Łotwa coraz bardziej odczuwa skutki światowego kryzysu i wyludnienia. Szczególnie widoczne jest to na prowincji, gdzie unaocznia się prawdziwy obraz kraju.

Źródło: Thinkstock
Przygranicznej Łatgalii (jedna z czterech krain historycznych składających się na współczesną Łotwę, leży we wschodniej części kraju) coraz bliżej do sąsiedniej Białorusi, niż innemu z krajów bałtyckich - Litwie. Mimo wszystkich uroków dawnych północno-wschodnich rubieży Rzeczypospolitej, teraz jednak nie da się nie zauważyć coraz bardziej rzucającej się w oczy biedy, codziennej drożyzny, braku przedsiębiorczości i zdania się na łaskę państwa socjalnego.
Za Polski było lepiej
Stolica regionu, Daugavpils, trwa w stagnacji. To miasto nie zmienia się od wielu lat. Kilka litewskich supermarketów, centrum handlowe na wzór turecko-chińskiego bazaru pod dachem, niewielka strefa przemysłowa i w zasadzie to wszystko. Co roku niemal każdy szczegół wygląda tak samo. Może tylko przybywa samochodów różnych marek, bo dawniej po drogach jeździły wyłącznie dwudziestoletnie Audi i Volkswageny. Po drogach to dużo powiedziane
Najwięcej młodych ludzi wyjechało do Anglii i Irlandii. Stamtąd od ekonomicznych uchodźców przychodzi najwięcej pieniędzy, które zasilają lokalne portfele. Chociaż zdarzają się i egzotyczne z naszego punktu widzenia kierunki.
![]() | » Portugalskie dylematy: zwolnić urzędników czy ściąć emerytury? |
Społeczeństwo starzeje się bardzo szybko. Jeśli dodać do tego agresywną emigrację za chlebem - mamy gotowy obraz katastrofy demograficznej. Ceny nieruchomości po ostatniej bańce spekulacyjnej spadły kilkakrotnie. Emigranci przestali kupować mieszkania, aby mieć na przyszłość - dziś chcą sprzedać wszystko, aby tu nigdy nie wracać.
Konsekwencje wyludnienia
Na bazarze emeryci handlują wszystkim, czym się da - co znajdą w lesie - grzybami, jagodami, co wyhodują na działce - owocami i warzywami i z tym co wyniosą z domu - robi się z tego prawdziwy targ staroci. Oblężenie przeżywają sklepy z używaną odzieżą, na zakup nowych rzeczy na bazarze stać tylko najzamożniejszych. Nic dziwnego - używana koszula kosztuje w second handzie jedno euro, a nowa - prawie dziesięć.
Najbardziej przygnębiające wrażenie robią opustoszałe dzielnice, np. chemiczna, gdzie do budowanych zakładów ściągali robotnicy z całego kraju, a nawet z sąsiednich republik. Dziś te blokowiska pustoszeją, są ogromnie zaniedbane i przywołują obrazy z dzieciństwa, gdzie jedyną rozrywką w wolnym czasie było włóczenie się po stertach betonu i obrośniętych chaszczami i zielskiem garażach.
Zmarnowany potencjał
A przecież nie jest to miejsce bez potencjału. Daugavpils od dawna było najważniejszym strategicznym miastem szlaku handlowego, wiodącego z Europy Zachodniej do Rosji. Cały czas miasto przecinają kawalkady tirów głównie z Polski do Pskowa i dalej do Peterburga. Od XV w. za panowania Jagiellonów - miasto było ważną częścią Inflantów. Tak było po scaleniu Polski po Unii Lubelskiej w 1569 r., a także w XVII stuleciu, gdy utworzono Księstwo Inflanckie. Dopiero potem, gdy Rzeczpospolita przesunęła swe granice na północ, południowe Inflanty znalazły się czasowo pod władaniem Polski.
| » Zatrudnianie bezrobotnych 50+ korzystne dla pracodawców |
Dziś przynależność do Łotwy nie wychodzi miastu na dobre. Region i ludzie coraz bardziej przypominają rzeczywistość Białorusi. Mieszkańcom styku granic Łotwy, Litwy i Białorusi brakuje jakiejś iskry, przeważa znana z posowieckiego wschodu uległość i apatia. Przekonanie, że żyje się jako tako, tylko żeby gorzej nie było. Nie ma jednak nadziei, aby cokolwiek zmienić. A można zmienić. Wystarczy tylko przyjrzeć się sąsiedniemu regionowi północnej Litwy.
Litwini radzą sobie lepiej
Sytuacja w tym przygranicznym zakątku przypomina także tę znaną np. z Beskidu Śląskiego. W Polsce nie można od dziesięcioleci zbudować porządnej infrastruktury turystycznej, a wystarczy pojechać do sąsiedniej Słowacji czy Czech, aby porządnie zjeść, napić się piwa i pojeździć na nartach. Podobnie jest z Łatgalią i graniczącym litewskim Auksztockim Parkiem Narodowym. W Daugavpils, który oprócz niewielkiego centrum składa się z lasów i jezior, wystarczyłoby wytyczyć kilka tras rowerowych, zbudować choć jeden przyzwoity kemping czy hotel, aby przyciągnąć spragnionych natury turystów z Zachodu. Z roku na rok ośrodek podupada i niszczeje. W ten sposób marnuje się bogactwo tych kilkuset jezior w regionie, otoczonych opływającymi w grzyby i jagody borami. Sytuacja zmienia się, gdy wyjedziemy zaledwie 30 km w stronę Litwy, choćby do przygranicznego Zarasai (pol. Jeziorosy). Litwini doskonale wiedzą, że ich bogactwa naturalne mogą stać się przyciągającym turystów atutem. Nad brzegiem jednego z dwóch wielkich jezior otaczających miasto, zbudowano od nowa ścieżkę rowerową. Nic więc dziwnego, że to najbardziej wysunięte na południowy wschód miasto Litwy odwiedzają liczne wycieczki, omijające Łotwę.
Na Łotwie żyje się coraz gorzej
Potwierdzają to także statystyki. Według badań coraz więcej ludzi nie stać na zaspokojenie podstawowych życiowych potrzeb. Nie najlepiej mają utrzymujący nieraz całe rodziny emeryci. Do ubóstwa przyznaje się już blisko połowa społeczeństwa.
Wydaje się, że powszechną drożyznę najbardziej napędzają horrendalne ceny benzyny. Konflikt z Rosją wywindował ceny paliwa do blisko 1,4 euro za litry benzyny. Sami Rosjanie uważają Łotyszy (obok Gruzinów i Amerykanów) za naród najbardziej wrogo nastawiony do ich ojczyzny. Drogie paliwo napędza wzrost cen, bo siła robocza jest wciąż tania. Mieszkańcy przygranicznych miast i wiosek robią co mogą, aby wyjść na swoje. Konsulat na Białorusi wydaje stałe dokumenty umożliwiając przygraniczny ruch bezwizowy. Łotysze stoją w kilometrowych korkach, aby kupić tańsze paliwo za wschodnią granicą. Kwitnie nawet handel miejscami w kolejkach do odprawy, a najbardziej w cenie jako pasażerowie są inwalidzi i małe dzieci - ich bowiem przepuszcza się bez kolejki.
W szponach politycznej poprawności
Ale polityków to upodlenie obywateli nie interesuje. Oni mają swoje interesy. Anglojęzyczny "The Baltic Times" jest już praktycznie niedostępny na prowincji, bo nikt anglojęzyczny tam po prostu nie zagląda. Zresztą postępowi dziennikarze z "Bałtyckiego Czasu" zaczynają uprawiać poprawną politycznie propagandę, nawołując do tolerancji w kwestiach organizacji parad zboczeńców w centrum Rygi. Dla lewicujących Angoli to podstawowe kryterium demokratyzacji kraju. Innym, głośnym wydarzeniem politycznym była dymisja minister sprawiedliwości Gaidis Berzlins z koalicji partii Wszyscy za Łotwą! Za Ojczyznę i Wolność. Jednym z powodów dymisji, według komentatorów, mógł być problem zwrotu mienia pożydowskiego. Organizacje z Izraela coraz śmielej domagają się zbiorowego zwrotu przedwojennych majątków. Rada Społeczności Żydowskich na Łotwie domaga się łącznie zwrotu 240 nieruchomości należących do Żydów przed 17 czerwca 1940 r. Według prasy, premier Valdis Dombrowskis tak skutecznie naciskał na byłą minister sprawiedliwości aby nadać sprawom właściwy tor, że ta zrezygnowała z dalszej pracy dla rządu.
Tomasz Teluk
Autor jest pisarzem, publicystą, założycielem Instytutu Globalizacji


























































