najwięcej. Kamień z księżyca o wielkości pięści opowiada niesamowicie interesujące historie. Szwajcarscy geologowie od lat przetrzebiają ten region, poszukując tych niezwykłych ułamków ze wszechświata.
Nikogo też nie dziwią położone pośrodku pustkowia wioski Beduinów. Widok raczkującego na ziemi dziecka oraz skromnie urządzony namiot z wielbłądziej sierści, sprawiają wrażenie biedy. Niesłusznie. Większość Beduinów ma bowiem hodowle wielbłądów, a takie zajęcie może być całkiem intratnym interesem, zwłaszcza jeśli są to wyścigowe championy. Wyścigi wielbłądów to jeden z ulubionych w krajach Zatoki Perskiej sportów, a słynne z wytrzymałości i szybkości dromadery omańskie chętnie kupują arabscy szejkowie. Ceny „garbusów” porównywane są niekiedy z cenami rolls royce`ów! Oczywiście zwierzęta te, to także źródło mleka (ze względu na ryzyko biegunki lepiej go nie pić, jeśli nie jesteśmy przyzwyczajeni) oraz mięsa. Zabicie wielbłąda to dla omańskich Beduinów wielka uroczystość. Wielki nóż wbijany jest najpierw w klatkę piersiową, a potem w szyję zwierzęcia, po czym mięso, wraz z przyprawami, dusi się przez całą dobę w specjalnej jamie ziemnej. Często można spotkać wielbłądy chodzące samopas, także po szosach. Nikogo tutaj nie dziwią poustawiane znaki drogowe „Uwaga, wielbłądy!”.
Najwięcej „garbusów” spotyka się na południu. Tam też znajduje się Salalah – drugie, co do wielkości miasto kraju (130 tys. mieszkańców). By się tam dostać, jedzie się z Maskatu 1200 km przez pustynię. Nie jest to jednak problem − autobus jest wygodny, droga cały czas asfaltowa, a podróż trwa w nocy (13 godzin), więc jest przyjemnie chłodno. W dzień taka trasa nie byłaby możliwa. Od gorąca topi się bowiem nawierzchnia!
Droga do Salalah wiedzie przez ciągnące się aż po granicę z Arabią Saudyjską tzw. Empty Quater. Kiedyś wśród tych bezkresnych piachów było ponoć piękne miasto. Według legendy było ono imitacją raju, zaś zasypanie go piaskami było karą Boga dla odwróconych od religii mieszkańców (islamska wersja biblijnej historii Sodomy i Gomory). Tajemnicze miasto nazywało się Ubar i, jak twierdzą naukowcy, jego historia sięga 5 tys. lat p.n.e. Przez setki lat opowiadano o nim, ale nie wiedziano, gdzie dokładnie się znajduje, aż w końcu w 1992 roku odkryto je dzięki amerykańskim satelitom. Jedyna szansa, by zobaczyć resztki ścian, wież i bram tego „Zagubionego Miasta” to wynajęcie nie tylko terenowego samochodu, ale także znającego pustynię przewodnika.
Bez problemu za to, na własną rękę, można dotrzeć do grobu Hioba, stanowiącego ważne miejsce pielgrzymkowe zarówno dla muzułmanów, jak i żydów czy chrześcijan, bo jest to prorok czczony w każdej z tych religii. Przed wejściem do mieszczącego symboliczny sarkofag meczetu widnieją, rzekomo autentyczne, odciśnięte w kamieniu stopy proroka.
Po drodze na wzgórze, gdzie się owe skromne mauzoleum mieści, mija się liczne drzewa kadzidlane. Wykorzystywano je od starożytności − już 5 tys. lat p.n.e. Niezwykle kosztowną, pachnącą żywicę wysyłano karawanami przez pustynie Półwyspu Arabskiego aż do Egiptu i Iraku, skąd dalej trafiały do Europy, głównie Grecji i Rzymu.
W wielu krajach kadzidło było wyżej cenione niż złoto, wystarczy przypomnieć, że złożono je w ofierze małemu Chrystusowi. Również i dzisiaj kadzidła są w Omanie bardzo istotnym towarem, tym bardziej, że słyną z bardzo wysokiej jakości. Ponoć kiedyś przyjeżdżała tu po nie sama królowa Saaba. Zatrzymywała się wówczas w pałacu, którego ruiny stanowią obecnie teren prac archeologów. W pobliżu leży też Sumhuram, port z drugiego tysiąclecia p.n.e. Z kolei, jeśli pojedziemy od Salalah ok. 120 km w kierunku wschodnim, malownicza górska droga doprowadzi nas do granicy z sąsiednim Jemenem.
Szczyt sezonu turystycznego przypada na tych terenach w porze monsunowej, zwanej khareef (od czerwca do września). Suche tereny pokrywają się wówczas bujną roślinnością, góry spowite są mgłą, a największą atrakcją dla ściągających tu wówczas mieszkańców pustyni (głównie Arabów z Emiratów i Kuwejtu) jest sam deszcz.
Golf w Omanie
Ci, którzy do tej pory nie mieli okazji grać w golfa w tej części świata, muszą być przygotowani na duży sprawdzian swojej wytrzymałości fizycznej. Nawet przyzwyczajeni do tamtejszych warunków golfiści unikają gry w środku dnia podczas miesięcy letnich, gdyż temperatury mogą sięgać wtedy nawet powyżej 40°C. Lepiej jest w okresie zimowym. W styczniu średnia temperatura powietrza oscyluje w okolicach 20°C. Zatem i wtedy koniecznie trzeba pamiętać o zabraniu ze sobą paru butelek z wodą i czegoś do nakrycia głowy. Na wielu polach golfowych w Omanie właśnie ze względu na warunki klimatycznie sezon golfowy podzielony jest na dwa okresy. W lecie otwartych jest zazwyczaj jedynie 9 dołków, w zimie można rozgrywać pełną 18-dołkową rundę.
Pola golfowe w Omanie są często polami bez trawy, piaszczystymi. Pierwszym „zielone”: pole – Muscat Golf & Country Club – powstało w zeszłym roku i jest obiektem spełniającym międzynarodowe standardy. Położone niedaleko międzynarodowego lotniska Seeb International Airport, zostało zaprojektowane przez Davida Thomasa. Kolejny warty uwagi obiekt golfowy to 18-dołkowe pole Al Maha Golf Club, również zlokalizowane w stolicy państwa – Maskacie.
Z kolei w Salalah przy hotelu Crowne Plaza Resort Salalah znajdziemy Marco Polo Golf Course. To 9-dołkowe pole dostępne jest dla wszystkich gości hotelowych.
Golf w Omanie ma coraz lepsze perspektywy. W planach jest budowa kolejnych pól golfowych. Przeważnie zlokalizowane one będą przy hotelach. Interesującym wydarzeniem dla amatorów golfa może być także fakt, że już w 2009 roku, w pobliżu lotniska i hotelu The Chedi Muscat, powstanie kolejne, budowane według światowych standardów, 18-dołkowe pole golfowe. Natomiast w 2010 roku w Omańskim regionie Al. Batinah powstanie 9-dołkowe pole golfowe, zaprojektowane przez legendarnego architekta golfa, Gary’ego Playera.
tekst i foto - TUIźrodło - “Golf24 Magazine”

























































