Miesiąc temu 28 kwietnia Hiszpania i Portugalia przeżyły wielką awarię energetyczną. I choć do dziś nie przedstawiono szczegółowo przyczyn tego zdarzenia, warto zadać sobie inne pytania.


Na finiszu kampanii prezydenckiej skupiamy się na wynikach najnowszych sondaży i doniesieniach o życiowych historiach kandydatów. W tej przedwyborczej gorączce nie skupimy się na przyziemnych problemach takich jak teoretyczny brak prądu w gniazdku, czy problemach ze zrobieniem zakupów. Do czasu, gdy się to nie wydarzy.
W dyskusji, która rozgorzała po awarii skupiono się na oskarżaniu odnawialnych źródeł energii o wywołanie blackoutu, a niestety nie zwrócono uwagi na to, czy my tu w pięknym kraju nad Wisłą jesteśmy przygotowani na brak zasilania. Mając wojnę za naszą wschodnią granicą wiele uwagi poświęcamy zbrojeniu wydając blisko 5 proc. PKB na obronność. Co jakiś czas słychać zapowiedzi budowy schronów. Tymczasem brakuje szeroko zakrojonych kampanii informacyjnych i masowych szkoleń na wypadek sytuacji takich jak ta, gdy dojdzie do awarii energetycznej. Poza krótkotrwałą modą na plecaki ewakuacyjne, w zakresie realnej obrony cywilnej i radzenia sobie z kryzysami niewiele zrobiono.
Organizacjami, które faktycznie uczyły młodych ludzi co zrobić w czasie kryzysu krok po kroku, były związki harcerskie takie jak ZHP czy ZHR. Tam można było zdobyć wiedze jak sobie poradzić zarówno w sytuacji zagrożenia jak i nieprzewidzianych sytuacjach. Zwracano uwagę, jaki ekwipunek powinniśmy mieć w swoim plecaku, mieszkaniu czy samochodzie. Teraz takiej wiedzy dostarczają szkolenia militarne – zarówno te prowadzone przez Wojska Obrony Terytorialnej jak i specjalistyczne komercyjne podmioty. Ale to wciąż mało.
Warto dziś zadać sobie pytanie a co bym zrobiła/zrobił gdyby doszło do awarii energetycznej i przez kilka dni nie byłoby prądu? W jaki sposób zabezpieczymy nasze podstawowe potrzeby, takie jak jedzenie i picie? Czy mamy awaryjną maszynkę gazową, na której możemy przygotować posiłki? Z dostępnością artykułów w sklepach mogą być problemy. Czy mamy odpowiednie zapasy zarówno żywności która szybko się nie psuje jak i wody? Czy zgromadziliśmy wystarczającą ilość leków? Co z zapewnieniem oświetlenia w naszych mieszkaniach czy domach? Co z komfortem cieplnym - dziś mamy wiosnę, a co byłoby zimą?
Warto też się zastanowić ile gotówki posiadamy? Przyzwyczailiśmy się do płacenia kartą, telefonem czy Blikiem, ale w sytuacji kryzysowej wrócimy do czasów „przedenergetycznych”. Telefon komórkowy – jeżeli nie mamy solarnej ładowarki – na niewiele się nam przyda. A bez telefonu to jak bez ręki, od komunikacji po nawigacje. Warto zrobić sobie proste ćwiczenie, czy w oparciu o papierowe mapy jesteśmy w stanie dojechać z punktu a do punktu b.
Nie jest moja intencją nikogo straszyć, tylko zwracam uwagę, że taka awaria może nas dotknąć w każdej chwili. I oby się to nigdy nie wydarzyło, ale Polak nie może być wiecznie mądry po szkodzie. Warto przygotowywać się na nieprzewidziane sytuacje i ćwiczyć takie stress testy, bo gdy nadchodzi godzina próby łatwiej nam przebrnąć przez pierwsze chwile szoku i odnaleźć się w trudnej rzeczywistości.
























































