REKLAMA

Mimo kryzysu nadal gra muzyka

Jarosław Ryba2009-08-31 06:00
publikacja
2009-08-31 06:00
O tym jak wygląda branża rozrywkowa w kryzysie, czym żyją miasta nocą oraz czy prowadzenie własnego klubu jest dochodowym przedsięwzięciem rozmawiamy z managerem dwóch wrocławskich lokali Ra-bar-bar i Oławska 9, Grzegorzem Kurkiem.

Jarosław Ryba: Polacy bawią się w kryzysie, czy zgodnie ze zdrowym rozsądkiem rozrywka jest pierwszą rzeczą na której oszczędzają?

Grzegorz Kurek: Pewne rzeczy nigdy nie znikną z repertuary ludzkich zachowań i przyzwyczajeń. Ogólnie pojęta rozrywka to właśnie jedna z takich rzeczy. Nie jest łatwo z tego rezygnować, nie byłoby wtedy należytej ucieczki od codzienności. Nie można jednak powiedzieć, że kryzys w branżę rozrywkową nie uderzył. Stało się to jednak w pewien specyficzny sposób. Nie ubyło osób bawiących się weekendowymi wieczorami, lecz ilość pieniędzy, które ci ludzie zostawiają w lokalach.

Grzegorz Kurek. Klub Oławska 9.
Nie jest to zauważalne z zewnątrz. Taki proces widzą tylko właściciele lokali, ale nie mogą temu zaradzić. Można tylko wyczekiwać polepszenia ogólnej koniunktury. Modne są co prawda obniżki cen, promocje i widoczne starania o coś, co niedawno przychodziło samo z siebie - pieniądze klientów, ale to może nie wystarczyć. Myślę, że nadszedł moment kiedy z naszej imprezowej mapy kraju może zniknąć wiele punktów... a kryzys brutalnie w tym pomoże. Można to podsumować ciekawym stwierdzeniem, jakie ostatnio usłyszałem: nadszedł kapitalizm.

J. R.: Wcześniej taki biznes prowadziło się na zupełnie innych zasadach?

G.K.: Może nie na zupełnie innych, ale coś w tym jest. To żartobliwe stwierdzenie jednego z moich znajomych nadaje się według mnie do podsumowania dzisiejszej rzeczywistości. Na fali wzrostów i nieograniczonego optymizmu nikt nie prowadził twardych rozrachunków. Kiedy nastała taka potrzeba wychodzi teraz na wierzch wszystko na co wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Nadeszła chwila kiedy każdy musi przywiązywać wagę do najdrobniejszych szczegółów: ciąć koszty i dwa razy zastanawiać się nad każdym wydatkiem. Jest to moment w którym, w każdej firmie balansującej na skraju rentowności przydałby się jakiś Balcerowicz.

J. R.: Czy nagłe osłabienie złotego z końca zeszłego roku przełożyło się na wzrost zainteresowania spędzaniem weekendów w Polsce przez zagranicznych turystów?

G.K.: Logika wskazywałaby, że tak powinno być, ale nie zauważam takich tendencji w dużej skali. Zagraniczni turyści od dawna jeździli na tanie wczasy do Polski. Bardzo modne swojego czasu były wyjazdy dużych grup mężczyzn z Wielkiej Brytanii świętujących wieczory kawalerskie w Polsce. Pieniądze jakie wydawali na taka rozrywkę były dla nich śmiesznie małe.

J. R.: Czy Polska nocą może być atrakcyjna też dla gości nastawionych niekoniecznie tylko na zabawę jak najtańszym kosztem?

G.K.: Musimy być realistami – myślę, że niewiele grup o jakich mówimy przyjeżdżało do Polski, bo są tutaj miasta tętniące nocnym życiem, których mogłaby zazdrościć nam cała Europa. Te słynne eskapady z Wysp Brytyjskich szukały i dalej szukają w Polsce ekonomicznych, hucznych imprez, na których mogą się wyszaleć do woli.

Z czasem może się to zmieni. Są na to dobre zadatki. W Polsce dopiero rodzi się kultura klubowa, a misją lokali rozrywkowych jest w pewnym sensie wychowywanie i wytyczanie dróg, które na Zachodzie są już dobrze znane. Oznaką tego, że rezultaty są, jest rosnąca średnia wieku gości lokali klubowych. Tacy ludzie szukają klubów na poziomie i kulturalnego towarzystwa. Jest to dobry symptom.

J. R.: Czy polskie kluby odstają jeszcze od swoich europejskich odpowiedników, czy nadrobiliśmy dystans?

G.K.: W dużych miastach jest coraz więcej lokali, które stoją na europejskim poziomie i doceniają to zarówno Polacy, jak i odwiedzający nas obcokrajowcy. Słowa pochwał nie są zwykłą kurtuazją, ale wyrazem docenienia widocznej profesjonalizacji branży. Pewne zaległości oczywiście zostają, ale jest to pochodna innych zjawisk. Kluczowe dziedziny to gospodarka i relacje społeczne - jeżeli w tym zakresie dorośniemy do Europy, to z branża rozrywkową będzie tak samo.

J. R.: Kilka lat temu właściciele nie dbali aż tak bardzo o takie "detale" jak wystrój wnętrz. Dziś zajmują się tym profesjonalni projektanci. To chyba dzięki coraz większej konkurencji poziom klubów jest coraz wyższy?

G.K.: Tak, zgadza się. Konkurencja to bardzo dobra rzecz, zwłaszcza dla konsumentów. Pozytywem jest to, że konieczna jest rywalizacja o klienta, która w konsekwencji prowadzi do ciągłej ewolucji w tej branży. Lokali powstaje coraz więcej, dlatego tak ważne jest, aby miejsce zapadało w pamięć. Lokale bez pomysłu i bez własnej "twarzy" mają marne szanse na rynkowy sukces.

J. R.: Jakie miejsca liczą się na klubowej mapie Polski?

G.K.: Każdy duży ośrodek miejski ma naturalnie swoje nocne życie. Są tez bardzo popularne duże lokale na obrzeżach miast, a także sezonowo nad morzem i w górach. Osobiście bardzo cieszę się z tego ze Wrocław pod tym względem stale się rozwija i jest znaczącym i pozytywnie postrzeganym miejscem na imprezowej mapie Polski, kojarzonym głównie z otwartością i młodymi, dynamicznymi ludźmi.

J. R.: Akcyza na wyroby tytoniowe rośnie stale. Nie inaczej jest z akcyzą na alkohol. Rozważane są kolejne podwyżki. Czy może się to przełożyć na kłopoty dla branży?

G.K.: Czeka nas wiele niewiadomych. Obecnie wszyscy zastanawiają się co będzie, gdy zacznie obowiązywać zakaz palenia w miejscach publicznych. Ale w zgodzie z maksymą "Polak potrafi" już pojawiają się ciekawe pomysły, jak sobie radzić z nadgorliwością ustawodawców. Co do zwyżek akcyzy na alkohol - poczekamy co przyniesie czas. Na razie zajmujemy się bieżącymi problemami, na skalę i tempo wzrostu podatków nie mamy wpływu.

J. R.: Głośne kłopoty spółek odzieżowych wynikły częściowo z tego, że za większość wynajmowanych powierzchni handlowych w centrum sklepy płaciły czynsze w euro. Po gwałtownym osłabieniu złotego, czynsze wzrosły nawet o 40 proc. Czy ten problem może dotyczyć też klubów?

G.K.: Jak najbardziej. Działa tu ten sam mechanizm. Ci którzy płacą w euro z utęsknieniem czekają na ewentualne spadki kursu tej waluty, różnica w wysokościach czynszu jest rzeczywiście bardzo duża.

J. R.: Czy w takim razie ten biznes jest opłacalny?

G.K.: Jest to dochodowy interes lecz ryzykowny. Koszty prowadzenia działalności są duże i chwilowa stagnacja i zmniejszenie obrotów może stać się bardzo poważnym problemem. W gruncie rzeczy jest to taka sama gałąź gospodarki jak każda inna.

J. R.: Co krok po kroku powinni zrobić przedsiębiorcy, którym marzy się własny klub?

G.K.: Nie chcę powtarzać banałów które musi wziąć pod uwagę każdy kto chce rozkręcić jakiś interes, powiem tylko o tym co wydaje mi się szczególnie istotne w przypadku lokali rozrywkowych. Jest to koncepcja i ogólnie pojęta wizja czyli pomysł - szczególnie w tych punktach na rozrywkowej mapie Polski gdzie tego typu lokali już jest sporo i rynek wydaje się nasycony. Kluczowy jest dobry pomysł na działalność, lokalizacja, reklama, szanowanie klienta i odpowiedni ludzie do pracy. Jeżeli te czynniki zostaną spełnione to szansa na końcowy sukces jest duża.

Rozmowę przeprowadził Jarosław Ryba, Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Ile pożyczki na raty możesz uzyskać?
Ile pożyczki na raty możesz uzyskać?

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~irek
Taki artykuł na głównej stronie Bankiera? Czy na główną już nie mozną wrzucić czegoś ciekawszego niż promocja klubów we Wrocławiu? a moze kluby nastawiaja sie na klienta biznesowego a nie na studentów, ktorzy są jedynymi "zapelniaczami" lokali?

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki