Pięciokrotnie wyższe mandaty nakładane za to samo wykroczenie? Dzieje się tak w przypadku ignorowania przez kierowców tzw. zielonej strzałki. Sprawa trafiła do Rzecznika Praw Obywatelskich, który interweniuje w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego.


Różna wysokość mandatów i liczba punktów karnych uzależniona jest od tego, kto stwierdzi wykroczenie – policjanci czy funkcjonariusze Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
Jeśli kierowca zostanie zatrzymany przez drogówkę, wówczas otrzymuje 6 punktów karnych i mandat w wysokości 100 zł, które taryfikator przewiduje w przypadku „niezatrzymania się przed sygnalizatorem S2”, zwanym potocznie zieloną strzałką.
Jeśli wykroczenie zostanie zarejestrowane przez Funkcjonariuszy Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, na kierowcę nakładany jest z kolei mandat w wysokości 500 zł i 15 punktów karnych. GITD i podległy mu system CANARD kwalifikuje je bowiem jako „niezastosowanie się do sygnałów świetlnych”, czyli tak samo jak nie zatrzymanie się na czerwonym świetle.
Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się więc do GITD z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Jak zauważa, działanie GITD prowadzi do nierównego traktowania kierowców. Istniejące przepisy, w opinii RPO, jednoznacznie przyznają rację policji. Zielona strzałka, czyli sygnalizator S2 nie nakazuje bowiem kategorycznie zatrzymania. Dopuszcza on możliwość wykonania manewru skrętu pod warunkiem zatrzymania się przed sygnalizatorem lub linią, jeśli takowa została namalowana. W związku z tym powinien odnosić się do niego art. 92, par. 1 kodeksu wykroczeń, który mówi o „niezastosowaniu się do obowiązku zatrzymania pojazdu sygnalizowanego przez znak lub sygnał drogowy”, za to grozi 100 zł mandatu i 6 punktów karnych.
MKZ

























































