Wtorkowy poranek przyniósł mocny wzrost kursu euro. Polski złoty szybko oddawał zyski, jakie udało mu się zrealizować w pierwszej części miesiąca.


Dynamiczne odbicie na parze euro-złoty rozpoczęło się po tym, jak kurs euro w poniedziałek zszedł do najniższego poziomu od 1 marca. Przez poprzednie dwa tygodnie euro potaniało o 16 groszy, spadając z 12-letniego szczytu wyznaczonego pod koniec marca na poziomie 4,6734 zł.
We wtorek o 9:37 kurs euro rósł o blisko trzy grosze, osiągając poziom 4,5526 zł. Na rynku spekuluje się, że strefa 4,50-4,60 zł odpowiada kierownictwu Narodowego Banku Polskiego, które chciałby mieć walutę trochę słabszą niż przed koronakryzysem, lecz zapewne nie chciałoby doświadczyć niekontrolowanej deprecjacji złotego.
- EUR/PLN pozostaje powyżej ważnego poziomu 4,50/EUR i jest nadal w „strefie komfortu” NBP. Oznacza to brak ryzyka interwencji walutowych ze strony banku centralnego i możliwość dalszego umocnienia PLN. Dzisiejsza publikacja danych o bilansie płatniczym raczej nie dostarczy silnych impulsów do aprecjacji złotego - napisano w biuletynie dziennym banku Pekao. O godz. 14.00 NBP przedstawi dane o bilansie płatniczym w lutym.
Wraz z euro w górę szły notowania pozostałych głównych walut. Dolar amerykański drożał o blisko 3 grosze, osiągając cenę blisko 3,83 zł. Kurs franka szwajcarskiego po zwyżce o 2,7 grosza zbliżał się do 4,14 zł. Funt brytyjski zwyżkował o ponad 5 groszy i był wyceniany na 5,2640 zł.
KK/PAP
























































