Na sobotnim spotkaniu przedstawiciele naftowego kartelu utrzymali bez zmian obowiązujący od grudnia 2008 roku stosunkowo niski limit wydobycia. Oficjalnie kraje OPEC (poza Irakiem) mogą dostarczać tylko 24,845 mln baryłek dziennie. Jednakże według informacji agencji Bloomberga limit ten jest fikcją i faktyczna podaż ze strony państw OPEC sięga 26,8 mln bpd.
Lecz inwestorzy i analitycy i tak spekulują, że przy bieżącym poziomie wydobycia w krajach OPEC podaż może nie sprostać rosnącemu popytowi. W tym przekonaniu utwierdziły ich dane z Chin, gdzie w listopadzie odnotowano dwucyfrową dynamikę produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Mimo szybko rosnącej inflacji (CPI przyspieszył do 5,1%) Ludowy Bank Chin nie zdecydował się podnieść oprocentowania kredytów.
„Faktem jest, że wysoki odczyt inflacji w Chinach został dziś zignorowany, ale już jutro może się to zmienić” – ostrzega Carsten Fritsch, analityk Commerzbanku cytowany przez Reutersa.
Niemniej jednak wśród inwestorów panują obecnie bardzo optymistyczne nastroje. Kapitał przenosi się z rynku długu w stronę akcji i surowców, licząc na pomyślną koniunkturę gospodarczą w przyszłym roku. Zjawisku temu sprzyjają decyzje polityczne w USA oraz prognozy zakładające przyspieszenie wzrostu PKB oraz zwiększone zapotrzebowanie na paliwa.
W rezultacie o godzinie 15:00 za baryłkę ropy Brent płacono 92,18 USD, czyli o 1,8% więcej niż w piątek. W Nowym Jorku słodką lekką ropą z Teksasu handlowano po cenie 89,79 USD, czyli o 2,4% wyższej niż przed weekendem.
K.K.



























































